Świat

Putin na zawsze. To była farsa, nie referendum

Władimir Putin oddaje głos w referendum, 1 lipca 2020 r. Władimir Putin oddaje głos w referendum, 1 lipca 2020 r. Alexei Druzhinin/Kremlin / Forum
Wbrew oficjalnym danym Rosjan wcale nie cieszy myśl o tym, że Putin nie opuści Kremla przez kolejnych 16 lat. Temu mają służyć zmiany w konstytucji.

Dobiega końca ogólnokrajowe referendum nad poprawkami do konstytucji. Oficjalnie ze względu na pandemię koronawirusa i w trosce o zdrowie Rosjan władze zdecydowały się rozciągnąć je na cały tydzień, a w Moskwie i Niżnym Nowgorodzie dodatkowo umożliwić głosowanie online. Pierwsze sondaże są dla Kremla optymistyczne. O godz. 17 Centrizbirkom, czyli Centralna Komisja Wyborcza, opublikowała wstępne rezultaty: ok. 70 proc. Rosjan jest za przyjęciem poprawek. Szczególne wrażenie robią wieści z regionów: na Jamale, jak informuje „Znak”, frekwencja przekroczyła 100 proc., a na Czukotce nikt nie zagłosował przeciw.

Czy uważasz, że masz w Rosji prawo głosu?

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda na moim Facebooku. Masza Alochina z Pussy Riot opublikowała krótki filmik, na którym pali nową wersję konstytucji. Co ciekawe, choć oficjalne wyniki nie są jeszcze znane, sam dokument jest już dostępny w księgarniach. Alochina mówi: „W nowej konstytucji Federacji Rosyjskiej zapisano, że Putin będzie nami rządzić wiecznie. Pod płaszczykiem poprawek legitymizuje się dyktaturę i odchodzi od demokracji. Sprzeciwiam się dyktaturze w Rosji”.

Ilja Azar, deputowany moskiewskiej Dumy, dziennikarz redakcji „Nowaja Gazieta”, pisze z kolei: „Wyjdę dziś po godz. 18 na pl. Puszkina, bo nie wolno patrzeć, jak pozbawia się nas i nasze dzieci nadziei na zmiany, na przyszłość w ukochanym kraju. Nie da się inaczej wyrazić oburzenia przyjęciem tzw. poprawki 2036, hańbą, jaką jest to »głosowanie«, zakazem wolności zgromadzeń i pozbawianiem nas wszystkich praw”.

Artystka i aktywistka Daria Sierienko publikuje zdjęcie karty wyborczej. Pytanie: „Czy jesteś za poprawkami do konstytucji Federacji Rosyjskiej?”, skreśliła i zastąpiła innym: „Czy masz prawo głosu w Federacji Rosyjskiej?”. Zachęca innych do tego samego i oznaczania przerobionych kart specjalnym hasztagiem.

Fotograf Aleksander Sofiejew opublikował zaś zdjęcie ze środowej akcji na pl. Czerwonym, w której wziął udział z siedmioma innymi osobami. Wszyscy położyli się na bruku, układając się w liczbę 2036 – datę ewentualnego odejścia Putina od władzy po „wyzerowaniu”, mocą poprawki do konstytucji, jego poprzednich kadencji. Aktywistów zatrzymała policja.

Jegor Skoworoda, dziennikarz „Mediazony”, doniósł z kolei, że na redakcyjnego kolegę w jednym z lokali wyborczych w Petersburgu napadł policjant i obserwator wyborów (jak się później okazało, członek partii władzy). Mężczyźnie złamano rękę.

Oprócz osób publicznych referendum sprzeciwiają się zwykli ludzie, niezajmujący się aktywizmem ani polityką. Rosyjska rzeczywistość ich niepokoi, a często wręcz przeraża.

Czytaj też: Lekarze wypadają z okien, a Putin się chowa

Społeczeństwo optymizmu nie podziela

Nagłaśniane przez niezależne media incydenty i wpisy w mediach społecznościowych każą sądzić, że wbrew oficjalnym danym Rosjanie nie reagują wcale entuzjazmem na myśl o tym, że Putin nie opuści Kremla przez kolejnych 16 lat, bo to przecież główny powód wprowadzania zmian do konstytucji. Głos zabierają nawet ci, którzy sprawują państwowe urzędy. Ponad 300 regionalnych i lokalnych deputowanych podpisało w tej sprawie list otwarty. Wśród sygnatariuszy są m.in. Ilja Jaszyn, Julia Galamina i Ilja Azar.

Mer Jakucka Sardana Awksentiewa oświadczyła, że zagłosowała przeciw (prokremlowskie media zmanipulowały jej wypowiedź, by nie dotarła z tym przekazem do osób korzystających z podległych państwu przeglądarek). Według powołanej przez deputowaną Julię Galaminę organizacji Niet w samej Moskwie mniej niż 50 proc. obywateli poparło poprawki do konstytucji. Potwierdzają to badania exit poll przygotowane przez niezależną organizację Niet. Według nich w Moskwie przeciw poprawkom zagłosowało 54,89 proc. Rosjan, za – 44,91 proc., karty wyborcze zniszczyło 0,2 proc. W Petersburgu przeciwko poprawkom było 63,07 proc., za 36,69 proc., karty zniszczono w 0,24 proc. przypadków.

Trudno się dziwić. Poprawek jest kilkaset, a prezydentowi szczególnie zależy na kilku. Wśród nich: podporządkowanie Putinowi sędziów sądów konstytucyjnego i najwyższego (będzie mógł inicjować ich zwolnienie), a także ministrów (będzie mógł ich mianować i dymisjonować), ograniczenie wpływu prawa międzynarodowego (Rosja nie będzie musiała stosować się do decyzji czy wyroków międzynarodowych organów), wzmocnienie tradycyjnych wartości („małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny”) i wiary w Boga, seria obostrzeń dla urzędników i polityków (opozycja zostanie wykluczona z polityki na lata) i ochrona pamięci historycznej.

Czytaj też: Przyszło nam tu żyć. Ciemne strony Rosji

Nagrody za udział w referendum

By zapewnić sobie frekwencję, władze stosowały prośby, groźby, a nawet nagrody. Agitacja zaś, od lat nachalna, osiągnęła bezprecedensowy poziom. W Moskwie wśród uczestników głosowania rozlosowano talony na zakupy w centrach handlowych, w Krasnojarsku – mieszkania i telefony, w Buriacji – traktory i samochody. Nie wszystkich tak nęcono. Do sieci wyciekły maile i SMS-y, które pracownicy budżetówki, nauczyciele i lekarze otrzymywali od przełożonych – każdego zobowiązano do udziału w głosowaniu, w przeciwnym razie groziły im konsekwencje. Jak doniosła Tajga.info, mieszkańcy Buriacji otrzymywali SMS-y o charakterze agitacyjnym z numeru alarmowego 112.

Dziennikarz telewizji Dożd’ dotarł do moskiewskiej siatki oszustów, którzy zatrudniali mieszkańców stolicy do oddawania przez system elektroniczny fałszywych głosów, co było możliwe dzięki rejestracji wielu kart SIM. Wykorzystywano m.in. dane emerytów i kierowców. Każdy głos „za” był wart 50 rubli (ok. 3 zł). „Otkrytyje media” alarmowały z kolei, że do głosowania zmuszano także aresztantów i więźniów.

Czytaj też: Krwawy bunt rosyjskich więźniów w kolonii karnej

Putin chce rządzić wiecznie

Koronawirus tylko ułatwił władzom sprokurowanie wyniku. Głosowanie elektroniczne, w domu, na daczy, rozciągnięte w dodatku na kilka dni, pozbawiło cały proces jakiejkolwiek kontroli. Referendum nie przyglądali się niezależni obserwatorzy, np. z zagranicy. Nieprawidłowości wykazane przez organizację Gołos – za uczciwe wybory Ella Pamfiłowa, przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej, nazwała „podróbkami” i „fake newsami”.

Trudno zmierzyć cynizm Putina, który przekonuje, że poprawki do konstytucji służą „demokratyzacji”. Podkreśla, że dzięki nim możliwa będzie regularna zmiana władzy, co w „krajach takich jak Rosja jest konieczne”. Tymczasem sam chce rządzić wiecznie. A wynik głosowania? W gruncie rzeczy jest nieważny, a samo referendum – niewarte ani pieniędzy, ani zachodu. W końcu, jak podkreślała Pamfiłowa, „poprawki już obowiązują, a samo głosowanie to tylko życzliwy gest ze strony prezydenta”.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ludzie i style

Dlaczego Donald Trump nie zatańczy na TikToku?

Gdy jedni prezydenci pokazują się na TikToku, inni próbują go zbanować. Popularna wśród młodzieży – i nie tylko – aplikacja już została usunięta z Indii. Następne będą USA?

Michał R. Wiśniewski
12.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną