Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Macron wygrywa wybory. Europa na chwilę odetchnie z ulgą

Emmanuel Macron po ogłoszeniu wyników wyborów Emmanuel Macron po ogłoszeniu wyników wyborów Benoit Tessier / Reuters / Forum / Forum
Pierwszym unijnym przywódcą, który pogratulował Macronowi zwycięstwa, był socjaldemokrata Olaf Scholz. Niemiecki kanclerz podkreślił, że wybór Francuzek i Francuzów to „mocny komunikat odnowionej wiary w projekt europejski”.

Wojna w Ukrainie i zagrożenie strategicznego bezpieczeństwa sprawiły, że w tym roku wybory prezydenckie we Francji obserwowano ze szczególnym napięciem. Francja ma największą w Unii Europejskiej czynną armią i wraz z Niemcami pozostaje rdzeniem cywilnej konstrukcji UE. Jeśli więc Europa ma przygotować się na nowe wyzwania, współpraca i czynny udział ze strony Francji będą niezbędne.

Rezultat Macrona wyższy niż sondaże

To była jedna ze stawek tegorocznych wyborów prezydenckich. W drugiej turze proeuropejski i ekonomicznie liberalny prezydent starł się z co najmniej eurosceptyczną Marine Le Pen, której program opierał się na przekonywaniu, że wyraźne pogorszenie się bytu zwykłych Francuzów i Francuzek, osławiona malejąca siła nabywcza, to wina wejścia w struktury europejskie. Ten bardzo stary mit ma swoje korzenie jeszcze w 2003 r., kiedy nastąpiła zamiana franka na euro – niezbyt korzystny kurs przyjęty przez decydentów i tendencja do zaokrąglania cen wywołały przejściową drożyznę. Co ciekawe, argument ten odstraszył od eurowaluty również polskich rządzących.

Le Pen na populistycznych i antyeuropejskich hasłach regularnie podnosi swoje notowania. W 2017 r. również znalazła się w drugiej turze, uzyskała teraz aż 8 pkt proc. więcej – z 33,9 proc. poprawiła wynik na 41,8 proc. To ważny wskaźnik, tym bardziej że w tej kampanii przywódczyni Zgromadzenia Narodowego odpuściła skrupuły i bez pardonu forsowała program oparty na systemowej dyskryminacji imigrantów, „priorytecie narodowościowym” w instytucjach publicznych i systemie wsparcia społecznego. Na wyniki Le Pen nie wpłynęły otwarte oskarżenia o uzależnienie od Rosji i Putina, które Macron powtórzył w trakcie pierwszej i jedynej debaty przed drugą turą: „Kiedy mówi pani o Rosji, mówi pani tak naprawdę o swoim bankierze!”.

Francuzi ufają Macronowi. Mimo wszystko

Warto jednak zauważyć, że rezultat Macrona okazał się o punkt procentowy lepszy, niż wskazywały przychylne mu sondaże po wygranej przez niego, w powszechnym odczuciu, debacie. Również frekwencja, choć niska na tle poprzednich wyborów prezydenckich, okazała się wyższa od przewidywanej. Zaraz po pierwszej turze ogromna część głosujących na Jean-Luca Mélenchona zapowiadała, że nie będzie wybierać „między dżumą a cholerą” i odda głos nieważny albo zostanie w domu – tak deklarowało początkowo aż 45 proc. lewicowych wyborców, po debacie 41 proc. Kiedy jednak przyszło do faktycznego głosowania, zmobilizowało się po stronie Macrona nieco więcej. Trzeba też podkreślić, że utrzymanie wyraźnie większego poparcia po tak trudnej kadencji, naznaczonej dwoma latami covidowych zamknięć, to niewątpliwy sukces Macrona. W 2017 r. jego 66 proc. symbolizowało nadzieję na nowe otwarcie. Ponad 58 proc. poparcia teraz to wyraz sporego zaufania – mimo wszystko.

Jeszcze trzy dni przed wyborami spodziewano się rekordowo niskiej frekwencji. Według sondażu dla magazynu „Nouvel Observateur” absencja wyborcza (tu zwyczajowo mówi się raczej o absencji, nie o frekwencji) miała wynieść aż 41 proc. – co oznacza, że chęć głosowania zadeklarowało mniej niż 60 proc. Francuzek i Francuzów. Jednak w niedzielę do urn poszło ponad 70 proc. wyborców – ministerstwo spraw wewnętrznych oceniło poziom absencji na 28,8 proc. Ten zwrot można wytłumaczyć wprowadzeniem do obiegu nowej koncepcji – prezydentury Macrona w kohabitacji z lewicową koalicją parlamentarną i rządem Jean-Luca Mélenchona. Dla wielu przeciwników zarówno Macrona, jak i Le Pen, dla których trudna do przełknięcia była myśl o wybieraniu między nacjonalistką a „prezydentem bogaczy”, takie rozwiązanie to światełko w tunelu.

Francja. Teraz wybory parlamentarne

W 2017 r. Francuzi dali szansę nie tylko młodemu prezydentowi, ale także utworzonej przez niego partii La République En Marche. LREM, jak wiele nowych formacji, napotkała po drodze wiele przygód. W tej chwili większość parlamentarna składa się z trzech centrowych ugrupowań: LREM, MoDem (Umiarkowani Demokraci) oraz rozłamowców z LREM – Agir ensemble (Działać Razem). Biorąc pod uwagę fragmentację elektoratów w pierwszej turze i radykalizację nastrojów, utrzymanie centrowej większości nie wydaje się prawdopodobne. Kilka dni przed drugą turą Mélenchon, którego otarcie się o drugą rundę daje powód sądzić, że został „spadkobiercą” głosów partii lewicowych, zapowiedział ubieganie się o stanowisko premiera.

Ponieważ we Francji obowiązuje większościowa ordynacja wyborcza (członków parlamentu wyłania się w okręgach jednomandatowych w dwóch turach, w tym roku zaplanowanych na 12 i 19 czerwca), nie da się łatwo przewidzieć składu nowego parlamentu. Lewica wciąż ma mocnych ludzi w regionach, a ich wyniki mogą się znacznie poprawić, kiedy okaże się, że chcą współpracować w ramach sensownej formacji, przekonującej programem i energią. Choć oczywiście powodzenie projektu wcale nie jest pewne, to rysującą się na dziś alternatywą jest chaotyczna patchworkowa koalicja wokół Macrona, która za cenę przeforsowania jego głównych postulatów (w tym niepopularnej reformy emerytalnej) będzie chciała dobijać najróżniejszych targów. Tak więc szanse na ziszczenie się apelu Mélenchona nie są zerowe – a Francja pod rządami lewicowego i proeuropejskiego parlamentu oraz liberalnego proeuropejskiego prezydenta może odbić się od dna i spełnić nadzieje pokładane w tym kraju przez innych członków UE.

Warto przy tym zauważyć, że pierwszym unijnym przywódcą, który pogratulował Macronowi zwycięstwa, był kanclerz Niemiec, socjaldemokrata Olaf Scholz, który również realizuje kontrolowane odchodzenie od stricte liberalnej polityki zaciskania pasa w stronę bardziej socjalnego otwarcia. Scholz podkreślił, że wybór Francuzek i Francuzów to „mocny komunikat odnowionej wiary w projekt europejski”.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną