Polityka. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

Subskrybuj
Świat

Talibowie przejmują Afganistan. Ameryka ma nieczyste sumienie

Talibowie zajęli miasto Herat. 13 sierpnia 2021 r. Talibowie zajęli miasto Herat. 13 sierpnia 2021 r. AFP / EAST NEWS
Spin-doktorzy przy Joe Bidenie wychodzą ze skóry, aby rejteradę z Afganistanu przedstawić w możliwie korzystnym świetle. Amerykanie mają na to określenie: putting lipstick on a pig, szminkowanie świni, żeby wyglądała ładnie.

W przygnębiający sposób kończą się dzieje militarnego zaangażowania USA w Afganistanie. Po zdobyciu przez talibów kolejnych prowincji upadek Kabulu jest już kwestią czasu – miesięcy lub nawet tygodni – bo bez amerykańskiego wsparcia rządowe siły okazują się bezradne. Administracja Joe Bidena, który niedawno ogłosił całkowite wycofanie wojsk z tych stron, wysyła teraz 3 tys. żołnierzy do Kabulu, aby zapewniły bezpieczną ewakuację większości personelu ambasady. Zapowiada się powtórka z historii – jak w 1975 r., kiedy helikoptery USA ratowały dyplomatów i ich wietnamskich współpracowników w oblężonym przez Vietcong Sajgonie.

Czytaj też: Bojownicy Państwa Islamskiego, prawdziwe historie

Ameryka ucieka i szminkuje świnię

Spin-doktorzy z departamentu stanu i Pentagonu wychodzili w czwartek ze skóry, aby rejteradę z Afganistanu przedstawić w możliwie najkorzystniejszym świetle. Nie, to nie jest „odwrót”, to nie jest nawet „ewakuacja”, tylko „redukcja personelu” – przekonywał rzecznik dyplomacji Ned Price. I dodał: „nie porzucamy” Afgańczyków. Amerykanie mają na to określenie: putting lipstick on a pig, szminkowanie świni, żeby wyglądała ładnie.

Bo prawda jest bardzo nieciekawa. Po 20 latach wojny Amerykanie ostatecznie doszli do wniosku, że nie da się jej wygrać – tzn. w tym wypadku wspólnie z rządowymi siłami afgańskimi pokonać talibów. Już Trump planował totalne wycofanie wojsk, zawarł z islamistami porozumienie w tej sprawie, a Biden nie zmienił kursu i postawił kropkę nad i.

Odwrót ma poparcie większości społeczeństwa, więc obecny prezydent może być spokojny, że decyzja nie będzie go drogo kosztować. Przeważa pogląd, że trudno – wydaliśmy na tę wojnę kilka bilionów dolarów, zginęło 2372 żołnierzy, ale lepiej czym prędzej położyć temu kres. Tak myśli tzw. przeciętny Amerykanin, który niewiele wie o Afganistanie i podziela „zmęczenie” kraju wojnami. Problem w tym, że odwrót w wykonaniu administracji Bidena wygląda na ucieczkę z podkulonym ogonem.

Czytaj też: Talibowie szykują się do powrotu?

Afganistan. Eksperci odradzali

Biden z dumą ogłosił, że zakończy wojnę... na 20. rocznicę ataku terrorystycznego na USA 11 września 2001 r. Zdecydowała krajowa polityka, chęć popisania się powrotem „naszych chłopców” w mundurach przed symboliczną datą. Generałowie odradzali to prezydentowi. Eksperci przypominają, że można było zaczekać do jesieni, bo w zimie talibowie nie walczą, tylko wycofują się do baz w Pakistanie. Lato to tradycyjny sezon walk w Afganistanie. Gdyby poczekano, zyskano by więcej czasu na przygotowania do odparcia ataku przeciwnika. Ogłoszenie daty miało efekt odwrotny – ułatwiło talibom działania.

W rezultacie gwałtowne tempo ofensywy wyraźnie zaskoczyło Waszyngton. Jeszcze w lipcu Biden, pytany, czy nie obawia się, że po wycofaniu wojsk Afganistan wpadnie w ręce talibów, odpowiedział, że to „wysoce nieprawdopodobne”. Wypowiedź tę z lubością przypominają teraz prawicowe media. Przypominają więc również, że według byłego sekretarza obrony Roberta Gatesa Biden w czasie całej politycznej kariery „mylił się prawie we wszystkich sprawach dotyczących bezpieczeństwa międzynarodowego”. Jako wiceprezydent w gabinecie Baracka Obamy był np. przeciwny operacji likwidacji Osamy bin Ladena w 2011 r. – jak wiadomo, udanej.

Czytaj też: Jak z taliba zrobić polityka

Koszty zakończenia wojny

Ale oświadczenie prezydenta, że nie wierzy w zwycięstwo talibów, ma oczywiście także paskudną wymowę moralną. Nikt nie ma wątpliwości co do jego obłudy – wywiad nie pozostawiał złudzeń, jaka jest w Afganistanie sytuacja. Biden nie okazał się zdolny do przyznania, jaki będzie koszt wymarzonego zakończenia wojny. Przewidywane zdobycie władzy w Kabulu przez talibów oznacza przede wszystkim groźbę ponownego zaproszenia przez nich Al-Kaidy albo Państwa Islamskiego, a więc utworzenia baz dżihadystów, z których będą mogli znowu atakować cele amerykańskie. Chociaż powtórka z 9/11, czyli atak na terytorium USA, jest dziś raczej mało prawdopodobna, to pozostają przecież jeszcze bazy sił rozsiane po całym świecie, także na Bliskim Wschodzie i w południowej Azji.

O ile groźba tego rodzaju jest tylko hipotetyczna, to wiadomo już na pewno, co stanie się w samym Afganistanie pod rządami talibów. Ustanowią taki sam nieludzki, fundamentalistyczno-religijny reżim jak przedtem, z odebraniem praw kobietom – które w ostatnich latach zyskały możliwość pracy i wykształcenia – publicznymi egzekucjami za wykroczenia przeciw prawu szariatu itp. Najpierw jednak załatwią porachunki ze wszystkimi „kolaborantami”, tj. Afgańczykami, którzy pracowali z Amerykanami jako tłumacze, kierowcy, kontraktorzy przy amerykańskich inwestycjach i w innych pokrewnych rolach.

Chodzi tu o kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Rząd USA zapewnia wprawdzie, że się o nich zatroszczy, ale nie wiemy, jak wielu z nich znajdzie azyl w Stanach. Kiedy analogiczni współpracownicy jankesów w Iraku starali się o emigrację do Ameryki, nie wszystkim to się udało. Władze USA stawiały im mnóstwo biurokratycznych przeszkód. Tym razem, wobec perspektywy szybkiego opanowania całego Afganistanu przez talibów, liczy się czas i wcale nie wiadomo, czy z czysto logistycznych powodów da się ewakuować wszystkich, którym grozi śmierć ku chwale Allaha.

Czytaj też: Ameryka prywatyzuje wojnę z Afganistanem

Ameryka czuje niesmak

Żałosny sposób, w jaki odbywa się rejterada z Afganistanu, sprawia, że nikt prawie – poza Bidenem i jego urzędnikami – nie broni teraz jego decyzji, w każdym razie z przekonaniem, i nikt nie wyraża radości z odwrotu. W komentarzach – także przychylnych administracji mediów – dominuje niesmak, ewidentnie podszyty zbiorowym poczuciem nieczystego sumienia. I smutek, że osiągnięcia 20 lat popieranego przez USA rządu w Kabulu – emancypacja kobiet, postępy w edukacji, podniesienie standardu życia, a przede wszystkim wolność w Afganistanie – zostaną wkrótce zaprzepaszczone. A nawet krytyka całkowitego wycofania wojsk i propozycje, żeby pozostawić ich choć na trochę. To jednak trudno sobie wyobrazić.

Czytaj też: Trudne jest życie Afganek

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Sinéad O’Connor: historia zniszczonej kariery

W dzisiejszej gorącej debacie o „kulturze unieważniania” warto pamiętać o historii. Książkowe wspomnienia Sinéad O’Connor nie pozostawiają wątpliwości, że ją unieważniono całkiem skutecznie.

Bartek Chaciński
20.07.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną