Świat

Kościół katolicki Rwandy przeprasza za współudział w ludobójstwie w 1994 r.

Kigali Genocide Memorial Centre Kigali Genocide Memorial Centre Trocaire / Flickr CC by 2.0
Miejscowy Kościół, tak jak Watykan, do tej pory w tej sprawie milczał.
Kości ofiar ludobójstwa w RwandzieAndy Wallace/Flickr CC by 2.0 Kości ofiar ludobójstwa w Rwandzie

Jak podaje „The East Standard” (wydawana w Kenii gazeta wschodnioafrykańska), przeprosiny Rady Episkopatu, którą tworzy dziewięciu miejscowych biskupów, odczytano w rwandyjskich kościołach po niedzielnej mszy.

„Przepraszamy w imieniu wszystkich chrześcijan za wszystkie błędy, jakie popełniliśmy. (...) Wybaczcie nam zbrodnię nienawiści, która obejmuje również nienawiść wobec kolegów, z powodu ich przynależności etnicznej. Nie pokazaliśmy, że stanowimy jedną rodzinę, zamiast tego zabijaliśmy się nawzajem. Wybaczcie nam zbrodnie popełnione przez księży, siostry i przywództwo Kościoła, które promowało etniczne podziały i nienawiść”. Biskupi zastrzegają, że Kościół nie zachęcał nikogo do popełnienia zbrodni ludobójstwa.

Księża skazani za współudział w ludobójstwie, Kościół milczał

Od ponad 20 lat zarówno władze kraju, jak i wielu badaczy rwandyjskiego ludobójstwa oskarżają miejscowy Kościół o podżeganie i udział w zbrodni, która pochłonęła między 800 tys. a milion istnień ludzkich. Jednym z nich jest Timothy Longman z Uniwersytetu Bostońskiego, który po kilkuletnich badaniach terenowych stwierdził, że „wbrew twierdzeniom władz kościelnych udział Kościoła w zbrodni wykracza poza błąd zaniechania w obliczu okrucieństw”.

Tysiące ludzi zamordowano w kościołach i na należących do niego posesjach, gdzie szukali schronienia. Kilka lat po ludobójstwie wielu księży skazano za współudział. Mimo to zarówno miejscowy Kościół, jak i Watykan do tej pory milczeli. Obowiązywała wersja, którą można streścić tak: źli księża to nieliczne zgniłe jabłka – instytucja kościelna jest czysta. Próby nakłonienia Kościoła do przeprosin, które mogłyby się przyczynić do częściowego naprawienia moralnych szkód, natrafiały na mur ze strony hierarchów.

Również polscy księża, w tym biskup Henryk Hoser, którzy prowadzili pracę misyjną w jednej z dzielnic Kigali, nie zmierzyli się do tej pory z zarzutami, jakie są im stawiane od lat: biernego przypatrywania się przez Kościół masakrze, nieudzielenia pomocy atakowanym i zabijanym. W książce „Dzisiaj narysujemy śmierć” reporter Wojciech Tochman przytacza relację świadka – polskiego wojskowego, który twierdzi między innymi, że w dniu masakry księża podjęli decyzję o ratowaniu... najświętszego sakramentu przed profanacją zamiast ratowania ludzi.

Na żadne z pytań o zachowania swoje i innych księży bp Hoser nigdy konkretnie nie odpowiedział. Mówił za to między innymi, że „oskarżanie duchownych o udział w dokonywanych zbrodniach jest mijaniem się z prawdą”. Niedzielne przeprosiny Rady Episkopatu Rwandy wskazują, że to bp Hoser mija się z prawdą.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Historia słynnego agenta 007

23 filmy, sześciu aktorów użyczających twarzy głównemu bohaterowi, mnóstwo wypitych Martini, rozbitych aut i uwiedzionych kobiet. Filmowy James Bond, od pięciu dekad obecny na ekranach, pobił rekord, do którego nie zbliżyła się żadna inna filmowa seria.

Katarzyna Czajka
02.10.2012
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną