Świat

Poparcie dla Putina spada jak nigdy, na ulicach tłumy. Dokąd zmierza Rosja?

Rosjanie coraz mniej kochają Putina? Na zdjęciu: prezydent Rosji w Sewastopolu Rosjanie coraz mniej kochają Putina? Na zdjęciu: prezydent Rosji w Sewastopolu Alexei Druzhinin/Russian Presidential Press and Information Office/TASS / Forum
Poparcie dla Władimira Putina osiągnęło historyczne minimum, a powodów do niezadowolenia społeczeństwa z dnia na dzień tylko przybywa. Rośnie też w siłę młode pokolenie.

Rekordowy spadek popularności Władimira Putina jest faktem niepodważalnym. Już nawet prokremlowski ośrodek badawczy WCIOM, regularnie przeprowadzający sondaże na temat stosunku do polityków, nie może udawać, że Rosjanie kochają swojego przywódcę. Nie pomogła też zmiana formuły badania, którą WCIOM wprowadził w maju, zresztą na wyraźne polecenie rzecznika prasowego prezydenta Dmitrija Pieskowa.

To wtedy WCIOM opublikował rekordowo niskie wyniki poparcia dla Putina – pozytywnie oceniło go zaledwie 30 proc. obywateli. Wezwanie na dywanik dyrektora pracowni Walerego Fiodorowa poskutkowało zmianą formy ankiet i położeniem nacisku na pytania zamknięte. Mało kto miał odwagę zakreślić „nie” przy zdaniu: „Czy popierasz Władimira Putina?”. Wyniki znów więc okazały się dla Kremla „optymalne”.

Putin dawno nie miał tak niskiego poparcia

Sprytne rozwiązanie okazało się niewystarczające – w krótkim czasie wyniki znów drastycznie spadły, a bezsilny Fiodorow zdecydował się na... rzadsze publikacje. Dzięki temu niskie liczby będą kłuć w oczy tylko raz w miesiącu, a nie, jak do tej pory, co tydzień.

Kreml przywykł do podkręconych liczb świadczących o tym, że głos na Putina oddaje co najmniej ośmiu na dziesięciu Rosjan. Musiał więc być rozczarowany ostatnimi badaniami fundacji Opinia społeczna (FOM). Wynika z nich, że gdyby dzisiaj Rosjanie wybierali głowę państwa, Putin nie wygrałby w pierwszej turze: dostałby 43 proc. Niższe poparcie miał tylko w 2001 r. (41 proc.).

Czytaj także: Putinowi spada, a Rosji od tego nie rośnie

Coraz więcej ludzi na ulicach Rosji

Rosnące niezadowolenie szczególnie widać w Moskwie, znanej jako „miasto antyputinowskie”. Świadczą o tym powtarzające się protesty, w których bierze udział nawet kilkadziesiąt tysięcy osób. Według sondażu centrum Lewady 49 proc. moskwian nie chce, by Putin sprawował jakiekolwiek funkcje państwowe, gdy skończy kadencję, czyli po 2024 r.

Co ciekawe, opozycję, bardzo widoczną w protestach „O uczciwe wybory”, stanowi nie tylko młodzież o liberalnych lub lewicowych poglądach, która mogła się przyjrzeć modelom zachodnich państw. Razem z nimi i klasą średnią na ulicach coraz częściej pojawiają się emeryci z symbolami partii komunistycznej i ZSRR. Grupy te mają różne wizje państwa i intencje, ale łączy je cel – zmiana w Rosji, która pod autorytarnymi rządami Putina „całkowicie straciła wolność”. Ci pierwsi pragną widzieć kraj prawdziwie demokratyczny, drudzy tęsknią za poczuciem „zaopiekowania”, jakie dawało im ZSRR.

Czytaj także: Putin znów opowiada bajkę o Rosji

Koniec z mitem Putina, ojca narodu?

Rządzący 20 lat Putin stał się symbolem kraju. Skamieniały, zasiedziały, wszechobecny, „niezastąpiony premier-prezydent-premier-prezydent”, karmiący obywateli mitem Rosji zamkniętej, narażonej na wpływy i ataki Zachodu – już dawno przestał być postrzegany jako ojciec narodu. Czasy niespokojnych, „lichych” lat 90., wojny z Czeczenią czy trauma po zawiedzionych nadziejach, rozbudzonych, a niespełnionych przez Jelcyna – to wszystko młodych obywateli nie dotyczy. A co za tym idzie, nie potrzebują nad sobą „silnego polityka z twardą ręką”.

Powodów do niezadowolenia jest wiele. Do stałych należą korupcja, poczucie głębokiej niesprawiedliwości i stagnacja gospodarki. Dochodzą coraz niższe dochody, zmęczenie, bezsilność, brak sprawczości. Rosjanie zrozumieli, że ich kraj należy do wąskiej grupy ludzi, którzy mówią im cynicznie jak Miedwiediew na Krymie w 2016 r.: „Nie ma pieniędzy, ale trzymajcie się jakoś!”, podczas gdy sami żyją na poziomie. Informuje o tym na bieżąco Aleksiej Nawalny i jego Fundusz Walki z Korupcją (FBK).

Nie bez znaczenia jest i to, że Rosjanie czują się narzędziami w wielkiej machinie. Kreml sprawia wrażenie niezbyt zainteresowanego losami ludzi. Świadczy o tym choćby to, że wybuch rakiety z napędem atomowym 8 sierpnia w okolicach Archangielska władze z początku przemilczały. Dopiero po licznych zagranicznych publikacjach opieszały Kreml wydał zdawkowe oświadczenie. Nie zaangażował się nawet w ewakuację mieszkańców zagrożonego promieniowaniem terytorium.

Czytaj także: Awaria rosyjskiej wunderwaffe. Cudowna broń nie taka cudowna?

Patriotyzm w Rosji już się nie sprawdza?

Granie na patriotycznych uczuciach i ewentualnych kompleksach związanych z upadkiem imperium – też się nie sprawdza. Nie da się już wcisnąć guzika „patriotyzm”, gdy dochodzi do takich sytuacji jak aneksja Krymu. Euforia jest krótkotrwała. W 2014 r. poparcie dla Putina gwałtownie wzrosło – a dziś ok. 50 proc. Rosjan uważa, że zarówno zajęcie Krymu, jak i wojna z Ukrainą przyniosła tylko negatywne skutki. Większość społeczeństwa odczuła na własnej skórze wpływ nałożonych na kraj sankcji oraz pogłębionej izolacji na arenie międzynarodowej. Rosjanie nie chcą też łożyć ze swoich kieszeni na rozwój przyłączonego terenu.

Zmiany nastrojów i reformy uderzające zwłaszcza w najmniej uprzywilejowane grupy doprowadziły do tego, że Putina mało kto już usprawiedliwia. Popularne wśród emerytów powiedzenie, że „to nie car jest zły, ale bojarowie”, niemal zupełnie wyszło z użycia – szczególnie po reformie wieku emerytalnego. Gdyby starsze pokolenie Rosjan, pamiętające czasy radzieckie, wcześniej dało szansę młodym, zamiast twierdzić, że „Putin jest zły, ale nie ma alternatywy”, Kreml miałby pewnie jeszcze więcej powodów do obaw. Społeczeństwo byłoby mniej apatyczne, a bardziej zaangażowane w politykę, postrzeganą wreszcie jako coś, co ich dotyczy i na co mają wpływ.

Młode społeczeństwo obywatelskie coraz głośniej i wyraźniej formułuje żądania. Ma dosyć władzy, która za nic ma swobodę słowa, zdanie obywateli i konstytucję. To szczególnie boli i irytuje. Zwłaszcza gdy okazuje się, że absurdalne przepisy samej władzy nie dotyczą. Reakcja Kremla na ostatnie protesty tylko dolała oliwy do ognia. Prezydent Moskwy Siergiej Sobjanin dziękował policji i gwardii narodowej, mimo że brutalnie rozprawiała się z demonstrantami, a Pieskow uznał te działania za zasadne. Co dowodzi, że tam, gdzie zaczyna się polityka i władza, nie ma miejsca na kompromisy. To się Rosjanom bardzo nie podoba.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Janusz Dzięcioł w szponach szołbizu

Wyluzowany Janusz Dzięcioł powtarza do kamery, że nie lubiłby siebie, gdyby się zmienił, dlatego się nie zmieni, chociaż kto wie, co sława przyniesie. Szołbiznes, mówią ludzie, jest jak walec, każdego rozgniecie, każdą głębię duchową zniweluje. Czy normalny człowiek po wygraniu bardzo popularnego programu telewizyjnego może z wygranym półmilionem złotych w kieszeni wrócić do bloków, do pracy?

Sławomir Mizerski
30.06.2001
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną