Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Ciche dni

Polsko-amerykańskie ochłodzenie relacji

Sytuacja wewnętrzna w Polsce nie obchodzi USA na tyle, żeby zmieniać strategię bezpieczeństwa w Europie. Sytuacja wewnętrzna w Polsce nie obchodzi USA na tyle, żeby zmieniać strategię bezpieczeństwa w Europie. Andrzej Bogacz / Forum
Wolna Polska jeszcze nie miała takiego kryzysu w relacjach z Ameryką. Rozwodu jednak nie będzie. Waszyngton ma ważniejsze sprawy niż użeranie się z polską „dobrą zmianą”.
NATO jest zbyt ważnym sojuszem obronnym, aby w swych decyzjach uzależniało się od humorów naczelnika Kaczyńskiego.Tomasz Adamowicz/Forum NATO jest zbyt ważnym sojuszem obronnym, aby w swych decyzjach uzależniało się od humorów naczelnika Kaczyńskiego.

W tych dniach prezydent Andrzej Duda powinien być już w Waszyngtonie. Formalny cel wizyty to udział w wielkiej konferencji poświęconej broni nuklearnej. Ale że Polska jeszcze nie jest wielką potęgą atomową, uwagę przyciągał inny, nie mniej ważny dylemat: czy gospodarz konferencji prezydent Barack Obama spotka się z Polakiem w cztery oczy, jak długo potrwa to spotkanie? Dawno taki detal w polsko-amerykańskich relacjach nie budził tyle emocji.

Na linii Warszawa-Waszyngton niewątpliwie zaiskrzyło. Amerykańskie media potępiły polski rząd, senatorowie wezwali do umiarkowania i przestrzegania prawa. Ale nie będzie Jankes pluł nam w twarz. Premier Beata Szydło wytknęła Amerykanom „narzucanie działań”, minister Antoni Macierewicz zrugał ich, że nie mają wystarczająco długiego doświadczenia w demokracji, aby Polskę pouczać. Na szczyt jednak wspięła się minister Beata Kempa, szefowa Kancelarii Premiera, która porównała Amerykanów do interwentów zbrojnych za to, że śmieli wyrazić zaniepokojenie polityką PiS.

Jak to się stało, że partia, która dotąd obsobaczała europejskich sąsiadów (Polska jako kondominium Niemiec i Rosji), ale przedstawiała się jako najbardziej proamerykańska, bije teraz w swoje ulubione supermocarstwo? Przecież PiS miał ożywić romans między naszymi krajami, więdnący wskutek kaprysów proeuropejskiej PO i nonszalanckiego traktowania Polski przez olbrzyma, jak choćby w sprawie wiz czy przecieków na temat tajnego więzienia CIA w Kiejkutach.

Nie wiemy, co liczni amerykańscy wysłannicy powiedzieli władzom PiS, a zwłaszcza Jarosławowi Kaczyńskiemu, ale w gabinetach Amerykanie nie stosują europejskiej kurtuazji i walą prosto z mostu. Prezes więc musiał poczuć się dotknięty i nakazał ich publiczne zawstydzanie. A przecież tak złej prasy Polska nie miała od czasów Jaruzelskiego.

Polityka 14.2016 (3053) z dnia 29.03.2016; Świat; s. 50
Oryginalny tytuł tekstu: "Ciche dni"
Reklama