Rabaty na prenumeratę cyfrową Polityki

40% lub 50%

Subskrybuj
Świat

Uda się wskrzesić umowę nuklearną z Iranem? Czas nagli

We wtorek do Wiednia zjechali dyplomaci z państw stron umowy nuklearnej z Iranem, znanej też pod angielskojęzycznym skrótem JCPOA. We wtorek do Wiednia zjechali dyplomaci z państw stron umowy nuklearnej z Iranem, znanej też pod angielskojęzycznym skrótem JCPOA. EU Delegation in Vienna / Forum
Strony głośnej umowy nuklearnej z 2015 r. zjechały do Wiednia i wracają do stołu negocjacyjnego. Muszą się spieszyć.

We wtorek do Wiednia zjechali dyplomaci z państw sygnatariuszy umowy nuklearnej z Iranem, znanej też pod angielskojęzycznym skrótem JCPOA. Podpisana w 2015 r., również w Wiedniu, przez Chiny, Francję, Iran, Niemcy, Rosję, USA i Wielką Brytanię, jest w praktyce martwa, bo od jej postanowień odstąpił Donald Trump. Jego następca chce to odwrócić.

Dyplomacja wahadłowa

Negocjacje mogą potrwać wiele dni. Utrudnia je m.in. brak formalnych relacji dyplomatycznych między Waszyngtonem a Teheranem, wyraźna niechęć w obu krajach i związane z tym koszty polityczne. Dlatego rozmowy będą prowadzone w formule dyplomacji wahadłowej: główni adwersarze, Amerykanie i Irańczycy, nie spotkają się bezpośrednio, zamieszkali nawet w innych hotelach.

Między nimi – na zasadzie wahadła – będą kursować dyplomaci z innych państw, głównie Francuzi. Zakładając pomyślny scenariusz rozmów na poziomie politycznym, w przyszłym tygodniu do stołu mają zasiąść eksperci wszystkich stron, aby ustalić tzw. mapę drogową, czyli techniczny plan powrotu do przestrzegania zasad umowy.

Sześć lat temu zatwierdziła ona stosunkowo prosty układ: Iran zamraża swój program nuklearny i kieruje go w stronę wyłącznie cywilną, a w zamian państwa zachodnie, przede wszystkim Ameryka, stopniowo zdejmują sankcje gospodarcze, które przez lata nagromadziły się w odpowiedzi na oszustwa Teheranu m.in. w sprawie wzbogacania uranu.

Czytaj też: Jakie będą skutki zamachu na irańskiego naukowca

Iran wraca na „bombowe” tory

W maju 2018 r. Donald Trump wstrzymał amerykańskie zobowiązania bez wyraźnego pretekstu. I wprowadził tzw. politykę maksymalnej presji, czyli przywrócił stare i dorzucił nowe sankcje. Jeszcze jako kandydat na prezydenta był ostrym krytykiem tej umowy. Przekonywał, że tylko zdecydowana presja ekonomiczna i groźba użycia siły wymusi na Irańczykach umowę zgodną z amerykańskimi interesami, czyli według Trumpa taką, która będzie blokować program nuklearny, ale też rozwój irańskiego programu balistycznego, a nawet ograniczy wpływy tego kraju na Bliskim Wschodzie.

To się nie udało. Irańczycy mimo pogłębiającego się kryzysu gospodarczego, wywołanego głównie przez amerykańskie sankcje, nie chcieli słyszeć o nowej, szerszej umowie. Przez ponad rok po decyzji Trumpa realizowali swoje zobowiązania, licząc m.in. na to, że pozostałe strony umowy, przede wszystkim Europejczycy, wynagrodzą im straty. Od ponad dwóch lat stopniowo jednak przywracają swój program nuklearny na stare, „bombowe” tory, wzbogacając już uran do poziomu 20 proc. przy maksymalnym pułapie 3,5 proc. zapisanym w umowie.

Czytaj też: Po co światu broń atomowa

Biden i Rouhani pod ścianą i pod presją

Na pierwsze pozytywne sygnały Joego Bidena Teheran odpowiedział żądaniem zniesienia wszystkich sankcji od razu – jako warunku powrotu do jakichkolwiek rozmów. Biały Dom odmówił, bojąc się m.in. ostrej krytyki republikanów i oskarżeń o naiwną ugodowość. Ale czas nagli. Prezydentem Iranu jest Hasan Rouhani, uważany za koncyliacyjnego. W czerwcu Irańczycy wybiorą jego następcę, którym może zostać jeden z kandydatów obozu radykalnego, odrzucający jakiekolwiek rozmowy z Amerykanami. Obóz ten stawia dziś Rouhaniego pod ścianą – trochę jak republikanie Bidena – i ostrzega swojego prezydenta przed zbytnią ugodowością. Radykałowie nie chcą dopuścić, aby Rouhani przed samymi wyborami odniósł sukces dyplomatyczny, jakim byłoby z pewnością zniesienie amerykańskich sankcji. I namaścił kogoś ze swojego „umiarkowanego” obozu (sam już nie może startować) na następcę.

Czytaj też: Iran dławią koronawirus i sankcje

Obaj liderzy, Biden i Rouhani, są więc pod dużą presją opozycji w swoich krajach. Jednocześnie nagroda związana z powrotem do umowy nuklearnej może się okazać warta poniesionych kosztów – dla obu liderów. Bidenowi zapewni co najmniej kilkuletni spokój i odblokuje wachlarz możliwości strategicznych na Bliskim Wschodzie. Rouhaniemu – i jego następcy – pomoże wyciągnąć Iran z kryzysu gospodarczego. Zostało im nie więcej niż kilka tygodni.

Czytaj też: Konserwatyści chcą pełni władzy w Iranie

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Arabowie szukają mistrzów

Siła nauki arabskiej w okresie klasycznym to otwartość na zmiany, ale też zwykła ciekawość świata.

Mateusz Wilk
06.05.2014
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną