Świat

Cichanouska w Warszawie, w Mińsku bez zmian

Polski premier wręczył Cichanouskiej klucze do nowej siedziby ambasady. Polski premier wręczył Cichanouskiej klucze do nowej siedziby ambasady. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta
Scenariuszy dla Białorusi można dziś napisać wiele: że Łukaszenka zaostrzy represje albo odpuści. Że protesty się wypalą albo będą liczniejsze. Wszystko jest możliwe.

Trwa czwarty tydzień protestów na Białorusi. Są może mniej liczne niż przed tygodniem, kiedy w Mińsku manifestowało 250 tys. osób, ale te 100 tys. to i tak duża siła. Tymczasem politycznie nie dokonała się istotna zmiana. Sytuacja zatrzymała się w miejscu. Aleksandr Łukaszenka pełni swój urząd i tylko stara się skuteczniej zneutralizować opozycję. W kraju i na wolności znajduje się tylko jedna członkini prezydium powołanej przez opozycję Rady Koordynacyjnej: noblistka Swietłana Aleksijewicz. Ale i do jej mieszkania próbowano się dobierać.

Kalesnikawa w areszcie

Kilka dni temu zniknęła Maryja Kalesnikawa, prawa ręka Swiatłany Cichanouskiej. Przez te dni i godziny nie było pewności, gdzie się podziewa i co się z nią dzieje. Z Mińska dochodziły sprzeczne informacje: że wyjechała na Ukrainę lub została zatrzymana. Sprawa była bulwersująca, także Bruksela zwróciła się do władz Białorusi o wyjaśnienie, co się stało z opozycjonistką.

Dziś nareszcie się wyjaśniło, że Kalesnikawa została umieszczona w areszcie w Mińsku, gdy udaremniła próbę wywiezienia jej za granicę przez służby. Podarła paszport, wydostała się przez okno z samochodu, oświadczyła, że nie pojedzie ani do Kijowa, ani do Wiednia, choć bilet był przygotowany. A wszystko to działo się na białorusko-ukraińskiej granicy, w strefie niczyjej. Sceny jak z filmu, ale to się naprawdę dzieje w środku Europy. No, prawie w środku.

Teraz wytoczono przeciw niej postępowanie karne o próbę przewrotu. Informacje pochodzą od ojca i prawniczki Kalesnikawej. Taki zarzut w kraju Łukaszenki trzeba traktować poważnie.

Łukaszenka przejmie protest?

Paweł Łatuszka, były ambasador Białorusi w Warszawie i minister kultury, wyjechał do Polski. Kilka osób przebywa w aresztach, a dziś zatrzymano Maksima Znaka. To oznacza, że nie ma kto stanąć na czele protestów, jak stawała Kalesnikawa. Groźba chaosu nie jest jedynym zagrożeniem. Bardziej niebezpieczne jest to, że ktoś może te protesty przejąć. Łukaszenka? Moskwa? Łatwo postawić na czele kogoś, kto mógłby realizować interesy bardzo odległe od opozycyjnych. Na ile Cichanouska przebywająca na Litwie potrafi stamtąd panować nad sytuacją?

Powtarzanie, że nie chodzi o zdobycie władzy, lecz o demokratyczne wybory, brzmi romantycznie, bo niby kto miałby je zorganizować? Łukaszenka?

Timothy Snyder: Łukaszenka może pójść drogą Jaruzelskiego

Cichanouska w Warszawie

Cichanouska w środę była w Warszawie. „Jesteśmy w trakcie walki – mówiła. – Protesty zaczęły się w maju i nie ustaną. Minęliśmy już punkt bez powrotu – gdy zastosowano przemoc wobec pokojowo demonstrujących Białorusinów 9 i 11 sierpnia. Ludzie byli bici, zamykani w więzieniach, niektórzy brutalnie torturowani”. To był wielki szok dla całego narodu – podkreślała – nie spodziewano się takiej przemocy. „Teraz reżim usiłuje nas zdemoralizować i stłumić, ale polega tylko na sile. My wierzymy w solidarność i w wizję nowej Białorusi” – dodała Cichanouska.

Ta wizja jest dość mglista. Ale czy dziś może być inaczej? Jak powiedział Łatuszka w rozmowie z Witoldem Juraszem dla Onetu, Białorusini są silnie związani z Rosją – nie tylko gospodarczo, ale także mentalnie. To trzeba zaakceptować. „Nie ma na Białorusi miejsca dla polityka, który chciałby zbudować mur pomiędzy Białorusią a Rosją. Tak jest i będzie w przyszłości. Rosja jest najważniejszym partnerem handlowym mojego kraju. Jesteśmy mentalnie bardzo blisko związani z Rosją. Z drugiej strony bardzo istotne jest, żebyśmy mieli też dobre, pragmatyczne relacje z Unią Europejską, która jest drugim partnerem handlowym Białorusi. Optymalnie byłoby, aby Białoruś była mostem między Wschodem a Zachodem. To jest oczywiście podejście idealistyczne i pewnie nie da się w pełni takiego pomysłu zrealizować, ale do tego powinniśmy dążyć” – odpowiada Łatuszka na pytanie, jaka ma być nowa Białoruś. Dodał też, że dawna, proeuropejska opozycja już wypadła z obiegu, a problem zbliżenia z Brukselą w ogóle się dzisiaj nie pojawia. Rzeczywiście, nie widać w Mińsku ani jednej unijnej flagi.

Czytaj też: Łukaszenka głupio to przegra

Putin kiedyś wystawi rachunek

Łukaszenka, który nieustająco rozmawia z Władimirem Putinem, a nawet – jak poinformowano kilka dni temu – wybiera się z wizytą do Moskwy, zapewnił w wywiadzie dla rosyjskich mediów, że połączenie obu krajów na podstawie zawartej wiele lat temu umowy nie jest dziś możliwe. Doznał nagle olśnienia – że wyrosło nowe pokolenie, a może dwa, więc umowę trzeba zmienić, dostosować do oczekiwań tych młodych Białorusinów, od podstaw zbudować. Ciekawe, jak wytłumaczy takie stanowisko Putinowi.

Rosyjski prezydent od dawna naciska na zacieśnienie więzów, a Łukaszenka się bronił. Ale za poparcie, jakiego udziela mu dziś Moskwa, uznając wybory za prawomocne, przyjdzie zapłacić – Putin tak łatwo nie odpuści. Ciekawe, czy propozycja nowej umowy o integracji to gra na czas, czy deklaracja, że do niej w końcu dojdzie?

Białoruś a sprawa polska

Warszawa także – jak się wydaje – nie ma pomysłu na stosunki z Białorusią. Tą starą, ale i z tą nową, o jakiej mówią Swiatłana Cichanouska, Paweł Łatuszka czy Maryja Kalesnikawa. Polski premier wręczył Cichanouskiej klucze do nowej siedziby ambasady i zapewnił, że Białorusini mogą czuć się u nas jak w domu. Za słowami muszą jednak pójść czyny, musi być pomysł i perspektywa. Nie będzie łatwo, skoro Białorusini sami wciąż próbują swoją przyszłość wymyślić. Na razie, jak mówi Łatuszka, potrzeba jasnej deklaracji Unii Europejskiej, że nie będzie próbować oderwać ich kraju od Rosji. I to jest stwierdzenie zasadnicze.

Scenariuszy dla Białorusi można dziś napisać wiele. Że Łukaszenka wróci z Moskwy przekonany (przez Putina), że trzeba z opozycją rozmawiać o przyszłości. Albo przeciwnie, że nie należy rozmawiać. Że zaostrzy represje – albo że odpuści. Że przetrzyma protesty, licząc na zmęczenie ludzi. Że ludzie się wypalą i przestaną wychodzić na ulice. Albo że będą wychodzić liczniej, gdy po kryzysie politycznym przyjdzie gospodarczy. Wszystko jest możliwe. Wciąż jednak nie widać na horyzoncie nikogo, kto miałby zastąpić Łukaszenkę.

Czytaj też: Dwie flagi państwowe Białorusi. Skąd Która wygra?

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną