Rabaty na prenumeratę cyfrową Polityki

40% lub 50%

Subskrybuj
Świat

Biden już zapowiada walkę o reelekcję. Ale czy naprawdę wystartuje?

Prezydent USA Joe Biden Prezydent USA Joe Biden Kevin Lamarque / Reuters / Forum
Oświadczenie Białego Domu nie oznacza, że Joe Biden na pewno będzie się ubiegał o reelekcję – ma przede wszystkim rozproszyć skrajnie pesymistyczne nastroje w Partii Demokratycznej co do utrzymania władzy na 1600 Pennsylvania Avenue i w Kongresie.

Ustami swojej rzeczniczki Jen Psaki Biały Dom ogłosił, że w 2024 r. Joe Biden będzie się ubiegał o reelekcję. Komunikat tego rodzaju trzy lata przed wyborami to rzecz niezwykła, ale Psaki odpowiedziała po prostu na zadawane od wielu tygodni pytania dziennikarzy, gdyż w USA przeważa przekonanie, że rządy Bidena skończą się na jednej kadencji.

Według sondażu Uniwersytetu Quinnipiac 54 proc. uważa, że prezydent nie będzie walczył o reelekcję, a około połowy jest zdania, że nie powinien się o nią starać, bo przegra. Oświadczenie Białego Domu nie oznacza oczywiście, że Biden na pewno będzie się ubiegał o ponowny wybór – ma przede wszystkim rozproszyć skrajnie pesymistyczne nastroje w Partii Demokratycznej co do utrzymania władzy na 1600 Pennsylvania Avenue i w Kongresie.

Czytaj też: Trump trzyma się mocno. Ma szansę wrócić do władzy?

Joe Biden. Bardzo sędziwy prezydent

Główna przyczyna tej depresji to spadek poparcia dla prezydenta i jego podeszły wiek. W zależności od sondaży tylko od 36 do 43 proc. Amerykanów dobrze ocenia jego rządy – o kilkanaście punktów procentowych mniej niż w czerwcu–lipcu. Aprobata dla niego zmniejszyła się najbardziej wśród wyborców niezależnych. 20 listopada Biden skończył 79 lat, czyli w 2024 r. będzie miał 82. W historii USA nie było tak sędziwego prezydenta. Osiemdziesiątka dziś to nie to samo co dawniej, znamy sporo osób niezmiernie żwawych fizycznie i umysłowo w tym wieku, ale Biden wyraźnie się postarzał od czasu, kiedy w gabinecie Baracka Obamy był wiceprezydentem.

Chodzi sztywno, jak typowy starszy pan, i pokasłuje, a kiedy mówi, zacina się i myli, jakby gubił wątek, myśli częściej niż w przeszłości. Nie musi to być wcale oznaka degradacji umysłowej, jak twierdzą prawicowe media, tylko pogłębienie odwiecznych kłopotów z wymową, które nękały go już w młodości, gdy się jąkał. Lekarze orzekli kilka dni temu, że stan zdrowia Bidena jak najbardziej pozwala mu na kontynuację pełnienia urzędu. Jednak sposób mówienia prezydenta to problem w Ameryce, przyzwyczajonej, że przywódca ma tryskać zdrowiem i tężyzną fizyczną.

Dlaczego poparcie dla Bidena spada?

Słupki sondażowe Bidena dołują z licznych powodów. Zaczęły spadać, kiedy wycofanie wojsk z Afganistanu wyglądało jak paniczna ucieczka i na pastwę talibów pozostawiono tysiące mieszkających tam Amerykanów i Afgańczyków z amerykańskim obywatelstwem lub prawem pobytu w USA. Potem nastroje pogorszyły się wskutek rosnącej inflacji, zwłaszcza podwyżki cen benzyny (średnio o 50 proc.), przedłużającego się naporu nielegalnych imigrantów na południową granicę i panującego tam chaosu, na co administracja wyraźnie się nie przygotowała.

Dołożyły się do tego przeciągające się miesiącami spory w Partii Demokratycznej o to, co ma się znaleźć w ustawach o naprawie infrastruktury, o nowych świadczeniach socjalnych i walce z ociepleniem klimatu. Kongres uchwalił w końcu niedawno ustawę infrastrukturalną, ale wzmocnienie osłony socjalnej nadal czeka, gdyż lewica demokratów nie może się dogadać z garstką konserwatystów, przeciwnych wielkim wydatkom z budżetu, a demokratyczna większość w Kongresie jest tak nikła, że reformy wymagają partyjnej jedności.

Na to wszystko nakłada się pandemia, wciąż niewygasła, bo w niektórych stanach – gdzie jest najwięcej niezaszczepionych – notuje się znowu wzrost zachorowań. A Biden miał przecież być prezydentem, który położy koszmarowi kres i przywróci normalność.

Czytaj też: Czy Mark Brzezinski zostanie ambasadorem USA?

Fox News straszy Amerykanów

Uchwalenie ustawy o modernizacji infrastruktury było sukcesem, pierwszym po wielu miesiącach, ale nie widać, by poprawił on akcje prezydenta i jego partii. Biden ze swoim usypiającym słuchaczy sposobem mówienia nie jest kimś, kto może dobrze go sprzedać, jak potrafili to Obama i Bill Clinton. Korzyści z napraw autostrad i rozszerzenia sieci szerokopasmowych łącz internetowych będą zresztą odczuwalne później. Bardziej bezpośrednio pomogłoby uchwalenie np. zapowiadanych ulg podatkowych na dzieci i subwencji na opiekę nad nimi czy potanienia lekarstw na receptę, ale wszystko to jest ciągle przedmiotem sporów – i to nie z republikanami, a wewnątrz własnej partii.

Demokraci sromotnie przegrali ostatnie wybory do władz stanowych w Wirginii i ponieśli porażki w innych stanach – to sygnał, że w przyszłorocznych wyborach do Kongresu mogą łatwo stracić większość w obu izbach. Tymczasem prawica nie przebiera w środkach, atakując Bidena i jego partię jako szkodników-socjalistów, którzy doprowadzą kraj do ruiny, bo powiększają deficyt budżetu i dług publiczny. A telewizja Fox News codziennie straszy widzów reportażami o „inwazji” nielegalnych imigrantów, których w dodatku nie szczepi się na covid, i obrazami morderstw i innych przestępstw z użyciem przemocy w wielkich miastach, których liczba wzrosła wskutek – jak się argumentuje – zmniejszania budżetów policji przez lewicowe rady miejskie. Straszy też ofensywą lewackiego, antyrasistowskiego ruchu poparcia rewindykacji Afroamerykanów za krzywdy przeszłości.

Wszystko to nie oznacza, że demokraci muszą przegrać za rok, a Biden za trzy lata. Optymiści w partii przypominają, że Clinton i Obama mieli podobne problemy – w połowie ich pierwszej kadencji, zgodnie z historyczną prawidłowością, demokraci stracili większość na Kapitolu, ale obaj prezydenci zwyciężyli w walce o reelekcję. Jeżeli Kongres uchwali ustawę o benefitach socjalnych i Amerykanie odczują jej dobroczynne skutki, szanse niesprawdzenia się złych prognoz wzrosną. Klęski łatwiej też będzie uniknąć, jeżeli uda się pokonać pandemię.

Czytaj też: Kolorowy gabinet Bidena

Bezsilna Kamala Harris

Demokraci zastanawiają się już jednak, co robić, jeśli niepomyślnych trendów nie uda się odwrócić. Kto miałby zastąpić Bidena, gdyby zrezygnował z ubiegania się o reelekcję? Jego naturalną następczynią jest Kamala Harris. Ale poparcie dla wiceprezydent jest jeszcze słabsze – tylko 28 proc. Amerykanów wystawia jej dobre noty. Nie z powodu rzekomej mizogini albo rasizmu – Harris (córka czarnego Jamajczyka i imigrantki z Indii) zraża po prostu do siebie arogancją i unikaniem sensownej odpowiedzi na wszelkie trudniejsze pytania.

Biden zlecił jej rozładowanie kryzysu na granicy, ale jego zastępczyni nie zdziałała w tej sprawie nic. Fiaskiem okazują się także próby wykorzystania jej do promocji ustawy o infrastrukturze. W Ohio, gdzie miała ją reklamować, przemawiała przy niemal pustej sali. Jej wystąpienie zignorowali prawie wszyscy prominentni demokratyczni politycy z tego stanu, z senatorem Jerodem Brownem na czele.

W panice partia szuka teraz alternatywy dla Harris, której nie można pozbawić stanowiska do 2024 r., ale którą w drugiej kadencji można zastąpić kimś innym. Problem w tym, że demokraci nie mają w swych szeregach wielu polityków z prezydenckim potencjałem. Jako kandydatów in spe wymienia się sekretarza transportu Pete′a Buttigiega – pierwszego ujawnionego geja w gabinecie – i czarnoskórego senatora z New Jersey Cory′ego Bookera. Są jeszcze senatorki Elizabeth Warren i Amy Klobuchar. Republikanie, wśród których do Białego Domu przymierza się kilku białych mężczyzn, są pewni, że im wszystkim dadzą radę. A demokraci liczą, że GOP ponownie wystawi Trumpa.

Czytaj też: Joe Biden chce zmienić Amerykę

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Arabowie szukają mistrzów

Siła nauki arabskiej w okresie klasycznym to otwartość na zmiany, ale też zwykła ciekawość świata.

Mateusz Wilk
06.05.2014
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną