Świat

Czy ukraiński boeing został zestrzelony? Mnożą się hipotezy

Są poszlaki świadczące o zestrzeleniu ukraińskiego boeinga, ale i takie, które temu przeczą. Są poszlaki świadczące o zestrzeleniu ukraińskiego boeinga, ale i takie, które temu przeczą. Rouzbeh Fouladi/Zuma Press / Forum
Na tym etapie nie jest wykluczona żadna z hipotez dotyczących katastrofy ukraińskiego boeinga w Iranie, ale pojawia się coraz więcej przesłanek wskazujących na zestrzelenie.

Donald Trump nie powiedziałby: „Myślę, że ktoś po drugiej stronie popełnił fatalny błąd”, gdyby nie miał podstaw. Ma do dyspozycji potężny aparat wywiadowczy i ekspertów, zdjęcia satelitarne i nagrania z nasłuchu sieci radiowych Iranu. Coś wie.

Sprawa od początku wydaje się dziwna. Prawdopodobieństwo pożaru silnika w nowej maszynie jest niewielkie, a standardy obsługi sprzętu na Ukrainie są wysokie. Samolot przeszedł przegląd dwa dni wcześniej i został dopuszczony do lotu. Awarii nie da się wykluczyć, ale szanse, że do niej doszło, są raczej niewielkie.

Do katastrofy doszło ok. godz. 6 rano, było ciemno, nagrania są nie najlepszej jakości. Widać wyraźnie dużą kulę ognia. Tyle że kamery cyfrowe w takich warunkach mają dużą czułość i zwykły pożar może wyglądać jak wybuch wulkanu. Widać jednak coś jeszcze – zanim samolot spadł, pojawił się błysk, jakby do wybuchu doszło jeszcze w powietrzu. Drugi wybuch widać, gdy maszyna uderza już w ziemię. Może najpierw eksplodowały zbiorniki w jednym skrzydle, a potem w drugim? Co się zdarzyło?

Czytaj także: Dlaczego samoloty spadają?

Poszlaki świadczące o zestrzeleniu

Obejrzałem zdjęcia z miejsca katastrofy – zwraca uwagę duży rozrzut drobnych odłamków. Wygląda na to, że samolot rozpadł się na niedużej wysokości. Maszyna pędząca z prędkością ponad 500 km/h i zderzająca się z ziemią rozrzuca szczątki wzdłuż osi lotu. W tym przypadku rozsypały się na boki kilkaset metrów od niej.

Dziennikarz Jurij Butusow, towarzyszący ekipie badającej okoliczności tragedii (zgodnie z konwencją chicagowską dochodzenie prowadzi Iran, ale w prace włączyło się 45 specjalistów z Ukrainy), ujawnił rzecz zaskakującą. Ze wstępnych oględzin ukraińskiej komisji wynika, że pożar wcale nie zaczął się od silników. Butusow przytacza wypowiedź jednego z członków ekipy: „Obejrzałem oba silniki samolotu – i nie znalazłem śladów ognia. Na fragmentach prawego skrzydła też ich nie ma. Nie potwierdza się wersja o niesprawności silników czy o ich wybuchu. Samolot płonął, ale nie z powodu pracy silników”. Zdarza się, że do zapłonu dochodzi w przedziale bagażowym, ale tak mocno może się palić tylko paliwo.

Na zdjęciach fragmentów poszycia kadłuba widać z kolei małe dziurki. Szkoda, że żaden reporter nie sfotografował ich z bliska. Otwory? Przybrudzenia? W którą stronę są skierowane kawałki blachy? Kierunek do wnętrza świadczyłby o wybuchu na zewnątrz maszyny. A dziury o tym, że coś ją podziurawiło.

W dobie fejków bardzo ostrożnie przyjąłem informacje o tym, że w pobliżu miejsca katastrofy znaleziono fragment rakiety przeciwlotniczej Tor rosyjskiej produkcji. Chodzi o część ogonową ze statecznikami. Na zdjęciu wygląda na nowy obiekt, nie ma na nim rdzy. Ale czy materiały są autentyczne?

Czytaj także: To już koniec wielkich pasażerskich samolotów

Poszlaki przeczące wersji o zestrzeleniu

Niektóre poszlaki wskazują na zestrzelenie. Po pierwsze, samolot odlatywał z Teheranu, wznosił się. Dlaczego miałby zostać wzięty za przeciwnika w samym sercu Iranu? Gdyby tak było, śledziłaby go na radarach irańska obrona powietrzna, informacje przekazano by do poszczególnych stanowisk dowodzenia, w tym do baterii rakietowych systemów przeciwlotniczych. Musiałyby paść rozkazy.

Różni eksperci sugerują, że z powodu spodziewanego ataku wyrzutnie przeciwlotniczego systemu Tor M1 włączono na zakres „automatyczny”. Wyjaśniam – nie ma takiego zakresu. Nawet jeśli część procesów zachodzi automatycznie, to do odpalenia pocisków zawsze potrzeba człowieka. Musi unieść klapkę zabezpieczającą (wcześniej zerwać plombę), nacisnąć przycisk i przytrzymać go tak długo, aż system powiadomi, że rakieta (lub salwa dwóch–trzech pocisków) wystartowała. W mediach pomylono zakres „automatyczny” z „autonomicznym”. Podsumowując – system sam nie odpalił rakiety.

Pierwszy informację o zestrzeleniu boeinga podał „Newsweek”. Iran kupił w Rosji 29 wozów bojowych systemu Tor-M1 (wyrzutni z radarowym systemem naprowadzania na jednym podwoziu) i odebrał je w styczniu 2007 r. Problem w tym, że to system dla wojsk lądowych, służący do osłony w polu. Tory są na ogół organizowane w pułki z czterema bateriami po cztery wozy i włączane w skład dywizji pancernych. Czasem towarzyszą czołgom i chronią je przed uderzeniami samolotów i śmigłowców bojowych. Iran z kupionych systemów mógł zorganizować dwa szczuplejsze pułki z trzema bateriami (12 wyrzutni), a pięć przeznaczyć na cele szkoleniowe i doświadczalne. Mógł też zorganizować jedną brygadę z sześcioma bateriami (24 wyrzutnie), zostawiając pięć do szkolenia i prób. Taka brygada zostałaby włączona w skład korpusu pancerno-zmechanizowanego.

Z reguły nie stawia się zestawów Tor do osłony ważnych, strategicznych obiektów, takich jak stolice. Wojska lądowe trzymają je zwykle w garażach i koszarach, wyjeżdżają tylko na ćwiczenia. Polskie osy też zwykle stoją w garażach – w Koszalinie, Czerwieńsku czy Lesznie. Nie zaś na pozycjach wokół Warszawy, Poznania czy Łodzi.

Rzecz jasna spodziewając się ataku, Iran mógł postawić w stan gotowości wszystkie środki przeciwlotnicze, jakie ma (wyrzutnie rakiet i działa przeciwlotnicze), i zarządzić całodobowe dyżury. Czy zatem tory były „wpięte” w system dowodzenia obroną powietrzną? Czy zapanował chaos? Nie wyobrażam sobie, żeby dowódca baterii sam podjął decyzję o strzelaniu. Jak w takiej sytuacji można popełnić błąd?

Czytaj także: Największa katastrofa lotnicza w historii Polski

Co się mogło zdarzyć w Iranie

Mam przewrotny pomysł, hipotezę. Mało prawdopodobną, ale niewykluczoną. A może boeing zderzył się z amerykańskim rozpoznawczym aparatem bezpilotowym? Nie zdziwiłbym się, gdyby takie drony nad Iranem latały. Nie są łatwe do wykrycia, nie widzi ich służba ruchu lotniczego, bo transpondery nie odpowiadają na zapytania radarów kraju, który mają zadanie szpiegować.

W tym przypadku wyobrażam sobie dwie możliwości. Po pierwsze: zwykłe zderzenie. Po drugie: do drona strzelano, a trafiono całkiem przypadkowo w inny samolot, który akurat znalazł się w pobliżu. Niezależnie od wszystkiego – robi się ciekawie.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną