Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Tym razem nie wyszło. Nieudany zamach w londyńskim metrze

Nie było eksplozji, był pożar w wagonie londyńskiego metra. Nie było eksplozji, był pożar w wagonie londyńskiego metra. Hannah McKay / Forum
Cokolwiek ustalą policja i służby, dwie rzeczy warto podkreślić już teraz.

Nie było eksplozji, był pożar w wagonie londyńskiego metra. Nie wyszło, bo jeśli potwierdzi się wstępna opinia policji, że incydent należy traktować jako próbę zamachu terrorystycznego, który miał zabić wielu ludzi, tymczasem zranił i poparzył kilkanaście osób. To też dramat i zbrodnia, jednak nie masakra taka jak zamach w londyńskim metrze w lipcu 2007 r.

Zamach, choć nieudany, osiągnął swój cel

Cokolwiek ustalą policja i służby, dwie rzeczy warto podkreślić już teraz. Że prawdopodobnie chodzi o terrorystę amatora, a nie jakąś siatkę, tak jak było w zamachu sprzed dziesięciu lat. To żadne pocieszenie dla poparzonych w metrze na stacji Parsons Green i ich rodzin, jednak jeśli hipoteza o pojedynczym chałupniku się potwierdzi, byłby to znak, że zorganizowany terroryzm na razie nie jest w stanie uderzyć, a może w ogóle słabnie na Wyspach.

Po drugie, to, że nie było masakry, nie znaczy, że generalnie zamach celu jednak nie osiągnął. Gdy uciekający ludzie tratują się w przerażeniu, a (prawdopodobnie) nieujęty jeszcze sprawca pożaru może gdzieś w pubie nad szklanką piwa ogląda swoje dzieło w telewizji, strach przezeń posiany zbiera psychologiczne żniwo. W ciągu pół roku już drugi raz esemesowałem w piątek do członków własnej rodziny, czy wszystko z nimi w porządku. W porządku.

3 tys. osób na celowniku brytyjskich służb

Ale warto też pamiętać, że londyńczycy są do takiej atmosfery zagrożenia terrorystycznego jakoś przyzwyczajeni co najmniej od czasu zamachów bombowych IRA. To na wielki plus. Natomiast na wielki minus wypada ocenić fakt, że wielka torba mogła zostać wniesiona w godzinach porannego szczytu do metra, a jej właściciel mógł wyjść bezpiecznie z wagonu i ze stacji. Gdzie były służby ochrony i personel?

Brytyjskie służby specjalne mają dziś na celowniku ok. 3 tys. osób mogących sięgnąć po jakąś formę terroryzmu. Zdecydowana większość nic złego nie robi, ale niektórzy być może coś szykują bardziej „profesjonalnie” niż producent ładunku z metra. Policja i służby wtedy mogą zrobić niewiele. Dużo więcej informacji mogą uzyskać sąsiedzi, znajomi, bliscy, rodzina. Bez współpracy z nimi policja i służby nie uchronią ludzi w Londynie i na Wyspach tak skutecznie, jakby mogły we współpracy z obywatelami. Brytyjczycy nie uważają współpracy z policją i służbami w takich sprawach jak terroryzm za coś złego.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną