Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Ósmy dzień wojny. Ukraina się broni, cierpią cywile

Ukraina skupiła się na obronie swojej stolicy, Kijowa (na zdjęciu), i drugiego wielkiego miasta mającego znaczenie dla gospodarki państwa – Charkowa. Ukraina skupiła się na obronie swojej stolicy, Kijowa (na zdjęciu), i drugiego wielkiego miasta mającego znaczenie dla gospodarki państwa – Charkowa. Diego Herrera / Zuma Press / Forum
To już ósmy dzień heroicznej obrony Ukrainy. I wciąż postępy rosyjskich wojsk są stosunkowo niewielkie, odnoszą małe, wymęczone sukcesy, ponosząc dość znaczne straty. W zasadzie nieco lepiej wiedzie im się tylko na południu.

Już dziś widać, że istnieje pewna różnica między rozwojem sytuacji na południu i na froncie północnym. Na południu rosyjska operacja przebiega jakby sprawniej. Niewiele lepiej, ale lepiej. Może to wynikać z różnych przyczyn. Na przykład z takiej, że Ukraina skupiła się na obronie swojej stolicy – Kijowa, i drugiego wielkiego miasta mającego znaczenie dla gospodarki państwa – Charkowa. W Charkowie znajduje się też jedna z największych na świecie fabryk czołgów, która w dobie ZSRR wytwarzała masowo wozy bojowe. Za czasów ukraińskich pracowała trochę „na pół gwizdka”, ale jednak dostarczała Ukrainie nieco nowych czołgów, zwłaszcza po 2014 r., kiedy wreszcie znalazły się na nie pieniądze. Jednak słyszałem też całkiem inną i wielce prawdopodobną wersję, która wiele by wyjaśniała.

Wilczak: Portret Kijowa. Złote kopuły i klątwa siedziby prezydenta

Nie taki był plan Putina

Początkowo zgodnie z poleceniem Władimira Putina przygotowano operację militarną na znacznie mniejszą skalę. Celem tej operacji miało być poszerzenie zbuntowanych republik Ługańskiej i Donieckiej do granic administracyjnych obwodów (realnie zajmowały one tylko ich część) oraz stworzenie lądowego połączenia między nimi a Krymem, co dałoby Rosji bezpośredni lądowy dostęp do półwyspu. Plan ten miał wariant maksimum – dodatkowe zajęcie Charkowa. Do tego ostatniego celu skoncentrowano najsilniejszą rosyjską formację szczebla operacyjnego – 1. Armię Pancerną Gwardii, rozmieszczoną zwykle w samym sercu Rosji, czyli wokół Moskwy. Z kolei na Białorusi znalazły się stosunkowo słabsze jednostki z dalekowschodniej 35. armii, która miała spełnić funkcję przynęty. Pierwotnie miała pozorować atak, którego miało nie być – po to, by odciągnąć ukraińskie siły od właściwych rejonów działań ofensywnych.

Oczywiście był to również zbrodniczy plan, jako że każde wtargnięcie ze strony Rosji na teren niepodległej i nieagresywnej Ukrainy jest niczym nieuzasadnioną agresją, która sama w sobie stanowi już ciężkie naruszenie prawa międzynarodowego. Przypomnijmy, że np. feldmarszałek Wilhelm Keitel został skazany na śmierć i powieszony w Norymberdze nie za konkretne zbrodnie wojenne, lecz za „planowanie wojny ofensywnej”. A zatem precedens już jest.

Jednak w ostatniej chwili ktoś, i chyba nie tak trudno domyślić się kto, dorysował na mapie kolejne kreski – należy zdobyć Kijów, opanować całą wschodnią część Ukrainy do Dniepru, a w Kijowie osadzić „swojego” człowieka, który by zamienił Ukrainę w Białoruś bis, taką przystaweczkę do Federacji Rosyjskiej. Rosyjscy generałowie musieli więc radykalnie zmienić plan, ściągnąć dodatkowe siły do natarcia na Kijów, a do walki wprowadzić też te siły, które miały jedynie pozorować atak. A teraz miały, bez żadnego przygotowania, wziąć w nim udział.

Czytaj także: Nawet pomniki są po naszej stronie. Notatki czasu wojny

Blamaże rosyjskiej armii

Efekty są aż nadto widoczne. Natarcie na Kijów skończyło się wielkim blamażem. Rosjanie dotarli do rejonów na północ od miasta, najpierw od strony Białorusi. Po wschodniej stronie Dniepru dramatyczna obrona Czernihiwa sprawiła Rosjanom sporo kłopotu. Musieli miasto obejść od północnego zachodu, przeciskając się do Kijowa wzdłuż Dniepru, a dostępne tam drogi – słabe, a dodatkowo poniszczone przez czołgi – bardzo utrudniły przemieszczanie się. W dodatku wlokące się z tyłu kolumny logistyczne były bezlitośnie atakowane przez ukraińskie małe mobilne grupy bojowej uzbrojone w ręczne wyrzutnie kierowanych rakiet przeciwpancernych, głównie stare sprawdzone RPG-7 (nowe brytyjskie NLAW i amerykańskie Javelin zostawiono sobie na czołgi i inne pojazdy pancerne).

Rezultat był taki, że siły rosyjskie zostały osłabione zarówno na kierunku charkowskim, jak i kijowskim, nigdzie nie dysponując mocą do przełamania ukraińskiej obrony. Desant powietrzny na lotnisko Hostomel niewiele dał, bowiem po dramatycznych walkach rosyjscy desantowcy w końcu opanowali lotnisko, ale i tak nie nadawało się ono do przerzutu większych sił drogą lotniczą, było bowiem nieustannie ostrzeliwane przez ukraińską artylerię i z broni maszynowej. Próba desantu pod Wasilkowem na południe od Kijowa skończyła się ciężkim blamażem i zestrzeleniem dwóch dużych samolotów transportowych Ił-76, a następnie wyłapaniem lub zabiciem tych spadochroniarzy, którzy zdołali wylądować.

Na południu niestety padł ostatecznie Chersoń i rosyjskie wojska już wypełzły w kierunku Zaporoża. Walki dzisiaj w nocy toczyły się już o Zaporoską Elektrownię Atomową znajdującą się w miasteczku Energodar, które podobnie jak Pripiat’ pod Czarnobylem zbudowano specjalnie wokół elektrowni. Dokładnie walczono nie o samą elektrownię, ale na podejściach do niej. Widać jednak, że i tu – mimo zajęcia Chersonia – natarcie powoli wgryza się w każdą piędź ziemi, co jest okupione wielkimi stratami. Na 3 marca samych zabitych mają Rosjanie 9 tys., przynajmniej według ministerstwa obrony Ukrainy.

Czytaj także: Nawet sojusznicy opuścili Putina. Kto mu pozostał?

Dzielna obrona terytorialna

Dla pokrzepienia serc niemal wszystkie sukcesy ukraińskie są przypisywane ukraińskiej obronie terytorialnej, co powoduje, że i polscy zwolennicy tych formacji zaczynają z satysfakcją mówić: „a nie mówiłem?”. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. Ukraińskie ministerstwo obrony starannie ukrywa działania swoich regularnych formacji. Dlatego mówi o obronie terytorialnej, maskując obecność regularnych, jednak zdecydowanie silniejszych formacji regularnych, które dysponują artylerią i wsparciem czołgów. Co może artyleria, miałem okazję przekonać się na misji w Jugosławii, i zapewniam państwa, że siła jej efektywnego wsparcia robi dramatyczną różnicę. Trudno zaś sobie wyobrazić, by niełatwą sztukę celnego strzelania z dział mieli opanować szkolący się doraźnie żołnierze WOT. Drugim celem wyolbrzymiania sukcesów obrony terytorialnej jest pokrzepienie serc obywateli, podbudowanie ich morale – to my, szarzy obywatele, z sukcesem bronimy naszej ojczyzny. Warto jeszcze zaznaczyć, że ukraińska obrona terytorialna jest skuteczniejsza też dlatego, że służy w niej wielu weteranów walk w Donbasie, trwających od 2014 r.

Podkast: Inwazja na Ukrainę. Po co Putinowi ta wojna?

Cierpią cywile, ktoś za to odpowie?

Coraz bardziej cierpią ukraińscy cywile. Bezpardonowy ostrzał dzielnic mieszkalnych powoduje nie tylko straty, ale wywołuje gigantyczny stres, zmuszając ludzi do przebywania w schronach całymi dniami, w nieludzkich warunkach, często w zimnie, z ograniczonym zaopatrzeniem w wodę i żywność, bez możliwości mycia się, co zwłaszcza dla ludzi starszych, schorowanych i dzieci jest nieludzko ciężkie. Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze wszczął właśnie śledztwo w sprawie rosyjskich zbrodni wojennych na Ukrainie, co jest jasną plamą w tym mroku. Dobrze by było, by zidentyfikowano – choćby przez przesłuchanie jeńców – nazwiska dowódców jednostek i formacji, które prowadzą ostrzał cywilnych obiektów, tak by można im było postawić zarzuty kryminalne. Następnie wydać za nimi europejski list gończy, ścigać ich i jasno dać do zrozumienia, że gdy tylko wystawią nos z Rosji, natychmiast zostaną aresztowani i uwięzieni. Można też postawić taki warunek Rosji – zniesienie wszystkich sankcji uzależnić nie tylko od całkowitego i bezwarunkowego wycofania wojsk rosyjskich z Ukrainy, ale też od wydania najważniejszych oskarżonych o zbrodnie wojenne celem ich osądzenia w Hadze, jak to niegdyś miało miejsce ze Slobodanem Miloševiciem, który popełnił samobójstwo w haskim areszcie, czy Ratko Mladiciem, który siedzi obecnie w więzieniu i już na wolność nie wyjdzie.

Tymczasem Polacy pomagają ukraińskim uchodźcom, jak mogą. W naszym kraju znalazło się już ok. 600 tys. uchodźców z Ukrainy, miejmy nadzieję, że ci, którzy zdecydują się tu zostać, odnajdą się w Polsce: podejmą pracę i zasymilują się. Większość z nich po wojnie wróci do siebie, ale przecież już dziś to ukraińscy pracownicy wypełniają luki na naszym rynku pracy. Widać też, że wcześniejsze straszenie setkami tysięcy uchodźców było pozbawione podstaw, bo nic takiego się przecież nie dzieje.

Poza jednym. Znalazła się grupa pożytecznych idiotów, którzy uwierzyli w pojawiające się u nas fake newsy o napadach rabunkowych, gwałtach i innych ekscesach na Podkarpaciu, jakie rzekomo mają być dziełem uchodźców z Ukrainy. Policja te doniesienia stanowczo dementuje, nic takiego nie ma miejsca, a owe newsy rozsiewają rosyjscy trolle. Ale już kibole i inne osiłki zorganizowali w Przemyślu patrole straży obywatelskiej, szukające zaczepki. Nie wiadomo, czy są wśród nich cyngle naszego obergruppenpatrioty, ale przypomnijmy, jaką robotę zrobili Ukrainie banderowscy nacjonaliści. Raczej sympatii temu narodowi nie przysporzyli, a i w obronie kraju też jakoś nie rzucają się w oczy. Gdzieś skutecznie przepadli, za to walkę prowadzą zwykli ukraińscy obywatele, którzy na co dzień nie darli ryja „śmierć wrogom ojczyzny”. Bo jak przyjdzie co do czego, to zwykli ludzie są patriotami. I żołnierzami.

Czytaj też: Magazyny broni otworzyły się szeroko. Unia wreszcie się budzi

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną