Świat

Korea Północna strzela celnie… w Radę Bezpieczeństwa ONZ

Twitter
Korea Północna przeprowadziła kolejny test batalistyczny, który został zwieńczony sukcesem.

Rakieta osiągnęła pożądany przez wojskowych pułap wysokości i przebyła odległość około 500 km. Przelot rakiety wystrzelonej z łodzi podwodnej obserwował sam Kim Dżong-Un, według którego balistyczne osiągnięcie Korei Północnej pozwoliło jej wysforować się do czołówki potęg militarnych na świecie.

Skądinąd może mieć rację. Pytani przez dziennikarzy Reutersa eksperci przyznali, że trajektoria lotu rakiety wskazuje na znaczący postęp technologiczny po stronie północnokoreańskiej, której głowice nuklearne do tej pory pozostawały raczej bezzębne, z braku możliwości wystrzelenia ich na niezbędną dla przeżycia Koreańczyków odległość.

Rodzi się pytanie, jak wspólnota międzynarodowa zareaguje na to nowe zagrożenie w regionie Azji Południowo-Wschodniej. Rada Bezpieczeństwa ONZ nie zdołała osiągnąć konsensusu co do potępienia poprzedniego testu balistycznego przeprowadzonego przez reżim Kima na początku sierpnia. Dla Chin stał się on okazją do tego, by zażądać wstrzymania instalacji amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Korei Południowej.

Trudno zakładać, że całkowicie zależny od Chin reżim w Korei Północnej przeprowadził testy na własną rękę, a nie idąc w sukurs Pekinowi. Co prawda Chiny nie powinny oczekiwać, że Sany Zjednoczone spełnią postulat demontażu obrony przeciwrakietowej w sytuacji, gdy zagrożenie ostrzałem tego typu staje się zupełnie realne. Kreują za to sytuację, w której Rada Bezpieczeństwa ONZ może utracić funkcję stołu negocjacyjnego dla światowych potęg militarnych. I to Amerykanie ten stół przewrócą.

Epidemia defekcji, która dotyka obecnie północnokoreański korpus dyplomatyczny, może potwierdzać tezę o zaostrzaniu się kryzysu. Tylko w ostatnich miesiącach o azyl w Korei Południowej poprosiło siedmioro dyplomatów. Ciosem była również ucieczka 18-letniego genialnego studenta, który wyjechał do Chin na konkurs matematyczny.

Północni Koreańczycy uciekają zapewne przede wszystkim przed bestialskim reżimem młodego Kima, w którym egzekucje za „korupcję” są na porządku dziennym, a niedostatek i niedobory dóbr codziennego użytku pozostają wręcz przysłowiowe. Mogą jednak starać się chronić siebie, a jeśli się uda, także swoje rodziny przed nadciągającym kryzysem międzynarodowym w obszarze Morza Południowochińskiego.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną