Świat

Czy „żelazna lady” stanie na czele Pentagonu?

Michèle Flournoy jest typowana na pierwszą w historii kobietę na czele Pentagonu. Michèle Flournoy jest typowana na pierwszą w historii kobietę na czele Pentagonu. Reuters / Forum
Michèle Flournoy jest typowana na szefową Pentagonu. Jej nominacja wymaga przełamania oporu w partii, a może oznaczać rewolucję nie tylko symboliczną.

Michèle Flournoy zabrakło wśród przedstawionych przez prezydenta elekta kandydatów na najwyższe stanowiska w dyplomacji i strukturach bezpieczeństwa, mimo że jej nazwisko jako przyszłej sekretarz obrony pojawiało się tak samo często jak Tony′ego Blinkena w kontekście departamentu stanu czy Jake′a Sullivana jako doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego. Amerykańskie media snują domysły, czy jest zbyt kontrowersyjna dla lewej części Partii Demokratycznej, czy kolejny import kadrowy z rządu Baracka Obamy to o jeden za dużo, czy nagle Bidenowi zaczęła przeszkadzać biznesowa przeszłość kandydatki (dzielona przecież z Blinkenem). A może w ramach obiecanej i realizowanej polityki różnorodności płciowej i rasowej rozgląda się za pierwszym czarnoskórym szefem Pentagonu zamiast pierwszej w dziejach kobiety na tym stanowisku? W każdym razie mająca z pewnością wszelkie kwalifikacje urzędniczka (wysokie funkcje w Pentagonie pełniła za prezydentury Billa Clintona i Obamy) dziś tkwi w rządowej poczekalni.

Prawie szefowa Pentagonu

O stanowisko Flournoy niemal się otarła. Miała być sekretarzem obrony, gdyby w 2016 r. wybory wygrała Hillary Clinton. Wiceprezydent Joe Biden tytułował ją nawet, choć na nieoficjalnym forum i nieco w żartach, mianem pani sekretarz.

W Waszyngtonie mówi się, że z jej doświadczenia chciał skorzystać gen. Jim Mattis, republikanin tak umiarkowany, że Trump przezywał go demokratą. Z kolei jak na demokratkę Flournoy jest umiarkowana w drugą stronę, czyli nie podziela radykalnych poglądów lewego skrzydła partii, np. o koniecznych cięciach w budżecie Pentagonu i redukcji całych programów zbrojeniowych. Bliżej jej do ponadpartyjnej, tradycyjnej linii polityki bezpieczeństwa i obrony, by „mówić cicho, ale w ręku trzymać solidną pałkę” i nie wahać się jej użyć. Pałka ma być przy okazji tak nowoczesna, jak to tylko możliwe – a według Flournoy Amerykę powinno być stać przede wszystkim na supertechnologie.

Jeśli nastąpi, to nominacja Flournoy będzie miała znaczenie symboliczne. Pierwsza kobieta na czele resortu kierującego najpotężniejszą armią świata to będzie zmiana na miarę nowych czasów, dlatego Biden łatwo nie zrezygnuje z tego pomysłu. Ale szefowanie Pentagonem i współtworzenie polityki obronnej USA to jak nawigowanie supertankowcem czy w tym przypadku superlotniskowcem. Trudno o nagłe i ostre zwroty, tym trudniej, gdy idzie się do władzy w teamie, który stawia sobie za cel uspokojenie sytuacji po nieprzewidywalnych rządach Trumpa.

Rywale i wrogowie mogą być spokojni, wobec nich nie zmieni się nic. Chiny i Rosja pozostaną wyzwaniem i zadaniem numer jeden, nawet jeśli prezydent i podległe mu departamenty zmienią język komunikacji, a z czasem treść strategicznych dokumentów i mniej będą mówić o konfrontacji, a więcej o współpracy w celu obrony wspólnych wartości. „Jesteśmy znacznie skuteczniejsi, gdy stajemy wobec Chin razem: we współpracy z sojusznikami lub poprzez nich” – mówiła Flournoy w październikowym wywiadzie. Mało tego, jest zwolenniczką powrotu do bezpośrednich rozmów z Chinami: „Każda administracja od Nixona, poza obecną, prowadziła strategiczny dialog z Chinami”. Zmiana tonu nastąpi więc z całą pewnością. Zmiana narzędzi militarnych jest trudniejsza i zajmie więcej czasu niż kadencja prezydencka.

Czytaj też: Amerykanie wycofują się z umowy o „otwartym niebie

Jastrząb w spódnicy

Zmiana tonu po stronie prezydenta, którą już wyraźnie widać, niekoniecznie musi dotyczyć pani sekretarz, jeśli rzeczywiście to Michèle Flournoy zostanie szefową w Pentagonie. Jak sugerowała ostro w jednej z niedawnych publikacji, Stany powinny udowodnić Chinom, że w razie wojny byłyby w stanie zatopić ich okręty na Morzu Południowochińskim w 72 godziny. Cytat z czerwcowego artykułu robi dziś ogromną karierę, czego demokratyczna ekspertka może nawet żałować, bo ustawił ją jako „jastrzębia”, niechętnie widzianego przez większość umiarkowanych i lewicowych demokratów, gdy władzę objąć ma raczej „gołębi” Biden.

Ten cytat dobrze jednak pokazuje, że dla demokratów – tak jak dla republikanów – to Chiny będą punktem odniesienia w polityce obronnej i na nich skupiać się będą dyplomatyczne wysiłki w celu budowania koalicji mającej je powstrzymywać, a gdyby to się nie udało, to z nimi walczyć. Pani sekretarz in spe zna się na technologii obronnej jak mało który kandydat na to stanowisko, swobodnie posługuje się skrótami oznaczającymi najnowsze typy uzbrojenia i doktryny, wie, co do czego służy i jak groźne może być. Nie miejcie złudzeń, to będzie „żelazna lady” na czele Pentagonu. Żadnego odwrotu znad Pacyfiku nie będzie, przeciwnie – Pacyfik będzie amerykańską twierdzą, umocnioną i dozbrojoną.

Czytaj też: Zimna wojna z Chinami? Trumpowi w to graj

W tył zwrot z Bliskiego Wschodu

Odwrót nastąpi – choć w bardziej przemyślany sposób i wolniej – z Bliskiego Wschodu. Biden wiele razy mówił, że chce zakończyć „nieskończone wojny Ameryki” i wycofać kontyngenty z Afganistanu i Iraku – a Flournoy po prostu to polecenie wykona. Od Trumpa różni ich jednak to, że nie zrobią tego bez konsultacji z sojusznikami, którzy na prośbę Ameryki wysłali żołnierzy na Bliski Wschód i których własne kontyngenty zależą w dużej mierze od amerykańskiego wsparcia, choćby lotniczego.

Oczywiście Biden ma świadomość, że przedłużanie pobytu wojsk USA w Iraku i Afganistanie będzie obciążeniem dla jego rządów i pożywką dla prawicowej opozycji, którą będą wykorzystywać zwolennicy także samego Trumpa, zastanawiającego się nad ponownym kandydowaniem w 2024 r. Jeśli zaś w polityce zagranicznej Trumpa jest coś, co demokraci skłonni byli akceptować, to wsparcie dla izraelsko-arabskiego pojednania i budowy regionalnych koalicji korzystających z uzbrojenia i obecności baz wojskowych USA. Skuteczność, spójność i trwałość tych układów nie jest gwarantowana, ale dają one przynajmniej cień szansy, że Bliski Wschód po wycofaniu Ameryki nie zapłonie na nowo. A także że z Iranem USA nie będą musiały walczyć same, jeśli zostaną do tego zmuszone.

Wojska USA pozostaną w Europie

Niemal przesądzone jest za to wstrzymanie wycofania wojsk z Niemiec. Zarówno Tony Blinken, przyszły sekretarz stanu, jak i doradca Bidena ds. polityki zagranicznej i obronnej Mike Carpenter wiele razy wypowiadali się krytycznie o zapowiedzi Trumpa. Blinken nazwał ją nawet prezentem dla Rosji. Chodzi o ogłoszone przez prezydenta w czerwcu zmniejszenie kontyngentu w Niemczech o 12 tys. żołnierzy, w tym wycofanie do USA całej brygady zmotoryzowanej stacjonującej w Bawarii.

Odwołanie tej decyzji wydaje się przesądzone, Flournoy nie musiałaby już nic dodawać, ale kwituje: „Ta sytuacja powinna znaleźć się w podręcznikach, jak nie podejmować decyzji dotyczących sojuszników”. Potępia brak konsultacji, brak szacunku dla członków NATO, którzy poszli na wojnę z Ameryką, brak analizy strategicznej, impulsywne działanie z osobistych pobudek.

Zresztą ogłoszone przez Pentagon już po wyborach połączenie dowództw wojsk lądowych dla Europy i Afryki wylicza jako jednostki im podległe właśnie brygadę, która miała z Europy zniknąć. Wygląda to tak, jakby sami wojskowi i urzędnicy departamentu z ulgą przyjęli koniec wachty obecnego głównodowodzącego i nie musieli się liczyć z jego wytycznymi. NATO bez wątpienia zostanie dla nowej sekretarz sojuszem numer jeden, a jego cel – obrona przed agresją na któryś z krajów członkowskich – będzie nadrzędny. O ile w 2012 r. Flournoy mogła jeszcze mówić, że Rosja nie stanowi większego zagrożenia, co zapewne będzie jej wypomniane, o tyle od tamtego czasu minęła cała epoka. „Bazy w Europie są po prostu niezbędne: dla odstraszania Rosji, ale także jako przystanki w dalszej drodze do Azji czy Afryki” – mówiła w wywiadzie.

Amerykanie więc w Europie zostaną, a Mike Carpenter sugerował wręcz, że może ich być więcej na wschodniej flance i nie chodzi tylko o dodatkowy tysiąc żołnierzy z polsko-amerykańskiego porozumienia. W grę wchodzą całe jednostki przeciwlotnicze i artyleryjskie, stacjonujące w Niemczech lub wysyłane rotacyjnie z USA. Bardzo możliwe, że do Europy trafią też szybciej najnowocześniejsze systemy uzbrojenia, nad którymi już pracują amerykańskie firmy we współpracy z wojskiem. Pentagon na pewno da zielone światło dla uzyskiwania przewagi przez technologię.

Czytaj też: USA liczą koszty ewentualnych wojen z Rosją i Chinami

Megabity zamiast megaton

Flournoy jest zadeklarowaną zwolenniczką cyfrowych technologii, systemów autonomicznych i bezzałogowych, ich współpracy z pilotowanymi samolotami lub załogowymi okrętami oraz sztucznej inteligencji, mającej maszynom ułatwiać zrozumienie człowieka, a człowiekowi kontrolę nad maszynami.

Zapytana przez Defense News w październiku o trzy priorytety modernizacji bez wahania na pierwszym miejscu wskazała JADC2 (Joint All-Domain Command and Control), czyli nowy sieciowy system dowodzenia i kierowania, mający dać maksymalny dostęp do informacji o sytuacji na polu walki z wielu poziomów i w każdych warunkach. Idea połączenia wszystkiego ze wszystkim, promowana w siłach zbrojnych USA, może się wydawać utopijna, ale prace nad wdrożeniem tej koncepcji trwają, a poligonem doświadczalnym są siły powietrzne. Flournoy przekonuje, że trudniejsze od wyzwań technologicznych jest przekonanie kongresmenów i senatorów, że rzecz, której fizycznie nie widać (albo jest znacznie mniej atrakcyjna niż nowy samolot czy okręt), tak naprawdę decyduje o powodzeniu misji i jest warta setek miliardów dolarów.

Drugim obszarem inwestycji powinny być jej zdaniem systemy autonomiczne współpracujące z ludźmi, wdrażane w wielu postaciach we wszystkich rodzajach sił zbrojnych – i na masową skalę. Trzecim filarem nowego podejścia do zbrojeń byłaby sztuczna inteligencja, która według Flournoy będzie „kluczem do danych”, a dane są dziś polem walki. Pytana o inwestycje obronne przez profesjonalne medium obronne przyszła minister nie mówi o czołgach, samolotach, rakietach, okrętach, a nawet satelitach – mówi o sieciach, łączności, danych i potencjale AI. U nas – nie do pomyślenia.

Odstraszanie niższym kosztem

Flournoy za dużo czasu spędziła we wszystkich kręgach Pentagonu (pięciokątny kompleks w Arlington tworzy pięć ciągów budynków), by nie zdawać sobie sprawy, że technologiczny przełom jest tak naprawdę największym wrogiem zasiedziałych systemów z poprzednich epok, które dają stanowiska, władzę i pieniądze setkom tysięcy ludzi. Często bardzo wpływowych. Zamierza więc pokazywać parlamentarzystom decydującym o pieniądzach, że żaden dodatkowy samolot, okręt i czołg nie będzie mieć żadnego znaczenia, jeśli nie będzie wpięty w odporną i przepustową sieć informacyjną. Flournoy jest do bólu szczera: kontynuowanie wielu programów jest ścieżką donikąd, de facto obniża zdolności obronne USA, bo wysysa pieniądze niezbędne do prawdziwego technologicznego skoku. Jedynym sposobem zaoszczędzenia są bolesne cięcia.

Co ma na myśli? Doświadczenie Flournoy podpowiada, by nie brać na celownik konkretnych typów broni, bo z nimi związane są firmy, miejsca pracy, a więc głosy w terenie i poparcie w Kongresie. Stawia więc sama pytanie, kiedy należy się zastanowić, czy kolejna eskadra i kolejny lotniskowiec podniosą potencjał, czy tylko zwiększą liczbę ludzi i sprzętu, a więc koszty. Kiedy należy się zatrzymać w wymianie generacyjnej sprzętu i przekierować pieniądze na technologie nie tylko nowsze, ale z innej epoki. Przyciśnięta Flournoy wskazuje, że wątpliwa jest rzucona kiedyś przez Trumpa i zakorzeniona w Pentagonie liczba 355 okrętów wojennych, która nie uwzględnia wpływu jednostek bezzałogowych na potencjał marynarki wojennej. Podobnie liczba 11 superlotniskowców, przyjęta jako cel, nie musi być wykuta w kamieniu. Ale największym zasobem jest triada nuklearna (głowice na rakietach, bombowcach i okrętach podwodnych), której modernizacja wedle dotychczasowych planów miałaby pochłonąć nawet 2 bln (tysiące miliardów) dol.

„Najważniejsze pytanie dla następnego przeglądu nuklearnego brzmi: czy da się zachować wystarczający poziom odstraszania niższym kosztem” – mówi Flournoy. Nie kryje przy tym sceptycyzmu wobec zarządzonych przez Trumpa prac nad nowymi głowicami, szczególnie tymi „małymi”, mającymi wypełnić po stronie USA lukę w taktycznej broni jądrowej.

Pierwszy przeciwnik: koronawirus

Na te wszystkie wielkie reformy, strategie i plany przyjdzie czas po pokonaniu największego dziś wroga Ameryki – pandemii koronawirusa. Wojsko bez wątpienia zostanie włączone w wielką operację dystrybucji szczepionek i wykonywania szczepień. Tylko siły zbrojne, z braku innych wielkich służb federalnych w USA, są w stanie logistycznie zabezpieczyć, wesprzeć i ochronić wielką operację o tak strategicznym znaczeniu.

Joe Biden nie bez powodu jako pierwszych pokazał współpracowników od zwalczania pandemii i nie na darmo apelował do krnąbrnego Trumpa, by umożliwił rozpoczęcie procesu przekazania władzy właśnie ze względu na chorych i umierających rodaków. Jako szefowa Pentagonu Michèle Flournoy będzie musiała zaplanować użycie lotnictwa, transportu lądowego, wojskowych lekarzy, być może okrętów-szpitali, by maksymalnie przyspieszyć i ułatwić możliwość podania szczepionki ponad 300 mln Amerykanów. To będzie jej pierwsza bitwa i od jej powodzenia tak naprawdę zależy wszystko inne.

Czytaj też: Przeciwciała z osocza, czyli polski lek na covid-19

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Emeryci na psychotropach

Potrafią wyłudzać recepty, tłumaczyć, że od leków, które nie uzależniają, mają alergię. I dlatego muszą brać psychotropy. A psychiatrzy przyznają: rekordziści potrafią brać je przez kilka lat.

Katarzyna Kaczorowska
26.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną