Świat

Trump wciąż wini Chiny za wirusa. Sprytnie lawiruje

Prezydent USA Donald Trump stara się uczynić z Chin chłopca do bicia odpowiedzialnego za zarazę. Prezydent USA Donald Trump stara się uczynić z Chin chłopca do bicia odpowiedzialnego za zarazę. Andrea Hanks / Flickr CC by SA
Wiem, że przypisywanie temu prezydentowi subtelności zakrawa na żart. Ale chodzi nie tyle o subtelność myślenia, ile politycznego instynktu.

W czasie pandemii koronawirusa i spowodowanego nią kryzysu gospodarczego prezydent USA stara się uczynić z Chin chłopca do bicia odpowiedzialnego za zarazę. Grozi sankcjami, ale w rzeczywistości wcale nie chce zimnej wojny z Państwem Środka. Już w marcu oznajmił – i dotychczas się z tego nie wycofał – że wirus SARS-CoV-2 urodził się w laboratorium w Wuhanie, gdzie powstało jego pierwsze ognisko. W ostatni czwartek sugerował, że jest produktem eksperymentów w tamtejszym Instytucie Wirusologii, skąd się jakoś wydostał. Pytany, czy ma na to dowody, prezydent odpowiedział, że tak. Zapowiedział też nową podwyżkę taryf celnych na towary importowane z Chin. Giełda akcji momentalnie zadołowała. Trump stale powtarza, że SARS-CoV-2 to „chiński wirus”, ignorując krytykę, że to szkodliwe podsycanie stereotypów.

Czytaj też: Skąd się wziął ten wirus? Ufajmy nauce, nie plotkom

Trump wini Chiny

Tego samego dnia sekretarz stanu Mike Pompeo oświadczył, że administracja USA nie orientuje się, czy wirus został stworzony w Wuhanie, i w ogóle nie wie, skąd się wziął. W czwartek także dyrektor-koordynator amerykańskich służb specjalnych Richard Grenell powiedział, że koronawirus „nie został wyprodukowany przez człowieka i nie jest produktem genetycznych modyfikacji”.

Wywiad USA doszedł do takiego wniosku już wcześniej. Teorię, jakoby wirus narodził się w chińskim laboratorium, podchwyciły ultraprawicowe media, sugerując, że chodzi może o broń biologiczną. Większość ekspertów uważa, że kolebką plagi był targ w Wuhanie, gdzie handlowano żywymi zwierzętami, a wirus przeniósł się z któregoś z nich na ludzi. Jeśli tak się stało, za pandemię odpowiedzialne byłyby obyczaje kulinarne w Chinach, gdzie spożywa się zwierzęta, których nie jada się nigdzie indziej. Władze Państwa Środka, mając świadomość związanego z tym ryzyka, zakazywały tych praktyk, ale np. w czasie głodu po zadekretowanym przez Mao Tse Tunga gospodarczym Wielkim Skoku pozwoliły na nie. Potem też przymykały oczy na handel żywymi zwierzętami, które roznoszą bakterie i wirusy.

Chiny nie przyznają się do winy

Jest zastanawiające, że swoimi wypowiedziami Trump kieruje uwagę opinii akurat na te hipotetyczne chińskie źródła infekcji – manipulacje w laboratorium, co zostało zdyskredytowane, albo na osławiony „mokry targ” w Wuhanie, czyli domniemaną kulturową genezę pandemii. Oba wytłumaczenia mają silną wymowę emocjonalną, ale brakuje wystarczających dowodów, by pierwsze z nich uznać za pewne. Drugie oznaczałyby oskarżenie Chińczyków i ich horrendalnych obyczajów, co do niczego konstruktywnego nie prowadzi, a naraża na zarzut rasizmu.

Tymczasem Chiny odpowiadają za globalną katastrofę w innym sensie i w sposób niepodważalny. Kiedy zaraza zaczęła się tam pod koniec ubiegłego roku, reżim w Pekinie długo ją ukrywał, manipulując statystykami, uciszając sygnalistów i cenzurując raporty naukowców, którzy próbowali o niej alarmować. W tym czasie Chińczycy swobodnie podróżowali po świecie, roznosząc wszędzie wirusa. Chiński rząd, wzywając świat do współpracy, jednocześnie nie pozwalał na wjazd do Wuhanu międzynarodowym ekspertom i do dziś odmawia im udostępnienia oryginalnych próbek wirusa. Słowem: robi wszystko, żeby nie współpracować.

Czytaj też: Dlaczego tak bogaty kraj jak USA nie radzi sobie z Covid-19

Byle głośno o Pekinie

Akt oskarżenia jest zatem długi, ale Trump, co ciekawe, nie wspomina o ukrywaniu przez Chiny prawdy i braku transparentności. Prawdopodobnie dlatego, że dotyczy to istoty problemu – niemożliwości normalnej współpracy z totalitarnym reżimem. Trump z zasady nie krytykuje jego autokratycznych praktyk. W przypadku pandemii sam nie ma czystego konta, bo też z początku ją bagatelizował.

Przede wszystkim jednak nie chce zadzierać z Pekinem od tej strony, bo uważa, że groziłoby to zamknięciem drogi do dalszych rozmów. Chodzi głównie o tematy handlowe, na które wciąż liczy, pragnąc uniknąć frontalnej konfrontacji z chińskim smokiem, która grozi w przyszłości, a wiąże się z kwestią Tajwanu i obecnością amerykańskich okrętów na zachodnim Pacyfiku. A mówienie o wirusie z chińskiego laboratorium – co natychmiast dementują jego najbliżsi współpracownicy, a trudno przypuścić, by działo się tak przypadkiem – wydaje się subtelnym sygnałem dla Pekinu: będę was głośno piętnował, ale tak naprawdę mój rząd w to nie wierzy.

Odpowiedzialni za zarazę

Nie wierzy rząd, ale wierzy mój naród – myśli prezydent – ponieważ zbitki „tajne chińskie laboratorium”, „wirus z Wuhanu” itd. doskonale nadają się do rozniecania nastrojów. A Trump musi wskazać winnego, jak zawsze, gdy ma wewnętrzne kłopoty. Fala medialnej krytyki nieprzygotowania rządu na pandemię i kompromitujące wypowiedzi na konferencjach prasowych, jak ostatnio, gdy proponował Amerykanom zastrzyki środków dezynfekcyjnych, jego zachowanie emanujące brakiem empatii w okresie narodowej żałoby – to wszystko spowodowało spadek jego notowań, już i tak niskich jak na przywódcę kraju w momencie dramatycznego kryzysu.

Tak więc kurs Trumpa wobec Chin jest bardziej wyrafinowany, niż to na pozór wygląda. Wiem, że przypisywanie temu prezydentowi subtelności zakrawa na żart. Ale chodzi nie tyle o subtelność myślenia, ile politycznego instynktu. Który lawiruje między wymogami geopolityki i potrzebami polityki krajowej.

Czytaj też: Trump nie chce płacić na WHO. Znalazł kozła ofiarnego?

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Polska bordową wyspą

Mimo antysmogowego wzmożenia marsz do oczyszczenia polskiego powietrza będzie długi.

Jędrzej Winiecki
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną