Świat

Trump na ścieżce konfrontacji z Iranem

Kobieta ze zdjęciem przedstawiającym ajatollaha Ala Chameneiego, Najwyższego Przywódcy Iranu, w czasie wystąpienia lidera Hezbollahu Sajeda Nasrallaha Kobieta ze zdjęciem przedstawiającym ajatollaha Ala Chameneiego, Najwyższego Przywódcy Iranu, w czasie wystąpienia lidera Hezbollahu Sajeda Nasrallaha Hassan Abdallah/Reuters / Forum
W ekipie Donalda Trumpa umacnia się przekonanie, że jedyną nadzieją na zmianę polityki Iranu jest zmiana reżimu. Tylko jak?

Niesłychanie twarda retoryka wiceprezydenta Mike′a Pence′a i sekretarza stanu Mike′a Pompeo na temat Iranu podczas warszawskiej konferencji bliskowschodniej każe się zastanowić, czego właściwie można się spodziewać w najbliższych latach po administracji Donalda Trumpa, jeśli chodzi o Republikę Islamską.

Czytaj także: Czy w Warszawie powstała koalicja przeciwko Iranowi?

Ameryka obali ajatollahów?

Czy Ameryka szykuje się do krucjaty z nowym „imperium zła”? Wycofanie się USA z układu nuklearnego z Iranem (JCPOA) i przywrócenie sankcji prezydent uzasadniał najpierw potrzebą zastąpienia porozumienia „złego”, bo ograniczającego się do kwestii zbrojeń atomowych, które układ mógł tylko opóźnić, dealem lepszym, bo uwzględniającym pozostałe przewiny Teheranu, jak sponsorowanie terroryzmu, proliferacja broni i wspieranie szyickich ugrupowań atakujących Izrael i destabilizujących sunnicko-arabskie kraje Bliskiego Wschodu. Kiedy pozostali sygnatariusze układu z 2015 r. odmówili jego zerwania, Waszyngton wymusił wznowienie sankcji na krajach europejskich i zaczął montować antyirańską koalicję państw arabskich.

Czyżby Waszyngton wierzył, że zmusi w ten sposób Teheran do ustępstw w postaci zmiany awanturniczej polityki w regionie albo zawarcia jakiegoś nowego porozumienia, wychodzącego naprzeciw amerykańskim życzeniom? W administracji Trumpa nie ma podobno jednomyślności – jej część wciąż liczy, że uda się zmienić zachowanie irańskiego reżimu, ale większość nie żywi takich złudzeń. W Teheranie do władzy dochodzi obecnie pokolenie 50–60-latków, dzieci obchodzonej ostatnio 40-lecie rewolucji, które są tak samo lub nawet bardziej radykalne niż starsza generacja ajatollahów. A reżim czuje się teraz pewniej niż w okresie porozumienia JCPOA, kiedy w sanitarnym kordonie wokół Iranu uczestniczyły także Rosja i Chiny. Dlatego w ekipie Trumpa umacnia się przekonanie, że jedyną nadzieją na zmianę polityki Iranu jest zmiana reżimu. Tylko jak?

Czytaj także: Czy nacjonalizm pogrzebie Iran

Jak USA chcą pokonać Iran?

Rząd amerykański straszy co jakiś czas, że „każda” opcja jest możliwa, z inwazją włącznie. Wiadomo jednak, co oznaczałaby wojna z Iranem, krajem kilka razy większym od Iraku, gdzie wojska USA utknęły na lata i poniosły ogromne ofiary, nie wspominając już o katastrofalnych skutkach politycznych. Po tamtym doświadczeniu – i koszmarze Afganistanu – Ameryka nie ma ochoty na kolejną, i to nawet większą wojnę. Teheran o tym wie i nie da się nabrać na blefy Trumpa.

Pozostaje jeszcze oczywiście wojna hybrydowa – USA dobierają się już do systemów komputerowych Iranu, aby w zarodku sparaliżować realizację jego programu nuklearnego. Wciąż także rozważa się pomysł „chirurgicznego” bombardowania instalacji atomowych przy współpracy Izraela. Ale Iran zdolny jest do dotkliwego odwetu w postaci np. ataków rakietowych na Izrael w wykonaniu swoich agentów z Hezbollah albo zamachów terrorystycznych na cele amerykańskie w regionie. A kraje arabskie, zachęcane do koalicji antyirańskiej, też nie kwapią się do wojny.

Czytaj także: Iran a europejska zależność od USA

Trump w ślepej uliczce w sytuacji z Iranem

Z tych powodów trumpiści zdają się pokładać największe nadzieje w „zduszeniu” Iranu sankcjami, tak aby ograniczając jego dochody z ropy, doprowadzić gospodarkę do ruiny i wywołać społeczną eksplozję. Rewolucję wewnątrz miałyby wesprzeć z zewnątrz oddziały MEK, Mojahedin-e Khalq, czyli działającej na emigracji opozycji z Ludowych Mudżahedinów Iranu. Większość ekspertów nie przewiduje optymistycznego zakończenia takiego scenariusza. Niezadowolenie z reżimu w Iranie rzeczywiście narasta, bo nagromadziły się takie problemy jak spadek realnych zarobków, bezrobocie (30 proc. wśród mężczyzn), rosnące nierówności, brak wydajności zetatyzowanej gospodarki czy korupcja.

Ale te negatywne trendy rozpoczęły się na dobre dopiero od 2011 r., tj. od wprowadzenia pierwszych sankcji przez administrację Obamy, poprzednie kilkanaście lat było okresem wzrostu dochodów na głowę. I reżim wciąż cieszy się poparciem znacznej części społeczeństwa – wiejskiej, bardziej konserwatywnej, której rewolucja islamska przyniosła awans społeczny i kulturalny. Z tego względu rząd ajatollahów nadal jest w stanie mobilizować, oprócz siły, polityczne poparcie dla swej władzy, zwłaszcza gdy zewnętrzne zagrożenie ze strony „Wielkiego Szatana” (i małego – Izraela) ułatwia podsycanie nacjonalistycznej dumy.

Gdyby zaś mechanizm ten słabł w wyniku dalszej degradacji gospodarki pod naciskiem sankcji, reżim mułłów może zawsze uciec się do metody radzenia sobie z rewolucyjną sytuacją sprawdzonej przez wszystkie reżimy dyktatorskie – sprowokowania lokalnej wojny. Sytuacja w rejonie Zatoki Perskiej, także wskutek awanturniczej polityki Arabii Saudyjskiej, jest zapalna, więc można sobie wyobrazić konflikty zbrojne angażujące kilka krajów Bliskiego Wschodu. Ciekawe, co wtedy zrobią Stany Zjednoczone.

Wszystko to pokazuje, w jak ślepą uliczkę zapędził się Trump, zrywając układ nuklearny z Iranem. I skłania do refleksji, w jaką kabałę może się wpędzić Polska, jeśli zacznie sekundować dalszej polityce konfrontacji w regionie. Na konferencji warszawskiej rząd nasz starał się, słusznie, od niej dystansować, przypominając, że jako członek UE nadal uznajemy układ z 2015 r. za ważny. Ale powinien pójść dalej w kierunku wyznaczenia sobie roli mediatora. Jeszcze nie jest na to za późno.

Czytaj także: Co dziś napędza islamską rewolucję

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

UKRAINA: Wołodymyr i jego drużyna

Prezydent Wołodymyr Zełenski wystartował z najbardziej ambitnym programem reform w historii kraju. Krytycy twierdzą, że ta niecierpliwość zgubi albo jego, albo Ukrainę.

Oleksandra Iwaniuk
18.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną