Świat

Chadecja w chaosie. Następczyni Merkel nie chce być nową kanclerz

Annegret Kramp-Karrenbauer (z lewej) rezygnuje z ubiegania się o funkcję nowej kanclerz Niemiec Annegret Kramp-Karrenbauer (z lewej) rezygnuje z ubiegania się o funkcję nowej kanclerz Niemiec Hannibal Hanschke/Reuters / Forum
Polityczne trzęsienie ziemi w Turyngii skłoniło i tak już niepopularną szefową CDU Annegret Kramp-Karrenbauer do dymisji. Partia Angeli Merkel musi szybko znaleźć następcę, który poprowadzi ją do kolejnych wyborów.

CDU, wciąż najpopularniejsza partia Niemiec (razem z siostrzaną CSU w Bawarii), zawsze określała się jako szerokie ugrupowanie środka, które odrzuca wszelkie radykalizmy i nie chce współpracować z jakimkolwiek ruchem zahaczającym o skrajną prawicę czy lewicę. Ta strategia przez lata przynosiła efekty, ale od kiedy partie skrajne stają się także w Niemczech coraz silniejsze, CDU nie bardzo wie, jak reagować. Bezradność chadecji pokazały ostatnie wydarzenia w Turyngii, gdzie lokalna CDU, wbrew poleceniom z Berlina, zagłosowała razem ze skrajnie prawicową AfD i liberałami z FDP. W efekcie na premiera Turyngii wybrany został nic nieznaczący polityk FDP, który zresztą zaraz zrezygnował z urzędu.

Kramp-Karrenbauer nie podbiła serc

Kryzys w Turyngii próbowała zażegnać szefowa CDU Annegret Kramp-Karrenbauer, ale jej interwencja zakończyła się fiaskiem. Najpierw zażądała przyspieszonych wyborów, a potem chciała stworzyć lokalną koalicję z SPD i Zielonymi. Bez efektu. Kramp-Karrenbauer wyklucza współpracę zarówno z AfD (w Turyngii wyjątkowo blisko powiązaną ze środowiskami skrajnej prawicy), jak i postkomunistyczną Linke, do tej pory rządzącą Turyngią. Tyle że nie da się w tym kraju związkowym stworzyć stabilnej koalicji, odrzucając zarówno AfD, jak i Linke. Bo w ostatnich wyborach obie partie dostały łącznie prawie 55 proc. głosów. Dzisiaj bezradna Kramp-Karrenbauer (zwana AKK) ogłosiła, że wkrótce zrezygnuje z szefowania CDU i nie będzie kandydatką partii na urząd kanclerski w przyszłym roku.

Chaos w Turyngii przyspieszył odejście AKK, ale tak naprawdę niewielu w CDU będzie po niej płakać. Chociaż na przewodniczącą partii została wybrana niewiele ponad rok temu (gdy Angela Merkel zdecydowała, że przestanie kierować CDU i pozostawi sobie tylko urząd kanclerski do kolejnych wyborów), AKK nie zdołała podbić serc Niemców. Ani jako szefowa chadecji, ani jako minister obrony narodowej. Szybko okazało się, że chociaż wiele ją łączy z Merkel, to nie ma ani umiejętności negocjacyjnych pani kanclerz, ani jej politycznego sprytu. Dymisja AKK jest więc tak naprawdę dla chadecji szansą na nowe otwarcie.

Kto zostanie nowym kanclerzem Niemiec

Na razie nie wiadomo, kto zastąpi Annegret Kramp-Karrenbauer, ale nowy szef (prawie na pewno mężczyzna) będzie musiał ocalić CDU przed rozpadem i zdecydować, jaką strategię przyjąć wobec silnej zwłaszcza na Wschodzie AfD – całkowitego odgrodzenia czy jednak ograniczonej współpracy? Dwóch polityków wydaje się mieć największe szanse na objęcie kierownictwa. Jeden to Friedrich Merz, który nieznacznie przegrał podczas ostatnich wyborów partyjnych z AKK. Może liczyć na poparcie przedsiębiorców jako gospodarczy liberał, ale wspierają go też konserwatywne kręgi chadecji. Jego najpoważniejszy rywal to obecny premier Północnej Nadrenii-Westfalii Armin Laschet, nastawiony mniej liberalnie, a bardziej lewicowo w kwestiach gospodarczych. Nie tak kontrowersyjny jak Merz, ale też mało charyzmatyczny.

Kryzys w CDU po raz kolejny pokazuje, jak trudno znaleźć następcę dla Merkel, która rządzi Niemcami od 2005 r., a partią kierowała ponad 18 lat. Z jednej strony ocaliła ją przed takim spadkiem popularności, jaki dotknął socjaldemokratyczną SPD, która dzisiaj ma mniej niż 15 proc. poparcia (CDU może liczyć na 26–27 proc.). A równocześnie Merkel bezwzględnie zwalczała wszystkich poważniejszych rywali i nie wychowała następcy ani następczyni. Teraz zaś chadecja nie ma dużo czasu, by znaleźć silnego lidera. Następne wybory federalne planowane są co prawda jesienią przyszłego roku, ale bardzo możliwe, że koalicja CDU/CSU-SPD tak długo nie wytrzyma.

Jedyne, co dziś łączy chadecję i socjaldemokrację, to strach przed nowymi wyborami. A zwłaszcza przed silnymi Zielonymi, którzy zdetronizowali SPD na lewicy i mogą walczyć o zwycięstwo. Wiadomo, że kolejne wybory przyniosą dalsze rozdrobnienie niemieckiej sceny politycznej i konieczność budowy koalicji złożonej przynajmniej z trzech graczy. Nie będzie to wcale prostsze niż znalezienie wyjścia z politycznej matni, w jakiej jest Turyngia.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Historia słynnego agenta 007

23 filmy, sześciu aktorów użyczających twarzy głównemu bohaterowi, mnóstwo wypitych Martini, rozbitych aut i uwiedzionych kobiet. Filmowy James Bond, od pięciu dekad obecny na ekranach, pobił rekord, do którego nie zbliżyła się żadna inna filmowa seria.

Katarzyna Czajka
02.10.2012
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną