Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

54. dzień wojny. Spór wystraszonych rosyjskich generałów

Pięć rosyjskich rakiet spadło na Lwów w zachodniej Ukrainie. 18 kwietnia 2022 r. Pięć rosyjskich rakiet spadło na Lwów w zachodniej Ukrainie. 18 kwietnia 2022 r. Rzymska Bałuk / Forum
Wielkiej rosyjskiej ofensywy w Donbasie można się spodziewać w najbliższych godzinach. Tymczasem wśród ich generałów pojawił się spór co do tego, jak zgrupować siły do dalszych działań. Boją się też represji w przypadku przegranej.

Swoją drogą Rosjanie zbierają siły i prowadzą przygotowania w taki sposób, że czynnik zaskoczenia całkiem im przepadł. Dali Ukraińcom mnóstwo czasu – aż trudno uwierzyć, że przegrupowanie może trwać tak długo. Musieli być nieźle poharatani, skoro uzupełnianie stanów i transfer jednostek zajęły im tyle czasu.

Thomas Piketty: To jest wojna imperialna z poprzedniej epoki

Dokładnie ten sam błąd

Rosjanie pchają swoje siły od razu w rejony wyjściowe do przyszłych osi natarcia, co pozwala na łatwe odczytanie ich zamiarów. Tutaj wiele się nie nauczyli, to samo zrobili przed wojną. Wojska zbierali rok i ustawiali je na kierunkach, z których faktycznie wyszły później ataki.

To dokładnie ten sam błąd, jaki popełnili Niemcy w słynnej bitwie pod Kurskiem w lipcu 1943 r. Miejsce wybrali aż nadto oczywiste – Sowieci weszli szerokim łukiem w głąb niemieckich linii obronnych, stąd nazwa bitwy. Niemcy zaplanowali odcięcie tego wgłębienia wraz ze zgromadzonymi tam siłami. Tyle że guzdrali się z gromadzeniem sił od kwietnia do lipca 1943 r., a w tym czasie Sowieci kopali okopy, budowali bunkry ziemne, szykowali zamaskowane stanowiska dział przeciwpancernych, ustawiali pola minowe.

Oczywiście tak wtedy, tak teraz ten błąd nie oznacza z automatu łatwego zwycięstwa. Na łuku kurskim doszło do dramatycznych zmagań na śmierć i życie, obie strony poniosły potworne straty. Zapewne w Donbasie nie będzie inaczej. Ukraińskie wojska czeka ciężka przeprawa, dojdzie do wielu dramatycznych bitew. Tak jak fragmentem wielkiej bitwy na łuku kurskim był bój spotkaniowy pod Prochorowką, gdzie II Korpus Pancerny SS gen. Paula Haussera starł się z 5. Armią Pancerną Gwardii gen. Pawła Rotmistrowa (chyba jedyny radziecki dowódca z II wojny światowej z doktoratem, średnia wykształcenia pozostałych, w tym marszałków, to dwie–cztery klasy szkoły przycerkiewnej). Bój pod Prochorowką okazał się niesamowicie zawzięty, żołnierze z rozbitych czołgów rzucili się na siebie, walczyli wręcz, na noże, bagnety i pięści. Prochorowka spłynęła krwią. Niestety, mimo całego prymitywizmu wojsk Federacji Rosyjskiej, jej beznadziejnego braku profesjonalizmu i popełnianych wiecznie błędów sama ilość sił i wepchniętego do walki sprzętu może sprawić, że i Słowiańsk czy Siewierodonieck spłyną krwią: rosyjską i ukraińską.

Paweł Kowal: Imperium do rozbiórki. Putina trzeba osłabić już teraz

Spór rosyjskich generałów

O sporze wśród generałów doniósł gen. mjr Kiryłło Budanow, szef Głównego Zarządu Rozpoznania i Wywiadu MO Ukrainy. Dylemat dotyczy tego, czy wycofać siły z obwodu chersońskiego i przenieść je do Donbasu, bo w ocenie wielu z nich bez tych wojsk realizacja celów nie ma szans. Zdaniem innych zabranie tych jednostek stworzy bardzo poważne ryzyko, że ukraińskie wojska zdołają ponownie odciąć lądowe połączenie z Krymem. Rozwiązaniem kompromisowym byłoby opuszczenie Chersonia, który leży w całości na zachodnim brzegu Dniepru, i cofnięcie się za rzekę stanowiącą doskonałą rubież obronną. To pozwoliłoby zwolnić siły i wysłać je np. na wschód do natarcia na Dniepr.

Jest tylko jeden szkopuł. Rosjanie planują utworzenie tu Chersońskiej Republiki Ludowej, takiej jak w Ługańsku i Doniecku. Jak ją stworzyć bez samego Chersonia? Jakoś tak głupio. Dlatego z uporem maniaka trzymają to miasto, choć Ukraińcy naciskają coraz mocniej i zajmują kolejne wioski. Rosyjski przyczółek powoli, ale jednak się kurczy.

.Karolina Żelazińska/Polityka.

Kłócący się rosyjscy dowódcy (zapewne jest to spór na linii dowództwo operacji–Sztab Generalny) bardzo obawiają się konsekwencji i represji w przypadku przegranej. Chcą postawić wszystko na jedną kartę, by odnieść upragniony sukces. Z drugiej strony boją się o swoje życie, kierując operacją z pierwszej linii. Dowódcy różnych szczebli pchają się na front, bo inaczej nie są w stanie stwierdzić, co się dzieje z podległymi im wojskami. Albo łączności nie ma, albo są wprowadzani w błąd. W rezultacie zginęło już ośmiu generałów, co nie napawa pozostałych nadmiernym optymizmem. Zginęło też 11 zidentyfikowanych pułkowników i 13 podpułkowników.

Według źródeł ukraińskich, w tym gazety internetowej „Ukraińska Prawda”, znaczna część zabitych rosyjskich wojskowych to oficerowie. Mówi się, że nawet co piętnasty, może więc w sumie już koło tysiąca. Oczywiście trzeba wziąć poprawkę na propagandę, która w Ukrainie też jest prowadzona dla utrzymania ducha walki – i należy ją rozgrzeszyć. Ale opiera się na jakiejś prawdzie i można śmiało założyć, że Rosjanie stracili wielu dowódców kompanii i batalionów, zastępców dowódców batalionów i szefów sztabów. O ile szeregowych żołnierzy łatwiej zastąpić przez pobór rezerwistów (krótkie szkolenie przypominające i do boju), o tyle oficera, którego w warunkach pokoju szkoli się cztery lata, wymienić znacznie trudniej. Straty wśród dowódców dają się zapewne rosyjskim formacjom we znaki.

A jeśli mówimy o propagandzie, to nic nie dorówna rosyjskiej. W znanym programie ichniejszej telewizji wystąpił człowiek, który stwierdził (a takie wypowiedzi nie są przypadkowe) mniej więcej (cytuję z pamięci): „Dość już tej wojny, szkoda naszych żołnierzy, teraz niech się Ukraińcy sami denazyfikują! Nasze wojska już wykonały swoje zadanie!”. Dla mnie absolutny hit. Ile trzeba wypić, by palnąć publicznie coś takiego?

Podkast: Skąd się bierze odporność Ukrainy? I co będzie dalej?

Czy z takim wojskiem można wygrać?

Zadająca wciąż straty i cierpienia armia rosyjska, gwałcąca, rabująca, mordująca, bezwzględna i brutalna, wywożąca z zajętych terenów nawet patelnie i psie budy, na polu walki staje się coraz bardziej kabaretowa. Weźmy nawet to dzisiejsze uderzenie rakietowe na Lwów. Pięcioma Kalibrami wystrzelonymi z wyrzutni Iskander trafiono bliżej nieokreślone obiekty wojskowe (trzy), okolice stacji Lwów-Podzamcze i duży zakład wulkanizacyjny. Ja rozumiem, że chodziło o to, by zatrzymać ruch kolejowy z dostawami zachodniego uzbrojenia, ale jedna rakieta, w dodatku nie do końca celna? Jeśli chcemy sparaliżować ruch na węzłowej stacji, to trzeba ją obsypać kilkunastoma pociskami, rozpruć tory i rozjazdy, poniszczyć nastawnie z urządzeniami sterowania ruchem, rozwalić podstacje zasilania trakcji elektrycznej. I jeszcze zakład wulkanizacyjny. Co też planiści znowu wymyślili – nie lubią wulkanizatorów? Toalety (trafili jedną pod Hulajpołem) czy zakłady wulkanizacyjne powinni raczej oszczędzać. Nie mają aż tyle uzbrojenia kierowanego, by z odległości 800 km precyzyjnym uderzeniem rozwalać zakład oponiarski.

A to jeszcze nic. W cytowanej ukraińskiej gazecie ukazał się wywiad z ukraińskim dowódcą walczącym „gdzieś w rejonie Iziumu”. Opisuje, jak rosyjska kompania bojowa z kilkoma czołgami i kilkunastoma wozami piechoty usiłowała wyjść na skrzydło obrony. Pojazdy pełnym pędem poszły na przełaj przez pole, by w zaskakującej szarży pojawić się z boku pozycji przeciwników, a może nawet wyjść na ich tyły. Jednak szarżujące wozy podnosiły z pola tumany kurzu i pyłu, który silny wiatr zwiewał przed nie. W pewnym momencie pędziły na oślep, nic zupełnie nie widząc, aż część z nich wpadła do dobrze zamaskowanego rowu przeciwpancernego! Ukraińscy żołnierze nie mogli się nadziwić tej pięknej katastrofie, a kiedy reszta pojazdów kręciła się bezradnie przed rowem, otworzyli do nich morderczy ogień. Rosyjska kompania praktycznie przestała istnieć.

Czy mając tak wyszkolone jednostki, Rosjanie w ogóle mogą myśleć o zwycięstwie?

Paweł Reszka: Bucza, Irpień, Borodzianka. Jak tu zacząć nowe życie

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Niezbędnik

Prawda według filozofów

Prawda jest cechą zdania. Po prostu. Jej przeciwieństwem jest fałsz. Zdanie może być prawdziwe, fałszywe albo nie wiadomo jakie. Tylko jak to stwierdzić? Dzięki czemu mamy pewność, że o jednych zdaniach daje się powiedzieć, że są prawdziwe lub fałszywe, a o innych nie?

Magdalena Środa
04.04.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną