Świat

Władimir Putin, nowy-stary przyjaciel Włoch

Spotkanie Władimira Putina z premierem Włoch Giuseppe Conte Spotkanie Władimira Putina z premierem Włoch Giuseppe Conte Kremlin.ru / mat. pr.
Inicjatywa w dialogu o sankcjach musi wyjść od Brukseli, zarzuty o rosyjską interwencję w amerykańskie wybory są absurdalne, a Trump i Salvini to wielcy przywódcy i bliscy przyjaciele Kremla – tak streścić można geopolityczny wykład, w który zamieniła się czwartkowa wizyta rosyjskiego prezydenta we Włoszech.

Władimir Putin na Półwysep Apeniński wrócił po czterech latach przerwy. Poprzednio odwiedził Rzym w 2015 r. Wtedy jednak rzeczywistość międzynarodowa była zupełnie inna. Donald Trump był jeszcze przede wszystkim postacią telewizyjną, karykaturą polityka niebędącą w stanie zagrozić Hillary Clinton. W brexit nikt nie wierzył, wojna informacyjna była tematem co najwyżej dla wąskiej grupy ekspertów, a Unia Europejska dopiero zaczynała konfrontować się z problemem masowych migracji.

We Włoszech z kolei rządził jeszcze centro-lewicowy premier Matteo Renzi, który właśnie zapowiedział ambitne reformy ustrojowe i zmianę konstytucji. Kraj miał wprawdzie ogromne problemy finansowe, ale Renziemu musiało się udać, zwłaszcza w oczach Zachodu. Tygodnik „The Economist” stwierdził nawet rok wcześniej, że premier Renzi, wraz z reżyserem filmowym Paolo Sorrentino i piłkarzem Marco Verrattim, będzie twarzą włoskiego sukcesu w drugiej dekadzie XXI w.

Władimir Putin u papieża

W ciągu ostatniego czterolecia praktycznie wszystkie te założenia legły w gruzach. Donald Trump nie tylko wygrał wybory, ale i wycofał Stany Zjednoczone ze sceny międzynarodowej. Brexit wciąż się nie wydarzył, ale referendalne zwycięstwo eurosceptyków napędza dziś populistów w całej Europie. Renziego zastąpił koalicyjny rząd skrajnie prawicowej Ligi i populistycznego Ruchu 5 Gwiazd, kierowany tak naprawdę przez wicepremierów: Salviniego i Di Maio. Tylko Putin wciąż trwa.

Prezydent Rosji wizytę zaczął od Watykanu, gdzie spotkał się podczas osobistej audiencji z papieżem Franciszkiem. Z głową Kościoła spędził prawie godzinę, choć według pierwszych relacji prasowych spotkanie miało charakter mocno powierzchowny. Franciszek miał przywitać rosyjskiego prezydenta ciepłym uściskiem, po czym nastąpiła tradycyjna wymiana prezentów.

Z Watykanu Putin udał się na spotkanie z prezydentem Sergio Matarellą, następnie rozpoczął roboczą sesję z premierem Conte oraz jego zastępcami Matteo Salvinim i Luigim Di Maio. Wieczorem uczestniczył w forum dialogu włosko-rosyjskiego, do którego zaproszona została bardzo szeroka lista włoskich organizacji pozarządowych i aktywistów społeczeństwa obywatelskiego.

W harmonogramie wizyty zarezerwowano też czas na prywatne spotkanie Władimira Putina ze swoim wieloletnim przyjacielem i dawnym politycznym sojusznikiem, ekspremierem Silvio Berlusconim. Putin pogratulował mu niedawnego wyboru do Parlamentu Europejskiego, obaj politycy mieli też rozmawiać o przyszłości Unii Europejskiej i relacji Bruksela–Moskwa.

Salvini i jego partia w orbicie Kremla

Najważniejsze słowa w czasie wizyty rosyjskiego prezydenta zostały jednak wypowiedziane przed południem. W dzisiejszym wydaniu dziennika „La Stampa” ukazał się napisany przez samego Putina esej, a przekrojowy wywiad z nim znalazł się w „Corriere della Sera”. W swoim artykule rosyjski przywódca bardzo dużo miejsca poświęcił osobie Matteo Salviniego, od dawna uznawanego za najbardziej prorosyjskiego z europejskich liderów.

Ton wypowiedzi Putina był jednak raczej ostrożny niż pochwalny. Prezydent napisał do Salviniego, by „ten pamiętał o łączącej nas przyjaźni”, co między wierszami może oznaczać przestrzeganie przed próbą wyrwania się z orbity wpływów Kremla. Włoski wicepremier, którego partia, Liga, od dawna współpracuje z putinowską Jedną Rosją, przez Moskwę traktowany jest jako kotwica interesów Rosji wewnątrz Unii Europejskiej. Co najmniej od początku tego roku we włoskiej prasie pojawiają się spekulacje, że Liga finansowała swoją kampanię wyborczą w 2018 r. z pieniędzy związanych z Kremlem banków inwestycyjnych.

Czytaj także: Po co Kaczyński spotykał się z Salvinim

Salvini jak Trump

Co więcej, Włochy są zdecydowanie najbardziej ze wszystkich krajów członkowskich przeciwne unijnym sankcjom wobec Rosji. Putin pielęgnuje zatem znajomość z Salvinim, bo liczy, że jego bezpośredniość i walka z brukselskim establishmentem może przynieść zniesienie sankcji. Pytany zresztą o tę kwestię przez dziennikarzy „Corriere della Sera”, powiedział, że skoro to Unia je nałożyła, to i Unia musi wykonać pierwszy krok w celu ewentualnej zmiany tej sytuacji. Nie należy się spodziewać jakichkolwiek ustępstw ze strony Rosji, zwłaszcza w kwestiach najbardziej drażliwych, jak aneksja Krymu, łamanie praw człowieka czy wolność prasy.

Putin ceni też Salviniego, bo włoski wicepremier łudząco przypomina Donalda Trumpa. Podobnie jak prezydent USA jest w ciągłym trybie kampanijnym, politykę uprawia głównie na Twitterze, jest bardzo podatny na sugestie z zewnątrz i ma wręcz genetyczną niechęć do jakichkolwiek ekspertów i merytorycznych debat. Władza to dla niego teatr, a tacy politycy są zawsze dla Putina najciekawsi, bowiem łatwo na nich wpływać.

Na pytania o rosyjskie wątki w amerykańskiej kampanii prezydenckiej z 2016 r. Putin odpowiedział włoskim dziennikarzom, że spekulacje te są „absurdalne”. Trumpa nazwał wielkim przywódcą, który realizuje własną strategię polityczną. Pochwalił go za „refleksje nad stanem relacji bilateralnych obu krajów” i podjęcie działań mających prowadzić do dyplomatycznego zbliżenia. Podkreślił też, że Rosja zawsze była i będzie do takiego zbliżenia gotowa, jednak sygnał ku temu musi wyjść z Waszyngtonu.

Unijne sankcje wobec Rosji

Władimir Putin już zainwestował wiele w stosunki na linii Moskwa–Rzym. Matteo Salviniego od jakiegoś czasu pielęgnuje jako swojego największego sojusznika w Europie, licząc, że wymusi, choćby szantażem, na Brukseli zniesienie sankcji wobec Rosji. Dalej szukać nie zamierza. Włoskim dziennikarzom stanowczo powiedział, że „Zachód znajduje się w stanie głębokiej niemocy”. Był też bardzo pewny siebie – stwierdził bowiem, że unijne sankcje wynikają z militarnej indolencji państw członkowskich. „Te państwa przegrały wyścig zbrojeń, więc zamiast tego rozpoczynają wojny ekonomiczne” – mówił, nawiązując do sporej fali inwestycji w rosyjską armię w ostatnich latach.

W typowym dla siebie tonie podsumował wywiad, przypominając, że Rosja ma swój własny system wartości i nie będzie wpasowywać się na siłę w ciasne ramy europejskie, bo wartości Unii nie są jedynymi wartościami na świecie, które godne są pielęgnowania. Jego polityka na Półwyspie Apenińskim przynosi już zresztą efekty. Chwilę po wspólnym spotkaniu, pytany o sankcje wobec Rosji, Matteo Salvini jasno powiedział, że „tę kwestię widzi inaczej niż Amerykanie czy Bruksela”.

W czasie krótkiej, trwającej niecałe 24 godziny, wizyty Władimir Putin dał zatem całemu Zachodowi do zrozumienia, że nie tylko nie zamierza się reformować, ale chce też dialogu na własnych zasadach. W dodatku nie zamierza robić pierwszego kroku. Głównie dlatego, że nie musi – zrobi go za niego Matteo Salvini.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Historia słynnego agenta 007

23 filmy, sześciu aktorów użyczających twarzy głównemu bohaterowi, mnóstwo wypitych Martini, rozbitych aut i uwiedzionych kobiet. Filmowy James Bond, od pięciu dekad obecny na ekranach, pobił rekord, do którego nie zbliżyła się żadna inna filmowa seria.

Katarzyna Czajka
02.10.2012
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną