Świat

Kolejna faza kryzysu w stosunkach Wielkiej Brytanii i USA

Kolejna faza kryzysu w stosunkach Wielkiej Brytanii i USA

Donald Trump Donald Trump Forum
Ambasador Wielkiej Brytanii w Stanach Kim Darroch, który naraził się Trumpowi, podał się do dymisji. Transatlantyckie krótkie spięcie w związku z niefortunnym potknięciem Darrocha komentuje się jako kolejną fazę kryzysu w stosunkach Wielkiej Brytanii z USA za sprawą prezydenta USA.
Boris Johnson i Kim Darroch (na zdjęciu z prawej)Alex Edelman / CNP/Forum Boris Johnson i Kim Darroch (na zdjęciu z prawej)

Jak było do przewidzenia, ambasador Wielkiej Brytanii w USA Kim Darroch, który naraził się Donaldowi Trumpowi, podał się do dymisji. Rząd brytyjski ociągał się z jego zwolnieniem, ale w końcu się zdecydował, co pokazuje przede wszystkim, jak bardzo Londynowi zależy na ocaleniu „specjalnych stosunków” z Waszyngtonem, nadwerężonych wskutek polityki amerykańskiego prezydenta. Które wiszą już na włosku.

Czym ambasador naraził się Trumpowi

Wszystko zaczęło się od publikacji w londyńskim tabloidzie „Daily Mail” cytującym fragmenty poufnych notatek ambasadora do centrali, w których administrację Trumpa nazwał „nieudolną, niezręczną i dysfunkcjonalną”, a samego prezydenta opisał jako osobę „niepewną siebie”. Gafa Darrocha polegała na tym, że pozwolił na publiczne ujawnienie prawdy – dopuszczając do przecieku – jako że powyższa charakterystyka, powtarzana od trzech lat przez dziesiątki obserwatorów Białego Domu, stała się już truizmem.

Każdy inny prezydent dyplomatycznie przemilczałby afront, ale Trump, łamiący wszelkie konwencje, nie mógł ambasadorowi darować. Może poczuł się osobiście urażony, że w jego notatkach wyszedł – on, samiec alfa – na zakompleksionego mięczaka? Zareagował więc w swoim stylu, nazywając Darrocha w tweetach „bardzo głupim facetem” i „pompatycznym bęcwałem”. Po czym oświadczył, że nie chce mieć z nim do czynienia.

Czytaj także: Trump ogłasza start w kampanii 2020. Pierwsze sondaże nie są dla niego łaskawe

Kto stał za przeciekiem?

Londyn bronił swego przedstawiciela, który w stolicy USA miał reputację doskonałego dyplomaty, a aspirujący do premierostwa Jeremy Hunt powiedział nawet, że jeśli stanie na czele rządu, zatrzyma go na stanowisku. W środę jednak Foreign Office ogłosił, że Darroch zostanie odwołany, co nie powinno nikogo zaskoczyć. Pozostaje pytanie, jak doszło do fatalnego przecieku. Jak zwykle, na zasadzie cui bono, podejrzenie padło na Rosję. Ale tropy prowadzą także w sfery wewnętrznej polityki brytyjskiej, a ściślej: domowej wojny o brexit.

Darroch, wysłany do USA jeszcze w 2016 r., był podobno zwolennikiem pozostania Zjednoczonego Królestwa w Unii Europejskiej i brexitowcom zależało na jak najszybszym odwołaniu go do kraju, choć i tak jego zwyczajowa kadencja kończyła się za rok. Za jego dymisją stoi jakoby Nigel Farage, prawdopodobny przyszły ambasador w USA w rządzie Borisa Johnsona. Ten ostatni, niemal pewny kandydat na premiera, zapytany o kontrowersję z Darrochem w odróżnieniu od Hunta udzielił odpowiedzi wymijającej. Stosunkowo szybką dymisję ambasadora można więc uznać także za potwierdzenie silnej pozycji Johnsona.

Czytaj też: Za zamkniętymi drzwiami brexitu

Trump obraża May

Transatlantyckie krótkie spięcie w związku z niefortunnym potknięciem Darrocha komentuje się jako kolejną fazę kryzysu w stosunkach Wielkiej Brytanii z USA za sprawą Trumpa. W serii tweetów po gafie ambasadora amerykański prezydent nie omieszkał też obrazić odchodzącej wkrótce premier Theresy May, mówiąc, że „głupio” załatwiała sprawę brexitu. Mimo wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii konserwatywny rząd brytyjski nigdy nie zgadzał się z Trumpem w sprawie jego polityki imigracyjnej, wycofania się USA z porozumienia paryskiego ani zerwania przez niego układu nuklearnego z Iranem. Dopiero niedawno mogło dojść do wizyty prezydenta w Londynie – po odwołaniu poprzedniej podróży z powodu zapowiedzi wielotysięcznych demonstracji.

Ewoluujący w kierunku trumpizmu brytyjscy konserwatyści mają nadzieję na utrzymanie „specjalnych stosunków” między obu krajami na nowych zasadach. Ma to zapewnić Boris Johnson, „brytyjski Trump”, podobnie jak jego amerykański odpowiednik skłonny do populistycznej demagogii i zmierzający do władzy pod sztandarami natywizmu i nacjonalizmu. Torysi liczą, że Trump pomoże im w rozgrywce z UE, obiecując korzystny bilateralny układ handlowy, który zrekompensuje straty po brexicie. Prezydent USA jak dotąd wypowiada się o Johnsonie z sympatią i szacunkiem. Ale torysi mogą się przeliczyć.

Czytaj także: USA ograniczają swoją globalną rolę

Trump szanuje tylko silnych

„Specjalne stosunki” USA z UK opierają się na pokrewieństwie historyczno-kulturowym, nostalgii za przeszłością – kiedy Wielka Brytania była jeszcze globalnym mocarstwem i razem z Ameryką pokonała Trzecią Rzeszę – oraz wzajemnym respekcie. Relacje ekonomiczne nie mają dziś tak dużego znaczenia jak kiedyś. Trump ma w nosie historię i kulturę, a szanuje tylko silnych. A Wielka Brytania słabnie. Od referendum na temat brexitu trzy lata temu funt szterling stracił 20 proc. swej wartości wobec dolara, a armia brytyjska, która kiedyś panowała nad światem, liczy dziś 150 tys. żołnierzy – mniej niż amerykańska piechota morska. A co jeszcze ciekawsze, angielska demokracja, wzór dla wszystkich, od trzech lat nie może sobie poradzić z decyzją, jak opuścić UE.

Trump nie ma respektu dla słabych i kiedy Johnson mu się narazi, będzie i na nim pastwił się bez skrupułów. Londyn szybko odwołał Darrocha, żeby ratować „specjalne stosunki”, ale Trump zgodzi się na ich utrzymanie, czyli specjalny status Wielkiej Brytanii na swojej geopolitycznej mapie, jeżeli ta zgodzi się na korzystne dla Ameryki układy handlowe. Ciekawe, jak wiele upokorzeń dumny Albion jeszcze zniesie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Wojna wódki z piwem

Wódka z piwem toczą wojnę. Obie strony uzbrojone w opinie, ekspertyzy i badania starają się skłonić państwo, żeby wreszcie zrobiło z konkurentem porządek. Od czasów wojny masła z margaryną takiego konfliktu na polskim rynku nie było.

Adam Grzeszak
16.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną