Bliskie spotkania prezydenta. Jak Duda wypadł w ONZ?
Prezydent w swoim przemówieniu przed Zgromadzeniem nie wymienił Trumpa ani razu. I dobrze, bo gdyby to uczynił, wyszedłby na politycznego lizusa.
Prezydent Andrzej Duda w ONZ
Jakub Szymczuk/KPRP/Flickr CC by 2.0

Prezydent Andrzej Duda w ONZ

Aż cztery razy wymienił Polskę w swym wystąpieniu przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ prezydent Donald Trump – cieszył się prezydent Andrzej Duda i jego sympatycy w Polsce. Niestety, uwagę mediów światowych i amerykańskich relacjonujących 73. sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ dziennikarzy w gmachu ONZ w Nowym Jorku przykuło spotkanie z Trumpem, a nie z prezydentem Polski. A w mediach polskich udział Dudy w Radzie Bezpieczeństwa i jego przemówienie przed Zgromadzeniem Ogólnym przyćmiła nieformalna pogawędka prezydenta z Donaldem Tuskiem. Specjalistów od czytania z warg pytano, o czym mogli rozmawiać. Nie wystawia to dobrego świadectwa ani mediom, ani panu Dudzie, którego wystąpienie od strony merytorycznej zasługiwało na większą uwagę.

Czytaj też: Fortu Trump nie będzie

O czym mówił prezydent Duda w ONZ

W przemówieniu wygłaszanym na fotogenicznym tle zielonego marmuru prezydent Andrzej Duda zbudował opozycję między „pozytywnym” a „negatywnym” multilateralizmem. Niech się rozwikływaniem praktycznego sensu tej koncepcji zajmują politolodzy, bo chyba wyszła ona spod pióra ministra Krzysztofa Szczerskiego, kiedyś obiecującego krakowskiego akademika, obecnie dygnitarza państwowego, którego w światku dziennikarskim nazywa się czasem „wiceprezydentem”, bo widać, że ma wielkie ambicje polityczne.

Najogólniej chodzi zapewne o wyrównywanie praw państw słabszych i potężniejszych w walce z tendencjami do monopolizacji polityki międzynarodowej przez nienazwany z imienia „koncert mocarstw”. Z treści przemówienia wynika, że pan Duda mógł mieć na myśli obecną putinowską Rosję i jej rolę w wojnie domowej w Ukrainie.

Tak się złożyło, że prezydent Duda siedział na posiedzeniu obok ministra Siergieja Ławrowa reprezentującego Rosję. Gdy Duda podkreślał, że niedopuszczalny jest każdy przypadek użycia broni chemicznej, dyplomata rosyjski na moment odwrócił głowę do siedzącego za nim asystenta, jakby chciał zapytać: czy Duda pije do sprawy Skripala?

Prezydent w swoim przemówieniu nie wymienił Trumpa ani razu. I dobrze, bo gdyby to uczynił, wyszedłby na politycznego lizusa. Trump dał w ONZ popis wyższościowego izolacjonizmu, Duda zaznaczył gotowość Polski do współdziałania w misjach pokojowych ONZ, w Radzie Praw Człowieka i w szczycie klimatycznym zapowiadanym na grudzień w Katowicach. A także do „reformy” Rady Bezpieczeństwa i Unii Europejskiej. Tu drogi Trumpa i Dudy się rozchodzą, bo Trump traktuje politykę jako sferę dwustronnych dealów, a Duda nie idzie aż tak daleko, przynajmniej w retoryce. I dobrze.

Obowiązki europejskie, nie tylko transatlantyckie

Również jego spotkania nieformalne w Nowym Jorku pokazują różnicę dyplomatyczną. Prezydent Duda rozmawiał z premierem Netanjahu, ale też z szefem Autonomii Palestyńskiej Abbasem, którego Biały Dom obecnie ignoruje. Spotkał się też, niejako tradycyjnie, z prezydentem Ukrainy Poroszenką, którego z kolei ignoruje dziś Kreml. Polski polityk ma obowiązki polskie, a ponieważ jego kraj należy ciągle do Unii Europejskiej, ma też obowiązki europejskie, a nie wyłącznie transatlantyckie.

Tym razem prezydent Duda sprawiał wrażenie, jakby to rozumiał. Gdyby jeszcze potrafił swoją obronę prawa międzynarodowego jako podstawy ładu i współpracy w świecie odnieść do sytuacji we własnej ojczyźnie...

Czytaj też: Czego chcemy od Ameryki

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną