Nowa polityka międzynarodowa

Dziewięć końców świata
Stary rok zakończył żywot kilku od dawna ustalonych prawd w polityce międzynarodowej. Oto dziewięć najważniejszych zmian. Nie tylko na gorsze.
Świat ruszył w drogę. W 2016 r. będzie może nawet 3 mln uchodźców. Mają ich zatrzymać nowe granice.
Michael Dalder/Reuters/Forum

Świat ruszył w drogę. W 2016 r. będzie może nawet 3 mln uchodźców. Mają ich zatrzymać nowe granice.

Barack Obama konsekwentnie zwija amerykańską obecność militarną za granicą.
U.S. Navy/Reuters/Forum

Barack Obama konsekwentnie zwija amerykańską obecność militarną za granicą.

Chiny doszły w 2015 r. do ściany – pierwszy raz od początku lat 90. wzrost gospodarczy spadł poniżej symbolicznego poziomu 7 proc.
Gennady Kulikov/Forum

Chiny doszły w 2015 r. do ściany – pierwszy raz od początku lat 90. wzrost gospodarczy spadł poniżej symbolicznego poziomu 7 proc.

audio

AudioPolityka Łukasz Wójcik - Dziewięć końców świata

1. Koniec pokojowej dywidendy

Trwała ćwierć wieku – od zakończenia zimnej wojny aż do 2015 r. Termin „pokojowa dywidenda” wymyśliła Margaret Thatcher, a później spopularyzował go George W. Bush. Oznacza korzyści, głównie ekonomiczne, jakie niósł ze sobą Fukuyamowski koniec historii, czyli okres względnego spokoju geopolitycznego. Na początku lat 90. praktycznie wszystkie państwa zachodnie (poza Ameryką) i kraje postsowieckie drastycznie ograniczyły wydatki na obronność, co dało oddech ich gospodarkom i pozwoliło przerzucić wydatki na socjal.

Ale w starym roku ta sielanka, która załamała się już w 2001 r., skończyła się na dobre. Zachód długo patrzył na terrorystów z tzw. Państwa Islamskiego (PI) jak na przybyszów z kosmosu. Aż do 2015 r., gdy przeprowadzili zamachy na trzech kontynentach. W połowie roku uderzyli na Turcję (Suruç – 33 ofiary, Ankara – 102). 13 listopada zaatakowali Francję (Paryż – 130 ofiar), a dwa tygodnie później Amerykę (San Bernardino – 14 zabitych).

Te zamachy przekonały wielu polityków na Zachodzie, że z terrorystami trzeba walczyć w ich mateczniku. Problem w tym, że poza Amerykanami, Brytyjczykami i do pewnego stopnia Francuzami reszta chętnych nie ma wystarczających możliwości wojskowych. Dlatego większość państw zachodnich podnosi wydatki na armię. Czynią to też kraje Europy Wschodniej (Polska do 2 proc. PKB), choć w tym przypadku chodzi o zagrożenie ze strony Rosji.

POZYTYWY: Stan kilku zachodnioeuropejskich armii (np. niemieckiej) był już tak opłakany, że groziło to śmiesznością.

2. Koniec stabilnych granic

Nie, granice nie znikną jutro, ale odchodzący rok bardzo je nadwątlił. To o tyle ważne, że w postwestfalskiej Europie granice były elementem narodowej tożsamości, linią rozdzielającą „nas” od „nich”. Gdy zaczynają być niewyraźne, „my” też tacy się stajemy.

Ambiwalentny stosunek do granic to specjalność Władimira Putina. Od 2014 r. jego żołnierze kursują na Ukrainę wedle uznania. Putin, zajmując ukraiński Krym, stał się też autorem pierwszego siłowego przesunięcia granicy w Europie po drugiej wojnie światowej. Ale ci sami Rosjanie przekonali się, że dla niektórych państw granica jeszcze coś znaczy, gdy w listopadzie ich bombowiec zestrzelili Turcy, twierdząc, że skrócił sobie trasę przez ich terytorium.

Jeszcze większy kryzys przeżywają granice bliskowschodnie. Nakreślone przed stu laty przez Europejczyków, dziś zacierane są przez buty islamskich terrorystów. Ta między Irakiem i Syrią już nie istnieje, ale trwałość pozostałych też jest wątpliwa, bo jednocześnie sypie się idea arabskiego państwa narodowego, w wielu przypadkach równie sztucznego jak granice, które go określają.

Uciekinierzy z tego bliskowschodniego bagna (ponad 1 mln w starym roku i może nawet 3 mln w nowym) podeptali z kolei zewnętrzne granice Unii Europejskiej. To jednak, paradoksalnie, może się skończyć powrotem starych „wewnętrznych” granic Europy, z kontrolą paszportów na dzień dobry.

POZYTYWY: Tylko na Bliskim Wschodzie i tylko w dłuższej perspektywie. Bo ten żart w postaci mapy regionu nakreślonej przez Europejczyków musiał się skończyć tragedią.

3. Koniec „słabych” liderów

Nadejście ery informacji obrazkowej sprawiło, że polityk to jego twarz, a nie poglądy czy pomysły. Wyborcy nie chcą dywagować, coraz bardziej reagują zmysłami, poruszają ich slogany. Jedna cięta odpowiedź w telewizyjnym show stanowi dziś w polityce więcej niż lata ciężkiej pracy. Ponad wszystko liczy się wizerunek mocnego lidera. Ci „słabi”, dążący do kompromisu, szukający wspólnego języka, już się nie sprzedają.

Wspomniany lider Rosjan ze swoją odsłoniętą klatą i strzelbą w dłoni jest karykaturalnym przykładem tej mody. W nieco niższej lidze gra prezydent Turcji, Recep Tayyip Erdoğan ze swoim sułtańskim pałacem o tysiącu pokojach. Chiny, Indie, Japonia – wszędzie tam rządzą dziś nacjonalistyczni twardziele. Po obaleniu płk. Kadafiego w Libii i restytucji władzy wojskowych w Egipcie wielką popularność zyskuje pogląd, że inaczej się nie da, że Asad musi zostać w Syrii, że w końcu kraje bez demokratycznych doświadczeń nie powinny eksperymentować z demokracją deliberatywną. Nadeszły czasy macho-polityków.

To prawdopodobnie pierwsza polityczna moda, która idzie ze Wschodu na Zachód. Wyciszona Angela Merkel w tym kontekście wygląda nieco jak zagubiony w czasie dinozaur. W Ameryce rekordy popularności bije Donald Trump, który chce strzelać, zamykać i deportować. Francuzom imponuje twarda ręka Marine Le Pen, a Węgrom Viktor Orbán broniący zachodniej cywilizacji przed migrantami.

Przy tej okazji ostatnich dni dożywają partie polityczne jako ośrodki władzy. Nie ma dziś już miejsca na partyjną demokrację. Otwarty spór wewnątrz partii jest oznaką słabości. W to miejsce pojawił się przekaz dnia.

POZYTYWY: Przynajmniej będzie wiadomo, kogo rozliczyć za porażkę.

4. Koniec Unii jednej prędkości

To był zdecydowanie najgorszy rok w historii Unii Europejskiej. Od stycznia 2015 r. pogłębiał się kryzys grecki ze swoją kulminacją w lipcu, gdy Grecy głosowali w referendum nad trzecim już pakietem pomocowym. Odrzucili go, a tydzień później rząd Aleksisa Tsiprasa na wszystko się zgodził. Ale problem z euro został tylko przytuszowany – grecki PKB od połowy roku znów spada i powtórka kryzysu jest kwestią kilku miesięcy. Nadal nie rozwiązano fundamentalnego problemu, czyli jak utrzymać wspólną walutę bez wspólnej polityki fiskalnej.

Jedność szwankuje też na odcinku wschodnim. Choć Unia podtrzymała na kolejne pół roku sankcje nałożone na Rosję po jej agresji na Ukrainę, będzie to prawdopodobnie ich ostatnie odnowienie. Niemcy, mimo zapewnień Angeli Merkel, prą do normalizacji stosunków gospodarczych z Rosją. Widać to szczególnie na przykładzie decyzji o budowie drugiej nitki Gazociągu Północnego. Komisja Europejska formalnie popiera to przedsięwzięcie, ale jednocześnie w ośmiu krajach prowadzi dochodzenie przeciwko Gazpromowi o stosowanie praktyk monopolistycznych. Rządy z Europy Wschodniej argumentują następująco: jak Unia może od nich domagać się solidarności w sprawie przyjmowania imigrantów, skoro sama promuje łamanie tej solidarności w sprawie dostaw gazu?

To jednak samobójczy argument, bo gdzie jest ta solidarność w sprawie imigrantów? Polski rząd przyznaje, że dotrzyma obietnicy przyjęcia 7 tys. migrantów, ale liczba ta jest śmieszna, jeśli przyjąć, że w starym roku do Unii dotarło ich milion. Duża w tym rola kanclerz Merkel, która zaprosiła wszystkich i dziś zbiera połajanki praktycznie w całej Europie. Mało kto bierze jednak pod uwagę, co groziło Europie, gdyby ten milion ludzi został na Bałkanach. Bo gdyby Niemcy ich nie przyjęły, to przecież nie wróciliby grzecznie do Syrii czy Afganistanu. Ale kryzys trwa i może już wkrótce zakończyć 30-letni żywot strefy Schengen, bo sens ma ona tylko wtedy, gdy kraje z jej środka mają zaufanie do krajów granicznych, że te strzegą wspólnych granic. A to zaufanie już dawno wyparowało.

W tym kontekście rozmowy Unii z Wielką Brytanią w sprawie renegocjacji jej członkostwa, które ruszą pełną parą w nowym roku, mogą się okazać dla Unii zbawienne. Brytyjczycy stawiają pięć konkretnych warunków, ale od szczegółów ważniejsza jest ich ogólna wymowa: koniec z Unią jednej prędkości, co więcej – koniec z Unią jednego celu. W dłuższej perspektywie każdy sobie wybierze taką opcję członkostwa, jaka mu będzie pasować.

POZYTYWY: Przyjęcie brytyjskich postulatów będzie co prawda oznaczać koniec marzenia o federalnej Europie, ale może taka Unia jest lepsza niż żadna.

5. Koniec amerykańskiego wszędobylstwa

Barack Obama konsekwentnie zwija amerykańską obecność militarną za granicą. Również w Europie, skąd w ciągu ostatnich czterech lat wyjechał co czwarty żołnierz USA. Zwijanie dotyczy jednak przede wszystkim Bliskiego Wschodu, gdzie absencja Amerykanów w sprawie Syrii doprowadziła w końcu do rosyjskiej interwencji. Widać to również u wybrzeży Azji, gdzie zaczyna dominować chińska marynarka wojenna.

Jakkolwiek oceniać rezultaty amerykańskiego wszędobylstwa, trudno odmówić Amerykanom zasług w pacyfikowaniu niebezpiecznych napięć. Sama obecność V amerykańskiej floty w Zatoce Perskiej uniemożliwiła już kilka wojen między Arabią Saudyjską i Iranem. Pomysł Obamy jest jednak na swój sposób racjonalny. Wraz ze wzrostem mobilności wojsk utrzymywanie wysuniętych garnizonów traci sens, szczególnie że niepotrzebnie denerwują one wielu tubylców.

Na poziomie strategicznym oddanie inicjatywy w Syrii Rosjanom na pewno skończy się źle, ale patrząc szerzej, Obama myśli o Bliskim Wschodzie w kategoriach równowagi. Przez dekady polityka Waszyngtonu opierała się tam na jednej, saudyjskiej nodze. To sprawiło, że Saudyjczycy robili, co chcieli, włącznie z finansowaniem radykałów, którzy dziś współtworzą Państwo Islamskie. Z punktu widzenia Amerykanów równowagę ma zapewnić wyciągnięcie z izolacji Iranu. Stąd zawarcie w lipcu umowy nuklearnej z ajatollahami, w której broń nuklearna była do pewnego stopnia tylko pretekstem dla zniesienia sankcji gospodarczych.

Jeśli kontrolowana na odległość równowaga sił sprawdzi się na Bliskim Wschodzie, Amerykanie zapewne spróbują w innych regionach.

POZYTYWY: Samodzielność wojskowa Europy? Wszystko jest możliwe.

6. Koniec latynoskiej różowej fali

Argentyna – Kuba – Wenezuela, jeszcze kilka lat temu w Ameryce Łacińskiej mówiono nawet o planach federacji tych trzech krajów rządzonych wówczas przez „różową” lewicę. Dziś jej przedstawiciele walczą o polityczne przetrwanie.

Pod koniec listopada władzę niespodziewanie straciła lewica w Argentynie. Faworyt odchodzącej prezydent Cristiny de Kirchner przegrał z centroprawicowym Maurico Macrim. Kirchner, rządząc z mężem przez 12 lat, stworzyła osobliwy styl sprawowania władzy, łączący socjalny populizm z kultem jednostki w fazie początkowej. I z polityką zagraniczną opartą na relacjach z Rosją i Iranem. Gospodarkę zostawiła w fatalnym stanie, z 7-proc. deficytem, 25-proc. inflacją i praktycznie bez rezerw walutowych, ale za to z dwoma nowymi sędziami Sądu Najwyższego powołanymi w ostatniej chwili.

Jeszcze gorzej z gospodarką radzi sobie następca Hugo Cháveza w Wenezueli, prezydent Maduro. Z powodu spadku cen ropy i złego zarządzania PKB zmniejszy się w tym roku o 10 proc. przy inflacji sięgającej 180 proc. W efekcie 6 grudnia opozycja zdobyła 74 proc. głosów w wyborach parlamentarnych i przy sprytnej taktyce może przejąć rządzenie krajem. Strach więc zajrzał w oczy Raulowi Castro, bo Kuba w ostatnich latach uzależniła się od pomocy tych dwóch różowych rządów. W tym roku kubańskie PKB będzie niższe o 8 proc. tylko z powodu braku subsydiowanej ropy z Wenezueli, której już nie stać na taką hojność.

Region ten ma to do siebie, że jeśli rządy zmieniają się, to seriami. Jakby fala przelewała się z Atlantyku do Pacyfiku. W latach 90. przelało się w prawą stronę. Na przełomie wieków – w lewą. A teraz znów z powrotem.

POZYTYWY: We wspomnianych trzech krajach gospodarczo może być już tylko lepiej.

7. Koniec chińskiego modelu

Nie załamie się jutro, ale Chiny doszły w 2015 r. do ściany – pierwszy raz od początku lat 90. wzrost gospodarczy spadł poniżej symbolicznego poziomu 7 proc. Wciąż jest godny pozazdroszczenia, ale nawet rządowi eksperci przekonują, że te 7 proc. to była gwarancja spokoju społecznego, kupowanego m.in. nowymi miejscami pracy. Zaczęły się nerwowe ruchy w stylu sierpniowej dewaluacji juana, aby podbić eksport, ale efekt był doraźny. Wygląda na to, że wyczerpał się model oparty głównie na taniej sile roboczej.

Chiny ciągną za sobą w dół innych członków BRICS, czyli grupy krajów rozwijających się, która jeszcze dwa lata temu jawiła się jako nowy, konkurencyjny wobec Zachodu blok gospodarczy. Fatalnie ma się gospodarka Brazylii, w dużym stopniu uzależniona od chińskiego popytu na surowce. Indie również czeka ekonomiczna stagnacja. Z powodu bardzo niskich cen ropy, europejskich sankcji i dwóch wojen, na Ukrainie i w Syrii, ledwo dyszy rosyjska gospodarka.

Na tym tle zachodnie gospodarki, szczególnie w USA i Wielkiej Brytanii, mogą imponować. Po latach kryzysu rozpoczął się tam stabilny wzrost przy spadku bezrobocia. Optymizmem powiało do tego stopnia, że amerykański bank centralny pierwszy raz od 2008 r. podniósł w grudniu stopy procentowe. Dodatkowe korzyści może przynieść największa w historii umowa handlowa między 11 państwami znad Pacyfiku. Tzw. TTP obejmie kraje odpowiedzialne za ponad 40 proc. globalnego PKB, w tym USA, ale nie Chiny.

POZYTYWY: Zmiana modelu gospodarki na bardziej innowacyjny jest w Chinach prawdopodobnie niemożliwa bez liberalizacji systemu politycznego.

8. Koniec emerytur, jakie znamy

Co czwarty urodzony w 2015 r. Europejczyk dożyje stu lat. A to oznacza, że przy dzisiejszych regulacjach będzie pobierał emeryturę prawie tak długo, jak pracował, co jest ekonomicznie nie do utrzymania. Już dziś to oznacza, że każdy kolejny rocznik odchodzący na emeryturę będzie miał gorzej. Jak mówią eksperci, rozpoczęło się przepisywanie wielkiego kontraktu z obywatelami, który przez dziesięciolecia zapewniał spokój społeczny. W nowym roku kilka państw zachodnich planuje rozpoczęcie konsultacji w sprawie podniesienia wieku emerytalnego do 70 lat (m.in. Finlandia i Szwecja).

Sprawa nie dotyczy jednak tylko emerytur. Starzejące się społeczeństwa są z jednej strony szansą dla nowych sektorów tzw. siwej gospodarki. Ale przy obecnym finansowaniu niedługo nie wytrzymają tego systemy opieki zdrowotnej, nawet w bogatych państwach Zachodu. Już dziś np. w Wielkiej Brytanii mówi się o wyłączeniu finansowania leczenia demencji i kilku innych „chorób starczych”. Francja i Niemcy dyskutują nad przerzuceniem kosztów opieki nad seniorami na władze lokalne, co prawdopodobnie oznacza dla nich rychłe bankructwo.

Spór o seniorów ma też ogromny potencjał polityczny. Nieodległy spadek stosunku liczby pracujących do liczby emerytów do poziomu 2 do 1 wymusi gwałtowny wzrost obciążeń podatkowych dla młodych, choć oni sami nie mają co liczyć na przyzwoite emerytury. W dodatku seniorzy – w odróżnieniu od młodych – chodzą na wybory, więc politycy o nich dbają. Przeciwwagą dla tego trendu ma być dyskutowane już w wielu zachodnich krajach obniżenie minimalnego wieku uprawniającego do udziału w wyborach od 16 lat. Ale taki ruch będzie już otwartym wypowiedzeniem wojny pokoleń.

POZYTYWY: W niektórych europejskich krajach już ponad 60 proc. obywateli odkłada na prywatną emeryturę.

9. Na koniec coś na pocieszenie

Może zabrzmi to dziwnie po roku, w którym największą karierę zrobiła książka Thomasa Piketty’ego udowadniająca coraz większe rozwarstwienie majątkowe na świecie. Ale według Banku Światowego odsetek ludzi żyjących w ekstremalnej biedzie (za mniej niż 1,90 dol. dziennie) spadł w 2015 r. pierwszy raz w historii poniżej 10 proc. Robi to wrażenie, jeśli weźmie się pod uwagę, że jeszcze trzy lata temu było to ponad 13 proc., a w 1999 r. 29 proc.! To głównie zasługa szybko rozwijających się gospodarek Chin i Indii.

I choć ten dyskusyjny wskaźnik nie przesłoni dramatu migrantów, wojen i zamachów terrorystycznych, nie jest jedynym pozytywem 2015 r. Mimo że w USA wciąż słychać o incydentach z użyciem broni, o policjantach strzelających do czarnoskórych, liczba brutalnych zabójstw była w starym roku najniższa w historii. Odsetek niedożywionych ludzi na świecie spadł z 19 proc. w 1990 r. do 11 proc. w 2015 r. W listopadzie odnotowano zaledwie trzy przypadki eboli w Afryce Zachodniej, choć jeszcze pół roku temu obawiano się, że ta epidemia obejmie pół kontynentu.

Mało? W starym roku w USA i Irlandii zalegalizowano związki homoseksualne, a w Malezji nie są już one karane więzieniem. O 16 m poszerzono też Kanał Panamski, a Sueskim można już pływać w obie strony równocześnie. W grudniu na konferencji klimatycznej w Paryżu wszystkie obecne państwa pierwszy raz w historii przyjęły zobowiązanie do obniżenia emisji CO2. Raport Freedom House za 2015 r. podsumowuje, że już 125 państw to demokracje, gdy jeszcze w 1989 r. było ich zaledwie 69. Inna sprawa, że jednocześnie maleje liczba demokracji liberalnych. Ale za to w nowym roku Polska zagra w piłkarskich mistrzostwach Europy we Francji. Pozytywy zawsze się znajdą.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną