Świat

Obrońcy Trumpa wciąż „bojkotują” impeachment

Donald Trump Donald Trump Official White House Photo by Shealah Craighead / Flickr CC BY SA
Zabawne, że odmawiając uczestnictwa w przesłuchaniach, Biały Dom przeczy sam sobie.

Biały Dom oznajmił, że żaden jego przedstawiciel nie weźmie udziału w pierwszym dniu przesłuchań w sprawie impeachmentu Donalda Trumpa w środę przed komisją wymiaru sprawiedliwości Izby Reprezentantów. Demokraci zaprosili na nie prezydenta lub przynajmniej jego prawników. Pat Cipollone, jeden z nich, oświadczył, że to wykluczone, bo impeachment jest według niego nielegalny, sprowadza się do politycznej rozgrywki dalekiej od partyjnej bezstronności i cały proces nie zapewnia prezydentowi „sprawiedliwego” potraktowania. To zgodne z dotychczasową linią obrony Trumpa, która skupia się na sprawach proceduralnych, zmierza do „delegitymizacji” impeachmentu i unika polemiki merytorycznej, bo na gruncie faktów trudno prezydenta obronić. Nie ma już żadnych wątpliwości, że Trump usiłował wymusić na przywódcy Ukrainy wszczęcie śledztwa przeciwko Joemu Bidenowi, byłemu wiceprezydentowi i jego prawdopodobnemu rywalowi w wyborach w 2020 r., grożąc odmową pomocy wojskowej.

Czytaj także: Jak wygląda procedura impeachmentu w USA

Biały Dom odmawia współpracy z Kongresem

Zabawne, że odmawiając uczestnictwa w przesłuchaniach, Biały Dom przeczy sam sobie. Poprzednio skarżył się, że ogranicza się prawa republikanów w przesłuchaniach w komisji ds. wywiadu Izby, gdzie w listopadzie zeznawali świadkowie, i udział w nich przedstawicieli prezydenta. Demokratyczny przewodniczący komisji Adam Schiff prowadził je zgodnie z regułami, które sami republikanie ustalili, kiedy mieli w Izbie większość. Nie pozwalał na zwekslowanie przesłuchań na boczny tor – dochodzenia w sprawie rzekomej ingerencji Ukrainy w wybory w USA w 2016 r. (w rzeczywistości ingerowała Rosja) – albo ujawnienie tożsamości sygnalisty, który we wrześniu zaalarmował Amerykę o „quid pro quo” Trumpa w jego rozmowie 25 lipca z prezydentem Zełenskim.

Odmowa współpracy w sprawie impeachmentu jest kontynuacją kursu Białego Domu, który nie pozwolił zeznawać przed komisją ds. wywiadu członkom ścisłego kierownictwa ekipy Trumpa. Chodzi tu przede wszystkim o szefa kancelarii prezydenta Micka Mulvaneya, sekretarza stanu Mike′a Pompeo, sekretarza ds. energetyki Ricka Perry′ego oraz prywatnego adwokata prezydenta Rudy′ego Giulianiego.

Mając bezpośredni dostęp do Trumpa, mogliby oni dostarczyć najmocniejsze dowody. Wprawdzie już stenogram rozmowy z Zełenskim nie pozostawia wątpliwości, a zgodne zeznania kilkunastu byłych i obecnych wysokich urzędników Białego Domu i dyplomatów to potwierdziły, ale ponieważ większość z nich opierała się na relacjach z drugiej ręki, adwokaci Trumpa podważali je, uciekając się do formalno-prawnej kazuistyki.

Kiedy najwyżej postawieni pretorianie Trumpa odmówili stawienia się przed komisją, demokraci mogli ich zaskarżyć do sądu o obrazę Kongresu, ale nie zrobili tego, gdyż wobec praktycznie pewnej apelacji oznaczałoby to przedłużającą się batalię sądową, która przeciągnęłaby procedurę impeachmentu do wiosny, czyli w okresie nasilającej się kampanii przed wyborami. Rezygnując z niej, demokraci planują teraz dołączenie taktyki blokowania przez Biały Dom śledztwa do listy artykułów impeachmentu, czyli zarzutów przeciw prezydentowi.

Trump w lepszej sytuacji niż Nixon

Obstrukcja prowadzonego przez Kongres dochodzenia była jednym z zarzutów sformułowanych przeciw Nixonowi w czasie jego impeachmentu 45 lat temu. Nixon, jak pamiętamy, podał się do dymisji, zanim do impeachmentu – czyli uchwalenia zarzutów przez Izbę – doszło, ponieważ było jasne, że zostanie usunięty z urzędu wobec utraty poparcia ze strony jego Partii Republikańskiej (GOP). Trump jest w lepszej sytuacji – republikanie są mu wierni, idą w zaparte i negują oczywiste fakty. Dalszy ciąg łatwo przewidzieć. Komisja sądownicza, do której trafi raport ze śledztwa sporządzony przez komisję ds. wywiadu, po swoich przesłuchaniach uchwali artykuły impeachmentu, a zdominowana przez demokratów Izba Reprezentantów zatwierdzi je przed końcem roku. W styczniu odbędzie się w Senacie „proces” Trumpa, który zdecyduje o jego winie. Jeżeli do tego czasu nie wydarzy się coś niezwykłego, co radykalnie osłabi ochronny mur wokół prezydenta, wyższa izba Kongresu go „uniewinni”.

Ogłaszając decyzję o nieprzysłaniu przedstawicieli prezydenta na przesłuchania w środę, Cipollone nie wykluczył, że mogą oni się tam zjawić w następnych dniach. Biały Dom zostawił więc furtkę uchyloną – prawdopodobnie po to, aby obrońcy Trumpa zyskali oficjalny kanał do włączenia do procedury impeachmentu ich kontrnarracji w postaci „korupcji” Bidena albo bajeczki o współpracy Ukrainy z demokratami w kampanii przeciw Trumpowi w 2016 r. Chodzi bowiem o wpłynięcie na opinię publiczną – przesłuchania przed komisją wymiaru sprawiedliwości będą znowu transmitowane na żywo w TV – i powstrzymywanie ewentualnej zmiany nastrojów w społeczeństwie na niekorzyść prezydenta.

Czytaj także: Jak można usunąć prezydenta USA z urzędu?

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Uroda przynosi w życiu profity. Ale nie jest źródłem szczęścia

Już trzymiesięczne niemowlęta przyglądają się ładnym twarzom istotnie dłużej niż nieładnym. I niezależnie od wieku, płci i rasy pochylającej się nad nimi osoby.

Grzegorz Gustaw
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną