Świat

Bezprecedensowy wyrok ETPC: Rosja odpowiada za śmierć Litwinienki

„Gołosłowne wywody trybunału”, skomentował rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. „Gołosłowne wywody trybunału”, skomentował rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Bluesnap / Pixabay
Wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przede wszystkim dowodzi, że można wskazać odpowiedzialność Rosji pomimo przewlekłości procesów i trudności ze złapaniem jej z „dymiącym rewolwerem w dłoni”.

Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że Rosja odpowiada za zabójstwo Aleksandra Litwinienki z 2006 r. Ten były oficer FSB zbiegł do Wielkiej Brytanii w 2001 r., gdzie uzyskał azyl polityczny. W Londynie był ochroniarzem Borysa Bieriezowskiego, wówczas najbardziej wpływowego krytyka Kremla. Trybunał orzekł, że za otruciem radioaktywnym polonem 210 stoją konkretnie Andriej Ługawoj i Dmitrij Kowtun, którzy „działali jako agenci państwa rosyjskiego”, ewidentnie na polecenie z góry, czyli ówczesnego szefa FSB Nikołaja Patruszewa oraz prezydenta Władimira Putina.

Jak Litwinienko podpadł Kremlowi

Wyrok zapadł 14 lat po skardze żony Litwinienki Mariny, złożonej już w 2007 r. Sędziowie uznali, że wina Rosji ma charakter prima facie, czyli opiera się na domniemaniach faktycznych. W orzeczeniu podkreślili, że Kreml nie przedstawił żadnych przekonujących dowodów, które podważałyby zarzuty brytyjskiej strony, a jedynie a priori je odrzucał. Odpowiedzialność jest więc podwójna – za zabójstwo Litwinienki i brak starań na rzecz ukarania winnych. Choć tropy prowadziły wprost do Moskwy, sprawcy dostali kryszę (ochronę). Ługawoj został odznaczony za działalność polityczną i dostał się do Dumy z list partii Żyrinowskiego. Po powrocie do kraju ostentacyjnie krytykował „zdrajców działających na szkodę Rosji”.

Aleksandr Litwinienko właśnie tak był przedstawiany w kremlowskich mediach – jako oficer, który porzucił służbę, a jak pisał Suworow, „z KGB można wyjść tylko jedną drogą”, sugerując, że to służba porzuca, a nie odwrotnie. Litwinienko nie zyskał przychylności Kremla także wtedy, gdy twierdził, że FSB stało za zamachami w Moskwie tuż przed drugą wojną czeczeńską w 1999 r. A pogrążyło go to, że współpracował z Bieriezowskim, oligarchą numer 1 czasów Jelcyna i wrogiem numer 1 Putina.

Otrucie Litwinienki Bieriezowski odebrał jako bezpośredni sygnał z Kremla. Ostatecznie oddał przysługę Putinowi i w 2013 r. powiesił się we własnej łazience. Wprawdzie brytyjska policja nie znalazła dowodów potwierdzających udział osób trzecich, ale okoliczności tej śmierci pozostają niewyjaśnione.

Czytaj też: Jak GRU werbuje szpiegów

Polon w zielonej herbacie

Litwinienko nie miał wątpliwości co do zleceniodawców zamachu. Zanim zmarł w szpitalu, obwinił prezydenta Rosji. Podobne wnioski prezentował raport z brytyjskiego śledztwa opublikowany w styczniu 2016 r. Stwierdzał on, że była to pokazowa egzekucja renegata, za jakiego uważano Litwinienkę: „za morderstwem z dużym prawdopodobieństwem stali szef FSB gen. Patruszew oraz prezydent Putin”.

Ługawoj i Kowtun dodali polon do zielonej herbaty. Jego ślady znaleziono w samolotach, którymi „likwidatorzy” się przemieszczali, w rosyjskiej ambasadzie w Londynie, a nawet w hamburskim mieszkaniu Kowtuna. Jak potwierdził autor raportu Robert Owen, były funkcjonariusz FSB współpracował z brytyjskimi służbami i to mogło być dodatkowym motywem tej zbrodni.

Na raport Kreml zareagował dokładnie tak samo jak w 2006 r. – zdecydowanie odrzucił oskarżenia. Nie było też mowy o wydaniu Brytyjczykom obu zamachowców. Według tego samego schematu przebiegła operacja otrucia Julii i Siergieja Skripalów w brytyjskim Salisbury 12 lat później. Siergiej był oficerem wojskowego GRU, podano mu nowiczok. Dowiedziono bez żadnych wątpliwości, że zamach przeprowadzili oficerowie GRU Anatolij Czepiga i Aleksandr Pietrow. Dziś brytyjskie władze wydały akt oskarżenia wobec trzeciego członka komanda z Salisbury Denisa Siergiejewa (alias Siergiej Fiedotow). Po raz pierwszy jego nazwisko ujawnili dziennikarze śledczy Bellingcat, którzy publikowali także dowody rosyjskiej odpowiedzialności za otrucie Aleksieja Nawalnego latem ubiegłego roku.

Litwinienko, Skripal, Nawalny

Otrucia stały się marką rozpoznawczą Rosji, a Litwinienkę, Bieriezowskiego, Skripala i Nawalnego łączy to, że byli wrogami Kremla. Nazwiska zamachowców z Salisbury pojawiły się też w kwietniowych doniesieniach na temat wybuchu magazynu amunicji w Czechach w 2014 r. Należał on do bułgarskiego biznesmena Emiliana Gebrewa, który dostarczał broń Ukrainie, gdzie trwała właśnie wojna z Rosją.

Biznesmem rok później został otruty, jak podał raport fińskiego laboratorium, toksyną z grupy nowiczoków. Tą samą, którą podano Skripalom, a potem także Nawalnemu. Bułgarska prokuratura wystawiła list gończy za trzema Rosjanami, wśród których znajdowało się znajome nazwisko Siergieja Fiedatowa.

Sprawy te za każdym razem wywoływały kryzys polityczno-dyplomatyczny. Relacje Rosji z Wielką Brytanią, Bułgarią, a ostatnio także Czechami są coraz bardziej napięte, w kilku przypadkach wydalono rosyjskich dyplomatów. Po zabójstwie Litwinienki władze brytyjskie nie zareagowały tak zdecydowanie jak 12 lat później, gdy ofiarą padli Skripalowie: tym razem użycie nowiczoka zakwalifikowano jako rosyjski „atak przy pomocy broni chemicznej” na terytorium Wielkiej Brytanii, czego prawo międzynarodowe zakazuje. Londyn wydalił wówczas 23 rosyjskich dyplomatów, w geście solidarności postąpiły tak samo liczne europejskie kraje oraz USA.

Czytaj też: Szpiegowskie metody KGB i FSB

Kreml oskarża Zachód

Moskwa reaguje rutynowo: oskarża Zachód o rusofobię i bezpodstawne zarzuty. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zawsze określał je „absurdalnymi” i żądał twardych dowodów. „Gołosłowne wywody trybunału” – tak skomentował dzisiejszy wyrok. Jak dodał, wątpi, czy ETPC ma uprawnienia i możliwości do zbadania tej sprawy.

Dlatego wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka jest bezprecedensowy. Przede wszystkim dowodzi, że wyroki te zapadają pomimo przewlekłości procesu i trudności ze złapaniem Rosji z „dymiącym rewolwerem w dłoni”. Po drugie, że można obciążać Kreml na podstawie dowodów prima facie. Po trzecie, Marina Litwinienko wnosiła o 3,5 mln euro – tymczasem trybunał nakazał władzom Rosji wypłacić wdowie 100 tys. euro w ramach rekompensaty i zwrócić jej koszty procesowe. To ważne, bo ETPC nigdy wcześniej nie podejmował decyzji w sprawie odszkodowania za straty moralne. Orzeczenie wyznacza standard postępowania w poszukiwaniach odpowiedzialności Rosji. Nawet jeśli od wyroku do jego egzekucji wiedzie długa, czasem ślepa droga.

Czytaj też: Putin poluje na opozycję. Do czego się posunie?

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Los bezpłodnych katolików: niech Bóg decyduje

Wierzą w Boga, dlatego nie decydują się na potępiane przez Kościół in vitro i inseminację. Niepłodni po katolicku.

Elżbieta Turlej
24.01.2013
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną