Świat

W Ameryce Południowej wirus znaczy chaos

Kolejka po odbiór emerytur w Ekwadorze. Od godz. 16 po południu do 8 rano w kraju obowiązuje godzina policyjna. Kolejka po odbiór emerytur w Ekwadorze. Od godz. 16 po południu do 8 rano w kraju obowiązuje godzina policyjna. Santiago Arcos / Reuters / Forum
Choć liczba zakażeń i zgonów jest tutaj niższa niż w USA czy Europie, pandemia przyniosła wiele negatywnych konsekwencji. Wzrost społecznych napięć może być dla kontynentu niebezpieczniejszy niż wirus.

Referendum konstytucyjne zaplanowane na 26 kwietnia to miał być dla Chilijczyków najważniejszy dzień w tym roku, a może i w perspektywie ostatnich 31 lat od upadku dyktatury Augusto Pinocheta. Po raz pierwszy obywatele wypowiedzieliby się na temat kształtu ustawy zasadniczej i tego, kto ją napisze. Decydowaliby między specjalną komisją konstytucyjną złożoną z zawodowych polityków a reprezentacją samych wyborców. To zaś ostatecznie przepędziłoby duchy prawicowego reżimu. I co najważniejsze – byłoby odpowiedzią na postulaty szerokich zmian, które doprowadziły do protestów w Santiago de Chile i paraliżu całego kraju jesienią ubiegłego roku.

Czytaj też: Spór naukowców. Czy czekać na więcej danych o Covid-19?

Nie pora na kluczowe referendum w Chile

Ale Chilijczycy nie pójdą do urn. Decyzja zapadła 19 marca, gdy w kraju były zaledwie 342 potwierdzone przypadki zakażenia. Prezydent Piñera, choć z początku niechętny referendum, był jednym z jego architektów. Odroczył je teraz w porozumieniu z innymi liderami. Warto zauważyć ten szybki ponadpartyjny konsensus, bo choć administracja prezydencka reprezentuje (miejscami postpinochetowską) prawicę, to stabilnej większości w parlamencie nie ma. Przeciwko referendum opowiedzieli się jednak niemal jednogłośnie eksperci ds. zdrowia publicznego. Ich zdaniem na przełomie kwietnia i maja epidemia osiągnie tu szczyt.

Na razie głosowanie przesunięto na 26 października. To tymczasowa data, którą musi przyjąć parlament większością dwóch trzecich. Słychać już, że przeniesienie referendum to zagrywka partyjna, bo reforma mogłaby uderzyć w interesy całej posttransformacyjnej klasy politycznej. Ale w społeczeństwie dominuje przekonanie o słuszności tej decyzji. „Najpierw musimy utrzymać się przy życiu, potem zmieniać świat” – mówił agencji Reutera jeden z ulicznych sprzedawców w Santiago.

Na tle innych krajów Chile z wirusem radzi sobie i tak bardzo dobrze. Przy 3404 oficjalnie zakażonych odnotowało tylko 18 zgonów – znacznie mniej niż Argentyna, Kolumbia, Peru, nie mówiąc o Brazylii. Relatywnie duża liczba chorych wynika raczej z większej liczby testów. Co jednak ważniejsze, pandemia nie destabilizuje jeszcze nastrojów społecznych.

Czytaj też: Doktor WHO. Człowiek, który stał się twarzą walki z Covid-19

Wylęgarnie wirusa w kolumbijskich więzieniach

W Kolumbii z powodu Covid-19 do piątku zmarło oficjalnie 19 osób. Ale wirus ma na koncie także inne ofiary: należałoby doliczyć co najmniej 23 więźniów, którzy zginęli w weekend 21–22 marca w czasie rozruchów w La Modelo w Bogocie. Osadzeni protestowali przeciwko przepełnionym celom i fatalnym warunkom sanitarnym. Strażnicy interweniowali, używając broni palnej. Ranne zostały 83 osoby, 32 wymagały hospitalizacji, w tym siedmiu pracowników La Modelo.

Kolumbijskie ministerstwo sprawiedliwości potraktowało zamieszki jako próbę wykorzystania kryzysu do ucieczki z więzienia. Szefowa resortu Margarita Cabello Blanco poinformowała, że służbom udało się do tego nie dopuścić. Nie odniosła się jednak do pytań o plany walki z wirusem w tamtejszym systemie penitencjarnym: więzienia w Kolumbii są jednymi z najbardziej przeludnionych na świecie – karę odbywa prawie trzy razy więcej osób, niż jest miejsc.

Czytaj też: Jak okiełznać wirusa? Co mówią modele matematyczne

Ciała na ulicach Ekwadoru

Rozchwiane są też nastroje w Ekwadorze. Państwo nie radzi sobie z rosnącą liczbą zgonów. Wiele osób umiera na Covid-19 i inne choroby we własnych domach, bo opieka medyczna jest często niedostępna, a w najlepszym razie ograniczona. Tylko w ubiegłym tygodniu w Guayaquil, ponaddwumilionowym mieście na zachodzie kraju, z domów zabrano sto ciał. Coraz częściej – to już w całym Ekwadorze – zdarzają się przypadki porzucania martwych na ulicy.

Dymisje złożyli do tej pory ministrowie pracy i zdrowia. Lekarze grożą, że odejdą, bo pracują niemal bez zabezpieczenia. Choć kraj jest oficjalnie w stanie wyjątkowym i obowiązują tu zasady izolacji, obywatele wciąż organizują małe protesty przeciw sytuacji sanitarnej w kraju. Jeśli kryzys się pogłębi, manifestacje mogą jeszcze przybrać na sile.

Propaganda na wirusa w Wenezueli

Problemy Kolumbii, Chile czy Ekwadoru to i tak nic w porównaniu z sytuacją w Wenezueli. System opieki zdrowotnej ledwo dyszy, szpitale nie są zaopatrzone, brakuje personelu, a do tego załamał się rynek ropy naftowej – wciąż główne źródło przychodów do budżetu.

Oficjalne statystyki zakażeń i zgonów są tu niewiele warte, bo niedoszacowane. Brakuje testów, a kontrolujący wiele mediów reżim Nicolasa Maduro, zamiast informować o przebiegu epidemii, uprawia propagandę. Trwa też konflikt między nim a liderem opozycji, samozwańczym „demokratycznym prezydentem” Juanem Guaidó.

Uaktywnili się również Amerykanie, proponujący odwieszenie sankcji gospodarczych w zamian za ustanowienie przejściowego rządu w kraju. Wszystko kosztem ludzi – według szacunków Interamerykańskiego Banku Rozwoju i Latin American Risk Report liczba ofiar koronawirusa może wynieść do końca roku nawet 100 tys.

Covid-19? Jair Bolsonaro: grypa!

Na kontynencie jest jeden aktor, który zagrożenie wciąż ignoruje, choć sam miał pozytywny wynik testu. Prezydent Brazylii Jair Bolsonaro uważa, że Covid-19 to sezonowa grypa. Nie chce wprowadzać obowiązkowej kwarantanny i kontestuje zasadę dystansu społecznego, mimo że apeluje o to jego własny minister zdrowia.

Pytany o ryzyko zgonów z powodu pandemii Bolsonaro mówi krótko: „ludzie umrą, takie jest życie”. Prawicowy radykał do tego stopnia ignoruje opinie ekspertów, że wystąpił przeciw niemu nawet Sąd Najwyższy. W czwartek dał mu 48 godzin na wdrożenie zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia, zakazał mu też ingerencji w postanowienia resortu zdrowia. Jego przekaz starają się blokować media społecznościowe: Facebook i Twitter kasują wpisy o bezsensie izolacji w czasach pandemii.

W Ameryce Południowej sytuacja nie wygląda jeszcze dramatycznie – przynajmniej jeśli się patrzy na oficjalne dane, w większości krajów jednak niedoszacowane. Tamtejsze systemy opieki zdrowotnej są dużo słabiej przygotowane niż w Europie czy USA. Niewiele brakuje, żeby pandemia wywołała falę protestów, od których już krok do zamieszek i buntów. Możliwe, że to nie Covid-19 okaże się tutaj przyczyną licznych zgonów i kryzysów.

Czytaj też: Jair Bolsonaro wypowiada wojnę humanistyce

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Kraśnik i inne strefy wolne of LGBT

Rok temu ostentacyjnie wprowadzali „strefy wolne od ideologii LGBT”. Teraz Europa sprawdza, czy polskie samorządy głosujące za strefami łamały prawa człowieka. Tymczasem straszenie gejami trwa w najlepsze. Andrzej Duda kusi wyborców obietnicą obrony dzieci przed LGBT. Zrobi to w ramach zobowiązania, które nazwał Kartą Rodziny.

Marcin Kołodziejczyk
18.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną