Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Putin, Orbán, dwa bratanki. Węgry grają z Rosją nad głową Ukrainy

Spotkanie Viktora Orbána i Władimira Putina na Kremlu, 1 lutego 2022 r. Spotkanie Viktora Orbána i Władimira Putina na Kremlu, 1 lutego 2022 r. Mikhail Klimentyev/ TASS / Forum
Władimir Putin podejmował dziś na Kremlu swojego europejskiego sojusznika – premiera Węgier Viktora Orbána. Przywódcy rozmawiali prawie pięć godzin, a równolegle do nich szefowie dyplomacji Siergiej Ławrow oraz Peter Szijjarto.

Jeszcze przed spotkaniem rzecznik prasowy Kremla podkreślał, że Moskwie imponuje niezależny wybór partnerów przez Budapeszt. „To dla nas bardzo ważna wizyta” – mówił Dmitrij Pieskow. W podobnym tonie wypowiadał się premier Węgier podczas konferencji prasowej, akcentując, że spośród 12 spotkań w ciągu 13 lat to dzisiejsze jest najważniejsze.

Karta gazowa potrzebna Orbánowi

Orbán przyjechał do Moskwy, żeby zacieśnić relacje, stymulować wymianę handlową, przede wszystkim porozmawiać o gazie ziemnym, którego 95 proc. pochodzi z dostaw rosyjskich. Władimir Putin nie raz podkreślał, że Rosja do 2036 r. zapewnia Węgrom stabilne dostawy gazu w cenie pięciokrotnie niższej niż na rynku europejskim. To ewidentnie wiadomość dla stolic europejskich, które są niechętne długoterminowym kontraktom z Rosją i które ostatnio dotknął kryzys gazowy. Putin nieprzypadkowo napomknął, że dzięki tranzytowi przez Węgry Europa Zachodnia może mieć niezakłócone dostawy rosyjskiego surowca.

Karta gazowa ma być kluczowym atutem w zaplanowanych na 3 kwietnia wyborach na Węgrzech. Vörös Szabolcs z Válasz Online tłumaczy „Polityce”, że premier Orbán przygotowuje się do trzeciej od 2010 r. reelekcji. A że zapowiada się krwawa kampania, to sięga po sprawdzoną kartę z 2014 r. Jedną z jego najważniejszych ofert są więc niskie ceny energii dla gospodarstw domowych. Dziś, przy ich drastycznym wzroście, Orbán chce przedstawiać się jako „pan obrońca”, do czego bardzo potrzebuje tanich dostaw z Rosji.

Czytaj także: Orbán ponownie u Putina. Po co mu ten sojusznik?

Węgrom Rosja niestraszna

Jak każdy polityk Orbán zwraca się do swojego krajowego elektoratu, który nie przejmuje się sytuacją na Ukrainie – dodaje Vörös. Dziennikarz przypomina też badania opinii publicznej z ubiegłego roku, według których tylko 14 proc. wyborców Fideszu uważa Rosję za „niebezpieczną”, akceptując tym samym bliską współpracę węgiersko-rosyjską. – Orbán prawdopodobnie miał świadomość, że termin wizyty jest delikatny, a ewentualne międzynarodowe oburzenie potraktuje jak straty uboczne, bo przed oczami ma tylko 3 kwietnia – podkreśla Szabolcs.

Podczas spotkania z prezydentem Rosji Viktor Orbán nawiązał do zbliżających się wyborów. Zaznaczył, że zamierza je wygrać, dlatego ma powody zakładać, że będzie współpracować z Putinem jeszcze wiele lat. „Pierwszy raz spotkaliśmy się 13 lat temu – przypomniał. Większość moich kolegów z UE już nie rządzi w swoich państwach. Szczerze mówiąc, nie planuję odchodzić”.

Czytaj także: Wojna? Putin przeszarżował, wpadł we własną pułapkę

Budapeszt nie liczy się z Ukrainą

Cenę za żądzę władzy Orbána płaci Ukraina, ponieważ to przez nią do niedawna przesyłano 80 proc. rosyjskiego gazu na Węgry. Od października ubiegłego roku, zgodnie z nowym kontraktem Gazpromu i węgierskiej państwowej grupy MVM, przez następne 15 lat 4,5 mld m3 gazu rocznie będzie płynąć Tureckim Potokiem i gazociągami południowo-wschodniej Europy, a wiec z pominięciem Ukrainy. Kijów przyjął to jako działanie „na rękę Kremlowi”, choć Orbán ripostował: „Potrzebujemy gazu. To rzeczywistość”.

Rzeczywistością jest jednak to, że premier Węgier nie pierwszy już raz działa na rzecz Rosji kosztem Ukrainy. Osiem lat wcześniej, kiedy w 2014 r. sytuacja wokół Krymu eskalowała, Orbán wzywał do uznania autonomii Zakarpacia, historycznie zamieszkiwanego przez mniejszość węgierską terytorium w zachodniej Ukrainie. W lutym 2015 r. Putin po raz pierwszy odwiedził Budapeszt, a miesiąc później podczas szczytu Rady Europejskiej Węgry zawetowały sankcje przeciwko Rosji.

Wójcik: A może jednak wejdą...

Putin i Orbán myślą podobnie

Rosyjski gaz nie jest więc tani, a elementem wymiany handlowej są tu konkretne usługi na rzecz Kremla. Można wspomóc Rosję w izolowaniu Ukrainy, można też rozbijać Unię Europejską od środka, np. współtworząc w jej ramach antyeuropejski i prokremlowski front. Trzy dni przed przylotem premiera Węgier do Moskwy doszło do spotkania Orbána (Fidesz), Morawieckiego (PiS), Abascala (hiszpańskie Vox) oraz Marie Le Pen (Zjednoczenie Narodowe) – mimo że Putin zepchnął Ukrainę na skraj wojny, a wobec USA oraz NATO wystosował absurdalne żądania „gwarancji bezpieczeństwa”. Skrajnie prawicowi politycy zamiast wzmacniać wspólnotę i dawać zwarty odpór rosyjskiej agresji, konsolidują nie Zachód, a proputinowski front.

Wprawdzie większość z nich podpisała w Madrycie deklarację końcową, ale nie ma w niej ani słowa o Ukrainie, a jedynie o „działaniach Rosji na wschodnich granicach Europy”. Złożenia podpisu wprost odmówiła Marie Le Pen, która na działalność swojej partii wzięła pożyczkę u Putina i która otwarcie twierdzi, że „Ukraina to rosyjska strefa wpływów”.

Identycznie myśli prezydent Putin. Twierdzi też, że to NATO stanowi zagrożenie i pcha „reżim w Kijowie” w kierunku wojny z Rosją. Temat „problemu ukraińskiego”, bo tak postrzegają go Putin z Orbánem, poruszali podczas dzisiejszego spotkania. W części prasowej prezydent Rosji wykorzystał też okazję, by wyrazić niezadowolenie. „Zasadniczo Zachód zignorował nasze obawy” – mówił. Oskarżył przy tym NATO o wciąganie Ukrainy w swoje szeregi tylko po to, by później dozbrojona mogła siłą odzyskać Krym. „A to nasze, suwerenne terytorium Rosji. Dla nas to temat zamknięty!” – podkreślił.

Czytaj także: Orbán tańczy na rurze, Kaczyński ma problem

Kto jest wrogiem

Nie powinno więc dziwić, że Budapeszt przez długi czas milczał w sprawie eskalacji militarnej u wschodnich granic Ukrainy, a nawet okazał się niechętny dodatkowemu wzmocnieniu kontyngentu wojskowego na swoim terytorium. Najpierw szef dyplomacji w rozmowie z „Financial Times”, a dziś premier Orbán na spotkaniu z Putinem podkreślali, że Budapeszt popiera bezpośredni dialog z Moskwą. Niemniej naciskany przez Pentagon Orbán miał ostatecznie zezwolić na dodatkowy tysiąc żołnierzy, o czym 26 stycznia poinformowało CNN, ale węgierski portal HVG, cytując anonimowe źródło w rządzie, potwierdził jedynie rozmowy, a nie ostateczną zgodę władz w Budapeszcie.

Viktor Orbán podziela również kremlowską ocenę protestów społecznych, które na początku roku wybuchły w Kazachstanie. Jako obserwator przy Organizacji Państw Turkijskich Węgry poparły „antyterrorystyczną operację” władz kazachskich wobec protestujących „inspirowanych przez siły zewnętrzne”. Prezydent Putin zresztą natychmiast doprecyzował, o jakich wrogów zewnętrznych chodzi: ciągle o tego samego, który nie zaprosił Węgier na szczyt na rzecz demokracji w listopadzie ubiegłego roku. Zaproszenia z Białego Domu nie otrzymały również Rosja i Turcja, a także Chiny. Wraz z Arabią Saudyjską i Azerbejdżanem to państwa, które w 2011 r. Orbán ogłosił priorytetem polityki „Otwarcia na Wschód”.

Czytaj także: Orbán ma rywala. Węgrzy dają lekcję polskiej opozycji

Rosjanie nie żałują orderów

Zwrot ku Rosji polityka, który jeszcze w 1989 r. domagał się wyprowadzenia wojsk radzieckich z Węgier, jest ostentacyjny. Budapeszt to pierwsza stolica europejska, w której zalegalizowano rosyjską szczepionkę Sputnik V. Jak chwalił się dziś prezydent Putin, Rosja dostarczyła Węgrom ponad 2 mln dawek. Co więcej, na konferencji po spotkaniu z Orbánem potwierdził, że planowana jest produkcja Sputnika V na Węgrzech – ma ruszyć jesienią tego roku.

Rosjanie nie żałują pochwał, ulg, a nawet orderów. W listopadzie ubiegłego roku prezydent Putin nagrodził Orderem Przyjaźni szefa węgierskiej dyplomacji Petera Szijjarto za wkład w rozwój stosunków z Rosją. Być może w przyszłości nagrodzi też Orbána nie tylko jako „węgierskiego bratanka Putina”, ale także za izolowanie Ukrainy i rozsadzanie UE oraz NATO od środka.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Nowe szaty tyrana. Dlaczego Putin zaatakował i co go dziś przeraża?

Sergei Guriev, profesor ekonomii, były doradca prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i były główny ekonomista EBOiR, o tym, co może czekać Putina i Rosję pod jego dyktatorskimi rządami.

Jacek Żakowski
18.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną