Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Trump mięknie i wycofuje się z budowy muru z Meksykiem

Donald Trump Donald Trump Disney | ABC Television Group / Flickr CC by 2.0
Koszt budowy prawdziwego muru przekroczyłby 20 mld dol. Kongres nigdy się nie zgodzi na taki wydatek.

Donald Trump ukradkiem wycofuje się ze swych obietnic z kampanii wyborczej albo odkłada ich spełnienie na święte nigdy, gdyż zdaje sobie sprawę, że są nierealne.

W poniedziałek odstąpił od żądania, by w budżecie znalazła się zaliczka na budowę osławionego „wielkiego, pięknego muru” na granicy z Meksykiem, który miał zapobiegać nielegalnej imigracji z południa. Zapowiedź muru wywoływała największy ryk entuzjazmu na jego wiecach przedwyborczych, ale w Kongresie odmówili jego sfinansowania nie tylko wszyscy Demokraci, lecz także wielu Republikanów.

Trump się cofnął i oświadczył, że może poczekać

Budżet trzeba uchwalić do końca tygodnia i gdyby do tego nie doszło, a pieniądze na mur są główną kością niezgody, zabraknie funduszy na wypłaty dla administracji rządowej. Wobec takiej perspektywy – w setnym dniu jego prezydentury, kiedy wszyscy będą ją recenzować – Trump się cofnął i oświadczył, że może poczekać.

Jego rzecznicy przekonują, że to tylko odłożenie tematu na później, ale politycy GOP tłumaczą, że „mur” jest jedynie metaforą znacznego wzmocnienia granic poprzez zwiększenie liczby patroli i ich technicznego wyposażenia. Koszt budowy prawdziwego muru przekroczyłby 20 mld dol. i Kongres nigdy nie zgodzi się na taki wydatek, tym bardziej że część Republikanów nie chce ograniczenia nawet nielegalnej imigracji – dla biznesu źródła taniej siły roboczej. W śmieszne zapowiedzi Trumpa, że za mur zapłaci Meksyk, nie wierzy nawet on sam. Według zauszników prezydenta wyborcy nie opuszczą go z powodu ustępstwa w sprawie muru, gdyż tego, co mówi, „nie biorą dosłownie”.

Jego tweety obniżają powagę urzędu

Być może. Według sondaży od inauguracji Trumpa liczba niezadowolonych z jego rządów wzrosła, gdyż nie udaje mu się realizacja takich zapowiedzi wyborczych jak odwołanie niepopularnej reformy ubezpieczeń zdrowotnych (Obamacare), a jego tweety obniżają powagę urzędu. Trudno sobie wyobrazić, jak prezydent może spełnić swoje kluczowe obietnice, np. powrót miejsc pracy przeniesionych za granicę czy rewizja układów o wolnym handlu, bez naruszenia interesów wielkich korporacji, a tych z kolei bronią Republikanie.

Trump wykonał już woltę o 180 stopni w kilku kwestiach polityki krajowej (poparcie dla szefowej Fed Janet Yellen) i zagranicznej (rehabilitacja „przestarzałego” NATO).

W Białym Domu rosną wpływy doradców z republikańskiego establishmentu, kosztem radykałów-orędowników populistycznego nacjonalizmu. System skutecznie broni się na razie przed budzącym popłoch prezydentem, a on z kolei wykazuje pragmatyczną zdolność adaptacji wobec oporu materii.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Wydania specjalne

Czego uczy nas pokolenie „zetek”

Łączą nas podobne potrzeby, wystarczy jedynie się wzajemnie wysłuchać – postuluje prof. Tomasz Sobierajski.

Grażyna Morek
09.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną