Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

#MeToo na Harvardzie. Trzy studentki pozywają uczelnię za bierność

Uniwersytet Harvarda Uniwersytet Harvarda Brian Snyder / Forum
Studentki miały znosić niechciane pocałunki i flirty ze strony profesora afrykanistyki Johna L. Comaroffa. To wszystko w murach jednej z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie.

Departament Studiów Afrykańskich i Afroamerykańskich na Uniwersytecie Harvarda to jedno z takich miejsc, o których marzą młodzi akademicy. Ceglane budynki z bielonymi detalami, wysokie okna i ganki z kolumnami sprzyjają skupieniu. A kiedy już dostaniesz się do środka, wiesz, że jesteś w samym centrum zdarzeń: to tu powstają teksty, które potem będą cytować naukowcy z całego świata, tu broni się doktoratów, dzięki którym będziesz mile widzianym pracownikiem na dowolnej uczelni. Dla niektórych jednak marzenie zdąży zamienić się w koszmar, zanim się spełni.

Studentki składały skargi mimo gróźb

Przekonały się o tym trzy studentki: Lilia Kilburn, Margaret Czerwienski i Amulya Mandava. We wtorek 8 lutego złożyły w sądzie federalnym stanu Massachusetts pozew, starając się wykazać, że przez kilka lat uczelnia nie uwzględniała skarg składanych przeciw słynnemu antropologowi i afrykaniście prof. Johnowi L. Comaroffowi. Nie tylko molestował on słuchaczki swoich kursów, ale także zastraszał je i groził złamaniem karier, gdyby odważyły się nagłośnić sprawę.

Według „Harvard Crimson”, uczelnianej gazety, co najmniej trzy studentki mimo gróźb składały skargi u osoby odpowiedzialnej za przeciwdziałanie dyskryminacji i przemocy ze względu na płeć na kampusie. Chodzi o tzw. Title IX officer – rozdział IX to zwyczajowe odniesienie do ustawy federalnej z 1972 r., wprowadzającej zakaz dyskryminacji ze względu na płeć przez uczelnie i szkoły, funkcjonującej jako jeden z rozdziałów prawa edukacyjnego w USA.

Studentki miały znosić niechciane pocałunki, obłapianie i flirty. Lilia Kilburn trafiła na celownik Comaroffa podobno jeszcze przed maturą, kiedy przygotowywała się do złożenia papierów na afrykanistyce. Już wówczas, gdy zwiedzała kampus w 2017 r., profesor miał nieproszony pocałować ją w usta. Jako studentka pozostająca w relacji romantycznej z inną dziewczyną doświadczała obok niechcianych awansów przemocy słownej: Comaroff obrazowo opisywał seksualną przemoc, jaka powinna ją spotkać ze względu na jej płeć i orientację, i działo się to podczas badań terenowych. Kilburn tak to opisywała: „fantazjowanie na głos o jej gwałceniu i morderstwie”.

Dyskryminacja i złamane kariery

Czerwienski i Mandava zgłaszały zaobserwowane przypadki dręczenia Kilburn, ale bezskutecznie. Dopiero w zeszłym roku Comaroffa poproszono o skorzystanie z urlopu – od 21 stycznia 2022 r. przebywa na urlopie bezpłatnym. Uniwersytet skonfrontowany z upublicznieniem problemu zdołał potwierdzić, że Comaroff dopuścił się „werbalnych naruszeń polityki przeciwdziałania molestowaniu i przemocy seksualnej”.

Studentki w pozwie skierowanym przeciw Uniwersytetowi Harvarda oskarżają swoją Alma Mater o bierność i nieadekwatne reagowanie na zgłoszenia. Stwierdzają, że „Harvard pozwolił nawet na to, by dochodzenie zostało wykorzystane przez prof. Comaroffa w jego kampanii wpisywania studentek na zawodową czarną listę. (…) Prof. Comaroff i jego poplecznicy zniszczyli kariery i szanse edukacyjne trudnej do oszacowania liczby osób, w tym powódek”.

Szczególnie oburzające było zdaniem skarżących wykorzystanie notatek z sesji terapeutycznych Lilii Kilburn i udostępnienie ich obronie Comaroffa. Nicole Merhill, dyrektorka Biura ds. Równości Płci i koordynatorka działań związanych z „Title IX”, wydała specjalne oświadczenie, w którym ograniczyła się jednak do opisania reguł wykorzystania poufnej dokumentacji, a nie odniosła się wprost do zarzutów zawartych w pozwie Kilburn, Czerwienski i Mandavy. Ten tymczasem jasno stwierdza, że Kilburn nigdy nie wyraziła zgody na wykorzystanie notatek terapeutycznych w wewnętrznym dochodzeniu przeciw Comaroffowi.

Ciemna strona Harvarda

Na początku lutego 38 profesorów Harvarda wystosowało list otwarty w obronie Johna L. Comaroffa. Koncentrując się na opisie wymiany zdań między nim a Kilburn, wyrażali troskę o zasadność wszczęcia kroków administracyjnych: „W jaki sposób porada, która w zamierzeniu miała chronić pytającą osobę przed przemocą seksualną, mogła okazać się formą molestowania seksualnego? Jakie zasady profesjonalnego zachowania złamano poprzez poinformowanie studentki o zagrożeniu przemocą ze względu na płeć w wielu miejscach na świecie, w których nie uznaje się praw kobiet czy osób LGBQTIA+ w taki sam sposób jak w USA? Jako pracownicy naukowi zmuszeni jesteśmy prosić o wyjaśnienie kryteriów zachowania zawodowego, jako że my sami też udzielamy porad”.

Pod listem są nazwiska intelektualistów znanych także w Polsce (Homi Bhaba, Stephen Greenblatt czy Jill Lepore). Ale już 10 lutego „Harvard Crimson” otrzymał dokument podpisany przez 34 spośród jego sygnatariuszy, w którym wycofali poparcie: „Nie dostrzegliśmy, jak ogromny wpływ cała sprawa ma na naszych studentów. Nie mieliśmy wszystkich informacji dotyczących sprawy Comaroffa. Zależy nam, aby wszyscy studenci na Uniwersytecie Harvarda mieli doświadczenie nauki w ramach bezpiecznej i równościowej instytucji”.

Palące pytanie o gatekeeping

Przypadek prof. Comaroffa, białego mężczyzny urodzonego w RPA, zainicjował szerszą debatę nad kondycją studiów afrykańskich jako takich. W działaniach akademika zaczęto się dopatrywać tzw. gatekeepingu, pozamerytorycznego kontrolowania, kto ze studentów i studentek będzie miał szansę na kontynuowanie kariery. Profil The Public Archive na Twitterze, zgodnie z opisem zajmujący się „czarną historią w białych czasach”, zadał poważne pytania dotyczące paradygmatu studiów afrykańskich i afroamerykańskich na prestiżowych amerykańskich uczelniach:

„Jeden biały mężczyzna pozostaje najważniejszym ekspertem od Afryki. Instytut Studiów Afrykańskich i Afroamerykańskich jest zdominowany przez białych i zatrudnia niewielu Afrykanów. A Afryka okazuje się miejscem, do którego jedziesz, żeby cię zgwałcono…”.

Jeśli potwierdzą się zarzuty wobec Comaroffa, że groził swoim studentkom złamaniem karier, także szersze pytania o gatekeeping okażą się całkowicie zasadne. Czy można bezstronnie robić naukę, będąc białym heteroseksualnym mężczyzną zatrudnionym na najbardziej prestiżowej uczelni na świecie? Ta kwestia staje się coraz bardziej paląca.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną