Świat

Chilijski Kościół oczyścił się z pedofilów. Pora na Polskę

Afera pedofilska wśród chilijskich księży wywołała szok w całym społeczeństwie. Afera pedofilska wśród chilijskich księży wywołała szok w całym społeczeństwie. Mario Ruiz/EFE / Forum
Papież Franciszek wysyła do Warszawy maltańskiego abp. Charlesa Sciclunę, kościelnego śledczego tropiącego przypadki molestowania dzieci. Jego ubiegłoroczna misja w Chile zakończyła się wnioskiem o dymisję wszystkich tamtejszych biskupów.

Chile, podobnie jak wiele innych państw Ameryki Południowej, to kraj, w którym Kościół katolicki jest czymś znacznie większym niż wspólnotą religijną. To aktor życia społecznego i politycznego, aktywny uczestnik przemian i jeden z głównych podmiotów w oświacie i świecie akademickim. Choć sami Chilijczycy laicyzują się w ostatnich latach bardzo wyraźnie, a poprzednie rządy, zwłaszcza centrolewicowe gabinety Michelle Bachelet, wprowadziły kolejne ustawy liberalizujące zasady współżycia społecznego (legalizując rozwody, ograniczając monopole kościelne na edukowanie młodzieży, pozwalając już 14-latkom samym decydować o zmianie płci), wpływy Kościoła widać na każdym kroku.

Zaczynają się na najlepszym w kraju Pontyfikalnym Uniwersytecie Katolickim w Santiago, którego głową w praktyce jest sam Ojciec Święty, więc szkoła z łatwością omija niektóre aspekty prawa, zwłaszcza jeśli chodzi o wysokość czesnego i rekrutację studentów. Kończą się z kolei na własnych mediach, bliskich znajomościach z polityczną elitą, ale też na wspomnieniach demokratycznej opozycji, którą Kościół wspierał w walce z prawicową dyktaturą Augusto Pinocheta. W znanym na świecie stołecznym Muzeum Pamięci i Praw Człowieka katolickim hierarchom-opozycjonistom poświęcona jest cała sekcja wystawy stałej.

Czytaj także: Czy Sekielscy obalą PiS?

Rola Kościoła – podobna w Chile i w Polsce

Analogie z Polską nasuwają się od razu. Symbioza z władzą cywilną, majętność, bliskie kontakty z mediami, wpływy w Watykanie. Do tego status opozycyjnej legendy i miejsce w podręcznikach historii po tej właściwej stronie. Gdyby tylko papież Franciszek urodził się nie w argentyńskim Buenos Aires, ale jakieś 1500 km na wschód, Chile i Polska byłyby praktycznie bliźniakami, jeśli chodzi o rolę Kościoła katolickiego.

Do listy podobieństw trzeba też dopisać, niestety, to najbardziej obrzydliwe: systemowe tuszowanie przypadków molestowania dzieci przez księży. Pedofilia wśród chilijskich duchownych była nie tylko zjawiskiem długotrwałym, ale też oplatającym najwyższe szczeble hierarchii. Kiedy pierwsze ofiary zdecydowały się upublicznić jego skalę i mechanizm milczenia, jednym tchem wymienili praktycznie wszystkich liderów tamtejszego Kościoła. Znowu – zupełnie jak w Polsce. Tu jednak podobieństwa się kończą.

Afera pedofilska wśród chilijskich księży wywołała szok w całym społeczeństwie. Również dlatego, że przez ostatnie kilkadziesiąt lat Kościół zrobił tam naprawdę wiele dobrego. Zakładając w 1974 r. tzw. Wikariat Solidarności, zaledwie kilkanaście miesięcy po zamachu stanu dokonanym przez Pinocheta, umożliwił rodzinom młodych komunistów i socjalistów ich poszukiwania czy zdobycie zgody na wydanie ciał. Na prowincji, dużo biedniejszej od Santiago czy nadmorskiego Valparaiso, wciąż prowadzą często jedyne szkoły, jadłodajnie czy centra kultury. W 2018 r. okazało się jednak, że cała ta szlachetność nigdy nie stała w sprzeczności z molestowaniem dzieci i ukrywaniem pedofilów.

Jak chilijski Kościół tuszował przypadki pedofilii

Pierwsze oskarżenia pod adresem wpływowych osób Kościoła pojawiły się już w 2002 r. Wtedy trójka dorosłych mężczyzn, Juan Carlos Cruz, James Hamilton i Jose Andres Murillo, zdecydowała się publicznie opowiedzieć, jak w latach 80. i 90. molestował ich ojciec Fernando Karadima. Wtedy nikt im nie uwierzył, choć, jak później dowiedli śledczy z Watykanu, wzmianki o „złym prowadzeniu się Karadimy” w kościelnych dokumentach pojawiły się już w 1984 r. Karadima był jednak postacią nie do ruszenia. Miał kontakty po obu stronach politycznego sporu, a przede wszystkim był niezwykle szanowany w kręgach bliskich Pinochetowi i uchodził za jednego z najbardziej wpływowych ludzi w chilijskim Kościele. Spod jego mentorskich nauk wyszło kilkunastu późniejszych biskupów.

Znana jest też jego zażyłość z Angelo Sodano, watykańskim sekretarzem stanu w czasach pontyfikatu Jana Pawła II, a wcześniej nuncjuszem apostolskim w Santiago. Sodano żył w doskonałych stosunkach z reżimem Pinocheta, nierzadko korzystając z przepychu i arystokratycznej wręcz gościnności Karadimy i innych lokalnych hierarchów. Francuski reportażysta Frédéric Martel opisuje w wydanej niedawno w Polsce książce „Sodoma” kulisy relacji Sodano i całego ówczesnego watykańskiego establishmentu z chilijską dyktaturą. Dostępny dziś materiał pozwala sądzić, że już wtedy zajmował się tuszowaniem przypadków pedofilii.

Ofiary Karadimy walczyły o prawdę ponad dekadę. Ich przeciwnikiem była potężna organizacja z wpływami na wszystkich płaszczyznach życia publicznego. Francisco Javier Errázuriz, w 2003 r. pełniący funkcję arcybiskupa Santiago, a później jeden z bliższych doradców Franciszka, molestowanym przez Karadimę mężczyznom oferował co najwyżej modlitwę. Inny hierarcha i protegowany Karadimy, biskup Juan Barros, który zdaniem ofiar miał być nawet naocznym świadkiem molestowania, oskarżał mężczyzn o szykanowanie „jednej z najwybitniejszych postaci współczesnego Chile”. Barrosa z kolei cenić musiał sam Franciszek, bo w 2015 r. – przy ogromnej fali protestów – powierzył mu diecezję w Osorno na południu kraju.

Czytaj także: Episkopat do dymisji. Czy w Polsce to w ogóle możliwe?

Kara za pedofilię? Pokuta i modlitwa

Pierwszą bitwę ofiary pedofilii wygrały w 2011 r., kiedy ich zeznania doprowadziły do osądzenia Karadimy przez watykańską Kongregację Nauki Wiary. Duchowny został wtedy uznany winnym molestowania nieletnich, a jego sprawę opisano w przesłanym do Benedykta XVI liczącym ponad 700 stron raporcie. Jednak kara wymierzona legendzie chilijskiego Kościoła była dla molestowanych przez niego ludzi policzkiem w twarz. Karadimę skazano na... dożywotnią pokutę i modlitwę oraz skierowano do domu dla księży emerytów w Santiago. W dodatku rok wcześniej cywilna prokuratura w ogóle odmówiła otwarcia w ich sprawie postępowania.

Wydalony z kapłaństwa Karadima został dopiero w ubiegłym roku, kiedy szambo kościelnej pedofilii wybiło z całą mocą. Niechcący przyczynił się do tego sam Franciszek, który w czasie pielgrzymki do Chile w styczniu 2018 r. publicznie bronił biskupa Barrosa, oskarżenia pod jego adresem nazywając „bezpodstawnymi kalumniami”. Wezwał też ofiary do przedstawienia dowodów na udział duchownego w procederze molestowania i ukrywania prawdy.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Ofiar i świadków wystąpiło tyle, że Watykan musiał interweniować. Do Chile Franciszek wysłał dwóch kościelnych superśledczych: ojca Jordiego Bertomeu z Hiszpanii i abp. Charlesa Sciclunę z Malty. Znamienne w ich działaniu było to, że pierwsze kroki po przyjeździe skierowali do prokuratora generalnego.

Wszyscy biskupi do dymisji

Współpracując z wymiarem sprawiedliwości, zebrali imponujące żniwo. Udział w zinstytucjonalizowanym tuszowaniu pedofilii udowodniono dwóm kardynałom, sześciu biskupom i 220 innym duchownym katolickim. W śledztwie padały nazwiska powszechnie znane, miejscami nawet legendarne. Posadę przy Franciszku stracił Francisco Javier Errázuriz, a ze stanu duchownego wydalony został Cristián Precht Bañados, jeden z liderów Wikariatu Solidarności i opozycjonista z czasów Pinocheta. Przenosząc to na polski grunt: to tak jakby do odpowiedzialności pociągnąć kard. Dziwisza i ks. Popiełuszkę jednocześnie.

Wszystkie te informacje zawarte zostały w raporcie grubym na 2300 stron. Dla porównania: opublikowane niedawno przez Konferencję Episkopatu Polski „wyniki kwerendy” dotyczące pedofilii w polskim Kościele liczyły stron 17. Po wizycie Bertomeu i Scicluny na chilijskich biskupów padł blady strach. Do tego stopnia, że wszyscy oddali się do dyspozycji Franciszka. Papież przyjął dymisję siedmiu z 34 hierarchów i sam przepraszał za obronę Barrosa. Musiał to zrobić, bo biskup w aferze pedofilskiej zanurzony był tak głęboko, że watykańscy śledczy pojechali do Chile ponownie, żeby zanalizować tylko jego przypadek.

Teraz jeden z nich jest w drodze do Polski. Prokuratur Zbigniew Ziobro pewnie nie będzie tak chętny do współpracy jak Jorge Abbott w Santiago. Abp. Scicluny to jednak raczej nie powstrzyma.

Adam Szostkiewicz: Jak walczyć z pedofilią w Kościele, gdy rządzi PiS?

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Jak leśnicy sami sprywatyzowali Lasy Państwowe

Prywatyzacją lasów politycy straszą nas regularnie. Zawsze wtedy, gdy partykularne interesy leśnego lobby i jego politycznych protektorów wydają się zagrożone. Samym jednak lasom przekazanie w prywatne ręce nigdy nie groziło. PiS wykreowało wroga, żeby nas przed nim bronić.

Joanna Solska
01.09.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną