Świat

Bambino Gesù, szpital Watykanu: przeterminowane leki, wysoka śmiertelność, nieludzkie warunki

Bambino Gesù, szpital Watykanu: przeterminowane leki, wysoka śmiertelność, nieludzkie warunki

Między chirurgami a anestezjologami trwa wyścig, kto złamie więcej norm i procedur, byle tylko zadowolić szefostwo. Między chirurgami a anestezjologami trwa wyścig, kto złamie więcej norm i procedur, byle tylko zadowolić szefostwo. Alessandro Bianchi / Forum
Należący do Watykanu szpital pediatryczny przez osiem lat skupiał się na pomnażaniu zysków, narażając życie i zdrowie dzieci – to wnioski ze śledztwa agencji Associated Press.

Wybudzenia podczas operacji, gdy lekarze spieszą się, by w grafiku upchnąć jak najwięcej dzieci. Przeterminowane leki, niewysterylizowane narzędzia i igły, brudne ręce i idąca za tym wysoka śmiertelność na oddziałach. Pomysłów na zwiększenie zysków było więcej – jak np. poddawanie umierających dzieci zabiegom zbędnym, ale za to dodanym do rachunku. To, według śledztwa agencji Associated Press, wieloletnie praktyki w szpitalu Bambino Gesù (Dzieciątka Jezus), słynnym ośrodku pediatrycznym prowadzonym przez Watykan. Rzecznik placówki zaprzecza doniesieniom i mówi: „Żaden szpital nie jest doskonały”.

Agencja powołuje się na dwa dotychczas utajnione raporty Watykanu, a także na dokumentację medyczną, orzeczenia sądowe, korespondencję między Watykanem a szpitalem oraz pięcioletnią historię skarg szpitalnych związków zawodowych. Wyniki śledztwa opublikowała na początku lipca. To wstrząsająca lektura.

Co działo się w szpitalu Dzieciątka Jezus

Założony w 1869 r. i przekazany Watykanowi w 1924 r. Bambino Gesù to pierwszy szpital pediatryczny we Włoszech, który dziś zajmuje się najbardziej wymagającymi przypadkami. Trafia tu co trzecie operowane we Włoszech dziecko. Szpital przoduje zwłaszcza w onkologii i transplantologii dziecięcej. Wysokoreferencyjny ośrodek należy do Watykanu i jest przezeń zarządzany – ale finansuje go włoski podatnik. Placówka nie upublicznia ani swoich danych finansowych, ani statystyk dotyczących śmiertelności czy zakażeń wewnątrzszpitalnych. Nie podlega też kontroli włoskiego resortu zdrowia.

W 2013 r. szpital odwiedziła amerykańska pielęgniarka zainteresowana opieką hospicyjną dla dzieci. Była zaszokowana warunkami i opowieściami personelu. Napisała bezpośrednio do papieża Franciszka, który zlecił wewnętrzne śledztwo. Prace trwały kilka miesięcy i w marcu 2014 r. powstał raport, który nie został opublikowany na zewnątrz. Watykański zespół śledczy stwierdził wielokrotne i systemowe naruszanie podstawowych zasad bezpieczeństwa i higieny. To nie tylko przepełnione sale i personel w zakrwawionej odzieży.

Opisywano także braki tzw. zgody poinformowanej przed operacjami, także tymi na otwartym sercu, i naruszenia godności pacjentów, takie jak np. wwożenie nagich dzieci na sale operacyjne. Raport mówił o przedwczesnych wybudzeniach w trakcie operacji i zabiegów, eksperymentalnych działaniach bez nadzoru, wielokrotnym używaniu jednorazowego sprzętu oraz przedmiotów i pomieszczeń niespełniających medycznych standardów. Jak mówi wewnętrzny watykański dokument, na który powołuje się AP, te nieprawidłowości były systemowe i dotyczyły wielu poziomów opieki w całym szpitalu: „Zachęcała do nich administracja, by zredukować wydatki i zwiększyć zyski”.

Lista zaniedbań, o których piszą dziennikarze AP, jest dłuższa. Złe warunki sanitarne i przepełnienie sal doprowadziły do wybuchu epidemii na oddziale onkologicznym. Nie udało jej się opanować przez blisko dwa lata. Zachorowało 27 zmagających się z rakiem dzieci. Ośmioro zmarło.

Od 2011 r. szefostwo szpitala było informowane, że nie przestrzega się procedur w związku ze sterylizowaniem igieł i innego sprzętu, „co prowadzi do ogromnego zagrożenia dla zdrowia naszych małych pacjentów”. W poszukiwaniu oszczędności zamówiono też tańsze igły, które łamały się przy próbach wkłucia, więc wkrótce z nich zrezygnowano.

Oszczędności szukano gdzie indziej. Pracownicy szpitalnej apteki alarmowali, że antybiotyki, które należało zużyć w ciągu kilku godzin, były podawane pacjentom nawet przez parę dni.

Pracownicy szpitala mówią, że przyspieszano wybudzanie dzieci z narkozy, by zabrać się za kolejne zabiegi i zwiększyć koszty dla włoskiego systemu służby zdrowia: „Między chirurgami a anestezjologami trwa wyścig, kto złamie więcej norm i procedur, byle tylko zadowolić szefostwo”. Przedwczesne wybudzenia czasem się zdarzają, ale w Bambino Gesù miały być wpisane w codzienną praktykę – pracownicy raportowali, że dzieci wybudzały się jeszcze podczas operacji, płakały albo ruszały kończynami jeszcze na stole.

W 2014 r. związek zawodowy alarmował, że oddział chirurgii noworodkowej słynie ze śmiertelności. Jak napisano, częściowo odpowiada za to szlak, jakim na oddział przechodzi personel: przez pełen odpadów medycznych brudownik, który nazwano wprost „otwartym ściekiem”.

Cytowany przez agencję emerytowany epidemiolog Bambino Gesù, Vincenzo Di Ciommo Laurora, przejrzał dokumentację zmarłych pacjentów i jak mówi, uderzyła go „drastyczna liczba medycznych interwencji”, jakim nadal poddawano dzieci w terminalnej fazie choroby nowotworowej. Zdaniem lekarza nie były one medycznie uzasadnione. Watykański szpital dodawał je jednak do rachunku, który wystawiał włoskiemu podatnikowi.

Drugi raport nie stwierdza uchybień

Wstrząsający raport watykańskiego zespołu spowodował, że przygotowano listę działań naprawczych. Do tego w 2015 r. ukazała się książka, w której oskarżono dyrektora Bambino Gesù o sprzeniewierzenie 200 tys. euro ze szpitalnej kasy na wyremontowanie apartamentu jednego z kardynałów. Profiti podał się do dymisji, a dziś szefuje prywatnej klinice. Doniesienia AP zbywa śmiechem.

Ale po sporządzeniu raportu i zarekomendowaniu zmian komisja zaprzestała prac i niewiele się zmieniło. Niektórzy jej zniecierpliwieni członkowie z pominięciem ścieżki procedur interweniowali wyżej. Watykan zgodził się na ponowną kontrolę szpitala, koordynował to kardynał George Pell. Ten sam, o którym czytaliśmy w ubiegłym tygodniu, że jest najwyższym dostojnikiem Kościoła oskarżonym o przestępstwa seksualne).

Kontrola, którą zlecił Pell, była pobieżna, bo ledwie trzydniowa. To niewiele jak na sprawdzenie całego szpitalnego kampusu. Szefową komisji została amerykańska zakonnica, Carol Keehan. Nikt z jej komisji nie mówił po włosku.

Komisja nie stwierdziła znaczących uchybień, poza nadmiernym obłożeniem szpitala. Alarmujący ton poprzednich ustaleń uznała za przesadzę. Jej raport mówi, że choć „możliwe były przeoczenia lub celowe wprowadzenie w błąd”, to główne zarzuty są nieuprawnione.

Siostra Keehan nie rozmawiała z 20 osobami formalnie zgłaszającymi nieprawidłowości – poza dwiema, którym zarzuciła stronniczość i osobistą zemstę (w czasie prac komisji nie byli już bowiem oni pracownikami szpitala).

Jak pisze AP, siostra Keehan nie sprawdzała dokumentacji medycznej, nie zapoznała się ze wieloletnimi skargami związków zawodowych ani wewnętrznymi raportami. Jak stwierdziła, nie uznała tego za konieczne, bo wystarczyło jej rozejrzeć się po szpitalu i poziom opieki, jaki zobaczyła, był wystarczający. O bakterii, która zabiła ośmioro dzieci na oddziale onkologicznym, siostra Keehan nie słyszała. Sprawa wydawała się zamknięta.

Ale podczas ostatniej bożonarodzeniowej audiencji papież Franciszek powiedział, że Bambino Gesù ma historię, która „nie zawsze była chlubna”. Przestrzegł przed sytuacją, w której lekarze i pielęgniarki zmieniają się w biznesmenów. Personel szpitala nie pozwalał mu mówić, wielokrotnie przerywając jego wystąpienie oklaskami.

To jest szpital, a ludzie są chorzy

Należący do Watykanu Bambino Gesù jest renomowanym szpitalem, któremu życie i zdrowie zawdzięczają tysiące włoskich i europejskich dzieci. Agencja AP podaje, że Stolica Apostolska nigdy nie podzieliła się wstrząsającymi wynikami swego śledztwa z włoskim resortem zdrowia.

Watykan po cichu zadbał o wymianę kierownictwa szpitala, które miało uratować jego reputację. Nowo mianowana Mariella Enoc zapowiedziała nową erę w opiece nad dziećmi i odejście od pogoni za zyskiem. Z czasem personel odnotowywał zmiany i mniejszą presję na wyniki. Ale jednocześnie wewnętrzne biuletyny informowały: „Mamy coraz nowocześniejszy sprzęt i leki, ale nie zmienia się poziom opieki”.

Wysokoreferencyjny szpital przyciąga sławy chirurgii, a także prominentów i celebrytów, którzy chętnie się tu fotografują. Ale śledztwo Associated Press pokazuje, że szpital odszedł od swej misji i skupił się na pomnażaniu zysków. „Jeśli to prawda, to upadł mit” – mówi były rzecznik włoskiego ministerstwa zdrowia, Fabio Mazzeo.

Jak podaje katolicka agencja informacyjna CNA, Watykan potwierdza, że szpital miał kłopoty, ale pracuje nad poprawą sytuacji. W odpowiedzi pochwalił się też nowymi, ubiegłorocznymi statystykami. Dziś, w świetle rewelacji Associated Press, szpital przyznaje, że w przeszłości dochodziło do pewnych nieprawidłowości, ale odrzuca oskarżenia agencji. „Zarazki są częścią szpitalnego życia, bo ludzie są chorzy” – mówi rzecznik placówki Alessandro Iapino. Uważa, że ustalenia AP oparte są na plotkach i nie wyklucza wystąpienia na drogę sądową. Stawką jest reputacja szpitala.

Kilka dni temu papież zaproponował, że watykański szpital przyjmie cierpiącego na postępującą chorobę genetyczną chłopca, Charliego Garda. Rodzice dziecka walczyli w Londynie i Strasbourgu o niezaprzestawanie terapii chłopca. Ale na przeniesienie Charliego do szpitala Bambino Gesù brytyjski sąd nie wyraził zgody.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Groźny spam z Afryki Zachodniej

Uwaga, powracają internetowi oszuści z Afryki Zachodniej. Próbują starych szwindli w nowej technologicznej odsłonie.

Jędrzej Winiecki
14.05.2019
Reklama