Kim Dzong Un szykuje się do wojny. Są powody, żeby się bać?

Kryzys koreański – instrukcja obsługi
Jeśli jest marzec, to na Półwyspie Koreańskim pachnie wojną. Napięcie między dwoma zwaśnionymi państwami koreańskimi podwyższa się za sprawą corocznych wspólnych ćwiczeń wojsk Korei Południowej i USA.
Kim Dzong Un straszy wyprzedzającym atakiem.
Prachatai/Flickr CC by 2.0

Kim Dzong Un straszy wyprzedzającym atakiem.

Scenariusz wiosennych kryzysów jest podobny. Komuniści podgrzewają atmosferę, np. wbrew sankcjom ONZ odpalają rakiety. Tak długo jak toczą się manewry Kim Dzong Un straszy m.in. wyprzedzającym atakiem, także jądrowym, na sąsiada z Południa i Stany Zjednoczone. Kim Dzong Unowi zdarzyło się już podczas jego krótkiego panowania, że w takim czasie ćwiczeń ogłosił rozpoczęcie wojny, a później, gdy przeciwnik nie podniósł rzuconej rękawicy, ogłosił, że bohatersko w tej wojnie zwyciężył.

W ten sposób Kim snuje kokon bezpieczeństwa. Nikt nie pali się do odebrania władzy okrutnemu i nieobliczalnemu facetowi, który dysponuje bronią jądrową i rakietami, mogącymi prawdopodobnie przekraczać oceany.

W tym roku do zwyczajowej konfiguracji dochodzą nowe okoliczności: zgładzony w lutym na lotnisku w Kuala Lumpur przyrodni brat satrapy i tarcza rakietowa w Korei Południowej, rozstawiana właśnie przez Amerykanów.

Komu nie podoba się amerykańska tarcza antyrakietowa?

Morderstwo skuło lodem relacje Malezji i Korei Północnej, dotąd żyjących w dobrych stosunkach. Teraz oba państwa, zaczęli Koreańczycy, wzięły swoich obywateli za zakładników, nie pozwalają im wrócić do ojczyzny. Ograniczenia dotyczą do kilkudziesięciu osób, głównie dyplomatów. Rzecz jednak nie w liczbie, a w randze symbolu. Otwierając nieoczekiwanie front malezyjski, Kim znów punktuje jako przywódca zdecydowany, mający w nosie międzynarodowe konwencje.

Natomiast tarcza ma bronić Południe i stacjonujących tam Amerykanów przed atakiem z Północy, zdaniem ekspertów trudno użyć jej do jakichś innych celów. Co nie przeszkadza, by tarczy otwarcie sprzeciwiały się Chiny, protektor i sponsor Kima, żywotnie zainteresowane utrzymaniem status quo na Półwyspie (choć nawet Chinom niesterowalny Kim potrafi się wymykać). Tarcza nie podoba się także sąsiedniej Rosji, twierdzi – podobnie jak Chiny – że amerykańskie antyrakiety uderzają w jej potencjał militarny, co zaburza równowagę w Azji Wschodniej i będzie wymagało podjęcia kroków wyrównujących potencjały.

Niemniej na przekór sankcji, na które zgodziły się największe potęgi globu, Korea Północna rozwija technologie rakietowych i przeprowadza udane próby broni jądrowej. To dowód, że nie ma takiej siły, zwłaszcza w Japonii, Korei Południowej i USA, która mogłaby rozwinąć kokon, którym owinęli się północnokoreańscy komuniści.

Wygrzebać ich stamtąd to kolejna nowa okoliczność, obiecuje prezydent USA Donald Trump – Korea Północna ma być pierwszym poważnym testem skuteczności osiągania celów za granicą. Amerykanie latami próbują ograniczyć możliwości Korei Północnej, ale przyznają, że mimo znacznych wysiłków, w tym ataków hakerskich na systemy komputerowe reżimu, postępy są niewielkie, przynajmniej mniejsze od oczekiwanych.

Azja Wschodnia jest beczką prochu i w powszechnym odczuciu to Kim Dzong Un stoi przy tej beczce z zapaloną pochodnią. Do optymizmu, że wojny jednak z tego nie będzie, przynajmniej na razie, skłania powtarzalność z lat poprzednich: do tej pory wiosenne kryzysy sprowadzały się do spazmów północnokoreańskiej propagandy.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną