Świat

Timmermans nie przyjedzie, a rząd czeka na Junckera. I niewiele ugra

. . Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
W Brukseli mówi się, że to błędna retoryka. W sprawie wszczętej wobec Polski procedury nie jest istotne, czy przyjedzie Juncker czy Timmermans, obaj stoją na straży tych samych zasad.

Frans Timmermans nie przyjedzie w tym tygodniu do Polski. Rząd go oficjalnie nie zapraszał i ogłosił właśnie, że czeka na wizytę szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude'a Junckera.

Wiceszef Komisji Europejskiej był w Warszawie 5 kwietnia i wówczas po spotkaniach z przedstawicielami rządu zapowiedział, że wróci do Polski za dwa tygodnie. Miałby kontynuować rozpoczęty na początku kwietnia dialog z polskimi władzami. Teoretycznie więc powinien zjawić się u nas w tym tygodniu. To się jednak nie stanie, bo jak twierdzi minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski, ani Frans Timmermans nie wystąpił z prośbą o zaproszenie, ani my go formalnie nie podtrzymaliśmy.

I chociaż teoretycznie Timmermans w czasie trwania procedury kontroli praworządności wobec Polski oficjalnego zaproszenia od naszych władz nie potrzebuje, to oczywiste też jest, że raczej sam z siebie, po cichu i bez oficjalnych zapowiedzi do Polski nie przyjedzie. Mamy więc pewność, że Holender na razie się u nas nie zjawi. Prawdopodobnie spokojnie analizuje teraz przywiezione z ostatniej podróży dokumenty. W końcu to sprawny urzędnik, który nie ma do sprawy emocjonalnego podejścia, więc krok po kroku realizuje przydzielone mu zadanie.

Tymczasem nad Wisłą minister Waszczykowski, który, przypomnijmy, jako pierwszy wpadł na pomysł poproszenia o opinię Komisji Weneckiej, teraz nie tylko podważa znaczenie opinii Komisji, ale też twierdzi, że nie jest istotne, czy Timmermans do nas teraz przyjedzie czy nie, bo on już wizytę odbył i kolejna jego podróż nic by już do sprawy nie wniosła. Teraz czekamy na odwiedziny szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude'a Junckera. Szef to jednak szef. Lepiej zawsze brzmi zapowiadanie wizyty szefa niż jego zastępcy, choćby pierwszego, jakim jest Frans Timmermans.

Można też oficjalnie ogłosić, że rozmowy z Komisją są w toku, a wręcz przesunęliśmy się na wyższy poziom, bo już nie spotykamy się z wiceszefem, tylko z szefem Komisji. Ten przyjedzie do nas specjalnie, pochyli się nad sprawą Polski i na pewno dostrzeże coś, czego Timmermans nie spostrzegł.

Tymczasem – jak nieoficjalnie mówi się w Brukseli – to zupełnie błędna retoryka. Bo choć symbolicznie oczywiście wizyta szefa Komisji ma duże znaczenie, to w sprawie wszczętej wobec Polski procedury nie jest istotne, czy przyjedzie Juncker czy Timmermans, obaj stoją na straży tych samych zasad. Juncker ma do Timmermansa pełne zaufanie. Poza tym nie bez powodu Timmermans jest pierwszym zastępcą Junckera, w dodatku odpowiedzialnym za wdrożenie i przeprowadzenie procedury związanej z Polską. „Nawet jakby przyjechał do Warszawy sam papież Franciszek, to procedura będzie się i tak toczyła takim samym trybem” – mówią komisyjni urzędnicy.

Po co więc teraz minister Waszczykowski ogłasza, że najważniejsza dla nas jest dzisiaj wizyta szefa Komisji? Jedna wizyta przecież nie wyklucza drugiej. To że do Polski wybiera się Juncker, nie zamyka nam możliwości kontynuowania rozmów z Timmermansem.

Poza tym zdaniem Komisji Weneckiej punktem wyjścia do dalszych rozmów jest publikacja wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Niezależnie wiec, czy przyjedzie do nas Timmermans czy Juncker, wymogi Komisji raczej się nie zmienią. Oczekiwania wobec naszego kraju będą te same.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną