Świat

Hiszpania znów podnosi pandemiczny alarm

Pandemiczny koszmar zagląda w oczy przede wszystkim mieszkańcom Madrytu i stołecznego obszaru metropolitalnego. Pandemiczny koszmar zagląda w oczy przede wszystkim mieszkańcom Madrytu i stołecznego obszaru metropolitalnego. Sergio Perez/Reuters / Forum
Premier Pedro Sánchez wbrew woli samorządowców wprowadził stan wyjątkowy w Madrycie. Lokalni politycy krytykują go za nadużycie władzy, opozycja nazywa „upadłym premierem”. Tymczasem liczba nowych przypadków wzrasta dramatycznie.

Wiosną obrazki z pustych ulic hiszpańskich miast, pilnowanych przez żołnierzy z długą bronią, stanowiły przestrogę dla tych, którzy pandemię koronawirusa wciąż jeszcze lekceważyli. Hiszpania naprzemiennie z Włochami przodowała praktycznie przez cały marzec i kwiecień w europejskich statystykach zakażeń i śmierci na covid-19, w szczycie pierwszej fali stając na krawędzi całkowitej porażki. Przeciążenia nie wytrzymywała tamtejsza służba zdrowia, a Hiszpanie notowali znacznie wyższe od innych krajów odsetki zakażeń wśród personelu medycznego. Brakowało wszystkiego – od respiratorów do rąk do pracy, a sytuacji nie polepszały nawet hale sportowe czy obiekty wystawowe zamieniane na tymczasowe szpitale jednoimienne.

Pandemia zelżała nieco w lecie – na tyle, że Hiszpanie na przełomie czerwca i lipca zdecydowali się otworzyć granice dla turystów. W praktyce byli do tego zmuszeni, bo bez żadnych przychodów z branży turystycznej, stanowiącej 13 proc. tamtejszego PKB, iberyjska gospodarka nie miałaby szans podnieść się z recesji. Nawet wtedy jednak koronawirus był wciąż realnym zagrożeniem. Występował co prawda w lokalnych ogniskach, jak katalońska Lleida, jeden z największych klastrów pracy sezonowej w kraju, ale nie paraliżował życia całego kraju tak, jak miało to miejsce wiosną. Przez kilka miesięcy Hiszpanie mogli więc – dosłownie i w przenośni – oddychać we własnych miastach nieco bardziej swobodnie.

Czytaj też: Widmo drugiego lockdownu. Europa wraca do restrykcji

W Hiszpanii ponad 900 tys. zakażeń

Niestety okres swobody właśnie dobiegł końca. Od początku września w kraju notuje się od kilku do kilkunastu tysięcy nowych zakażeń dziennie. Rekordowy pod tym względem był 18 września, kiedy to pozytywnych wyników testów było aż 14 389. Dla porównania, w czasie wiosennego szczytu pandemii liczba ta ani razu nie przekroczyła 10 tys. Zaraza wyhamowała nieznacznie na początku października, by znów przyspieszyć w ostatnich dniach. 14 października nowych przypadków było 11 970, prawie o 5 tys. więcej niż dobę wcześniej.

Łącznie SARS-CoV-2 w Hiszpanii zakaziło się ponad 900 tys. osób. Ofiar śmiertelnych dotychczas było 33 413. Te statystyki mogą niepokoić, bo sprawiają, że pod względem liczby zgonów Hiszpania jest na ósmym miejscu na świecie, mimo że pod względem całkowitej populacji zajmuje dopiero 30. miejsce. W Europie z kolei więcej osób zakaziło się tylko w Rosji – nieco ponad 1,3 mln.

Alert w Madrycie. Stolica odcięta od reszty kraju

Pandemiczny koszmar zagląda w oczy przede wszystkim mieszkańcom Madrytu i stołecznego obszaru metropolitalnego. To właśnie te rejony wiosną ucierpiały najmocniej. Teraz tylko w ciągu ostatnich siedmiu dni w Madrycie zanotowano 15 130 nowych przypadków. W liczbach bezwzględnych może robić to wrażenie, ale w kontekście wielkości całej populacji stolica wcale nie wygląda najgorzej. W przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców w ciągu tygodnia zachorowało tam 226 osób. To dopiero piąty wynik spośród wszystkich regionów kraju, ponad dwa razy niższy od przodującej w tym rankingu Navarry (477 nowych zarażonych na 100 tys. mieszkańców).

Pomimo to premier Pedro Sánchez, bojąc się powtórki z marca i kwietnia, postanowił zamknąć stolicę, wprowadzając tam stan alarmowy. Choć jego założenia są znacznie mniej restrykcyjne od wiosennego stanu wyjątkowego, to jednak mocno ograniczają życie Madrytczyków. Przede wszystkim niemożliwe jest wjechanie do miasta (oraz dziewięciu innych ośrodków w aglomeracji) ani jego opuszczenie bez podania powodu, który uznany byłby za konieczność przez władzę. Do takich należą ewentualne dojazdy do szkół, poruszanie się w obrębie stołecznego obszaru w celach związanych z pracą czy przyjazdy z innych części kraju na wcześniej zaplanowane spotkania zawodowe. Jeśli zatem nasz wyjazd do Madrytu nie spełnia tych kryteriów, zostaniemy zatrzymani na jego rogatkach.

Restauracje, kawiarnie, bary i hotele mogą maksymalnie obsługiwać do 50 proc. klientów jednocześnie. Dodatkowo lokale gastronomiczne muszą zamknąć się przed godz. 23. Imprezy okolicznościowe, nawet w ramach jednej rodziny, zostały ograniczone do sześciu osób, a w świątyniach, kościołach i miejscach kultu przebywać może nie więcej niż jedna trzecia wiernych mogących zmieścić się w danym budynku.

Decyzji Sáncheza zdecydowanie sprzeciwili się madryccy samorządowcy. Ich zdaniem rząd nie miał podstaw do wprowadzenia stanu alarmowego i izolowania stolicy od reszty kraju. Reprezentujący opozycyjną Partię Ludową burmistrz José Luis Martínez–Almeida stwierdził, że „nie są to działania, których wymaga sytuacja pandemiczna w Madrycie”, a szef miejskiego departamentu zdrowia publicznego Enrique Ruiz Escudero nalegał, by nie wprowadzać ograniczeń w przemieszczaniu się dla całej aglomeracji, a jedynie tych jej części, gdzie liczba zakażeń na 100 tys. mieszkańców przekracza 750. Znacznie bardziej radykalna w swoich słowach była z kolei szefowa władz całego regionu, także wywodząca się z Partii Ludowej Isabel Díaz Ayuso. Na wtorkowej konferencji prasowej stwierdziła, że mieszkańcy Madrytu są „przetrzymywani niczym więźniowie rządu federalnego”.

Konflikt wokół Madrytu destabilizuje politykę

Stołeczni samorządowcy poszli więc na zderzenie czołowe z Sánchezem, zaskarżając jego decyzję w regionalnym sądzie najwyższym. Ten przychylił się do ich skargi w ubiegły czwartek, nakazując zdjęcie stanu alarmowego. Szef rządu nie zamierzał jednak składać broni. Stan alarmowy i tak wprowadził (obowiązuje od poniedziałku), powołując się na uprawnienia, które daje mu konstytucja. Ogłaszając nowe restrykcje, argumentował, że wcześniej władze federalne dały madryckim samorządowcom czas na wprowadzenie własnych obostrzeń w celu ograniczenia transmisji wirusa. Wtórując Sanchezowi, szef hiszpańskiego resortu zdrowia Salvador Illa powiedział, że komunikacja wokół Madrytu zostanie ograniczona, bo lokalne władze „zdecydowały się nie podejmować żadnych kroków sanitarnych”.

Konflikt wokół stolicy szybko zdestabilizował krajową politykę w Hiszpanii. Pablo Casado, przewodniczący Partii Ludowej i lider opozycji, nazwał Sáncheza „upadłym premierem” i złożył wniosek o wotum nieufności wobec jego rządu. Głosowanie w tej sprawie odbędzie się w przyszłym tygodniu, na sesji parlamentu w dniach 21–22 października. Tymczasem pandemia przyspiesza nie tylko w Madrycie. Władze Katalonii, gdzie na 100 tys. mieszkańców w ciągu ostatnich 14 dni zachorowały 263 nowe osoby, na dwa tygodnie zamknięto restauracje, bary i kawiarnie. Silne ograniczenia sanitarne obowiązują też w Austrii i afrykańskich terytoriach Hiszpanii – Ceucie i Melilli. Nieco tylko lepiej wygląda sytuacja w regionie Walencji i na Wyspach Kanaryjskich, głównie dzięki mniejszej liczbie turystów i przybyszów z zagranicy. W skali całego państwa hiszpańskie dane pandemiczne są jednak coraz bardziej niepokojące. A kolejne tygodnie mogą ten kraj jeszcze bardziej zdestabilizować.

Czytaj także: Czeski stan wyjątkowy: walka z wirusem i z czasem

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Klasyki Polityki

Jak dzieci odczuwają i rozumieją ból?

Jeszcze na początku lat 80. uważano, że noworodki w ogóle nie odczuwają bólu! A ponieważ nie potrafią werbalnie wyrazić tego, co czują, nie dbano o ich komfort w szpitalach.

Paweł Walewski
08.08.1998
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną