Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

68. dzień wojny. O strukturze wojsk, czyli dlaczego Rosjanom nie idzie

Zniszczony rosyjski czołg. Zdjęcie z 25 kwietnia 2022 r. Zniszczony rosyjski czołg. Zdjęcie z 25 kwietnia 2022 r. Evgen Kotenko / Forum
Na szczęście Ukraina wciąż daje radę powstrzymywać wrogie natarcie w Donbasie, choć Rosja nieustannie ostrzeliwuje jej pozycje i tradycyjnie nie oszczędza miast. Warto wyjaśnić, co szwankuje w rosyjskiej strukturze wojsk.

Oczywiście najciekawszą wiadomością z ostatnich godzin jest to, że podobno lekkie obrażenia odniósł sam szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej gen. armii Walerij Gerasimow. A jego adiutant zginął (nie powinno się tak mówić, ale przemknęła mi przez głowę myśl, że mogło być odwrotnie). Ukraińcy odkryli położenie stanowiska dowodzenia, w którym przebywał Gerasimow, a było to stanowisko dowodzenia 2. Armii Gwardii. Ona operuje na północ od natarcia pod Iziumem, w rejonie od Czuhujewa, stanowiąc osłonę północno-zachodniego skrzydła głównego natarcia (osłania główne linie zaopatrzenia idące z Biełgorodu przez Kupiańsk na południe).

Dla zmylenia przeciwnika właśnie tam skierował się rosyjski „żołnierz numer jeden”, tam też przypuszczalnie przeprowadzono odprawę z dowództwem 1. Armii Pancernej Gwardii. Stanowisko dowodzenia tej ostatniej byłoby bowiem nazbyt oczywiste. Tyle tylko że Rosjanie znów zapomnieli, że są na terenach okupowanych, gdzie co drugi człowiek informuje ukraiński sztab o swoich spostrzeżeniach, a żeby te informacje przekazać, nie potrzebuje w XXI w. gołębia pocztowego. Jak znam życie, to i korespondencja radiowa z owego miejsca uległa wzmożeniu, kiedy zbierano meldunki od wszystkich podległych jednostek.

Tak czy owak, niezawodne ukraińskie rozpoznanie wskazało miejsce, a ukraińska artyleria stanęła na wysokości zadania. Mówi się o 20 wyższych oficerach, którzy stali się „gruz 200”, czyli poszli do piekła, oraz o kilkudziesięciu rannych. Wśród zabitych był gen. mjr Andriej Simonow, o którym już nie mówi się „zastępca”, ale „szef” Wojsk Walki Radioelektronicznej. Wygląda na to, że moje wczorajsze podejrzenia, że gen. por. Lastoczkin został z tego stanowiska niedawno zwolniony, mają dziś potwierdzenie w źródłach ukraińskich.

Nie sposób też nie wspomnieć o tym, że wreszcie z Mariupola Międzynarodowemu Czerwonemu Krzyżowi udało się ewakuować blisko sto kobiet i dzieci spośród ok. tysiąca cywili przebywających w podziemiach zakładów Azowstal. Najeźdźcy wreszcie być może zrozumieli, że coraz szersze dokumentowanie ich zbrodni wojennych powoduje, że do Ukrainy płynie coraz więcej broni, a Rosja jest coraz bardziej outsiderem na arenie międzynarodowej. Żal mi tylko obrońców z Pułku Specjalnego „Azow”, których los wydaje się przesądzony. Ale niech przynajmniej cywile zostaną stamtąd bezpiecznie wywiezieni.

.Karolina Żelazińska/Polityka.

Chciałbym też zasygnalizować, że od kilkunastu już dni trwają ataki na ukraińską sieć kolejową, która stanowi główny środek dostarczania masy nowego sprzętu i uzbrojenia od Zachodu. Rosja stara się bezskutecznie zatrzymać ten napływ. O kolei i jej roli na wojnie napiszę w jednym z kolejnych odcinków.

Na koniec jeszcze niestety makabryczna informacja. 15 marca zginął pod Iziumem płk Nikołaj Owczarenko, zastępca szefa wojsk inżynieryjno-saperskich Zachodniego Okręgu Wojskowego. Zginął przy budowie pierwszego mostu pontonowego przez Doniec trafiony niemal bezpośrednio pociskiem artyleryjskim. Pozbierać jego szczątki było trudno, ale odwieziono je do Rosji i uroczyście pochowano. Niedawno jednak pod Iziumem odnaleziono jeszcze nogę. Pochowano ją na miejscu, w typowej żołnierskiej mogile, ale imiennej. Jest to zatem rzadki przypadek, kiedy człowiek ma dwa groby, a właściwie grób główny w Rosji i filię w Ukrainie.

Czytaj też: Ogromny pakiet pomocy USA dla Ukrainy. Tu chodzi o zwycięstwo

Jak zorganizowane jest wojsko?

Od kiedy zlikwidowano zasadniczą służbę wojskową, większości ludzi określenia „kompania”, „batalion”, „pułk”, „brygada” czy „dywizja” są zupełnie obce. Dlatego warto by, tak na szybko, wyjaśnić, o co chodzi. Może będzie łatwiej zrozumieć skalę działań prowadzonych w różnych częściach Ukrainy.

Zacznijmy od dołu – od drużyny. To najmniejsza jednostka organizacyjna w wojsku. To 9–11 żołnierzy, taka drużyna jest nierozerwalnym ogniwem walczącym razem, a składa się z sekcji piechoty (3–4 osoby), sekcji jej wsparcia (3–4 osoby), załogi wozu bojowego (2–3 osoby) i dowódcy drużyny. Piechur ma karabinek automatyczny, z którego może strzelać pojedynczo lub krótkimi seriami, starannie celując do wrogich żołnierzy. W sekcji wsparcia jest ręczny karabin maszynowy (rkm) strzelający długimi seriami, dając piechurom osłonę, kiedy biegną do kolejnego miejsca, gdzie mogą się na chwilę schować. Długa seria z rkm kładąca się na wrogich stanowiskach zniechęca wroga do wychylania się z ukrycia i strzelania do naszych piechurów, którzy biegną przez otwartą przestrzeń. A jak trafią na silniejszy punkt oporu? Czy wrogi karabin maszynowy strzelający z ukrytego stanowiska? Na to mamy w sekcji wsparcia lekki granatnik, pozwalający wystrzelić mały pocisk z ładunkiem wybuchowym, który takie stanowisko likwiduje. Drużyna porusza się bojowym wozem piechoty, który z wyglądu przypomina czołg, ale ma przedział „pasażerski” dla 7–9 żołnierzy, nie licząc samej załogi (kierowca, celowniczy działka i rkm, dowódca pojazdu będący też ładowniczym). Wóz taki jest uzbrojony w szybkostrzelne działko małego kalibru (25–30 mm), karabin maszynowy i wyrzutnie kierowanych rakiet przeciwpancernych. Dzięki niemu drużyna piechoty może walczyć także z czołgami.

Trzy drużyny tworzą pluton. Dowódca plutonu jest zwykle podporucznikiem i kieruje działaniami drużyn na wąskim odcinku, wszyscy się wzajemnie widzą i wspierają. Drużyny wzajemnie osłaniają się ogniem, pilnują różnych kierunków – przód i oba boki. W plutonie piechoty jest ok. 30 żołnierzy.

Trzy takie plutony tworzą kompanię, która może działać samodzielnie przez krótki czas, choć tylko w określonych warunkach. Kompania poza trzema plutonami piechoty ma pluton wsparcia (nazywany czasem plutonem dowodzenia), w którym ma sekcję lekkich moździerzy i granatników, dodatkową sekcję przeciwpancerną, element łączności na pojeździe dowodzenia oraz sekcję sanitarną. Dowódca plutonu dowodzi głównie komendami głosowymi, idąc ze swoimi żołnierzami (w obronie biega w okopie od drużyny do drużyny, znajdując czas na obserwacje przedpola przez lornetkę lub noktowizor). Dowódca kompanii zaś z reguły zajmuje punkt obserwacyjny i z niego dowodzi. Z dowódcami plutonów komunikuje się przez radio, choć czasem także głosowo, jeśli to możliwe.

Kompania zwykle nie oddala się zbytnio od pozostałych kompanii batalionu. Dowódca batalionu, atakując wieś, może wysłać jedną lub dwie swoje kompanie, by ją obeszły i zaatakowały z boku – wówczas kompanie rozdzielają się na odległość nie większą niż 5 km (na tym polegają owe samodzielne ich działania). Chyba że batalion osłania skrzydło głównego natarcia, może wtedy rozstawić swoje kompanie np. na skrzyżowaniach dróg na pozycjach blokujących, nawet co 15 km.

A więc płynnie doszliśmy do szczebla batalionu – to trzy kompanie i kompania wsparcia. Dziś batalion to najmniejszy pododdział, który po wzmocnieniu staje się oddziałem. Czyli formacją działającą samodzielnie jako częściowo samowystarczalna grupa bojowa.

Jak to może wyglądać? Weźmy taki przykład: brygada z trzema batalionami naciera np. na Warszawę od strony Żyrardowa. Jedna batalionowa grupa bojowa posuwa się drogą na Jaktorów, Grodzisk Mazowiecki, Milanówek, Brwinów. A druga idzie wzdłuż autostrady A2 – przez Wiskitki, Baranów, Adamów. Trzeci batalion idzie z tyłu jako drugi rzut, najlepiej wzdłuż A2. Oba bataliony wysyłają kompanie na boki, na 1–2 km od osi własnego natarcia, ale wzajemnie się nie widzą, oddziela ich czterotorowa linia kolejowa i pas zabudowy. Przydzielona im artyleria może udzielić sobie wzajemnego wsparcia, ale cała piechota działa oddzielnie, całkiem niezależnie, oddzielona pasem zabudowy, który na nic się przeciwnikowi nie przyda, bo nie ma możliwości dowiezienia tu zaopatrzenia bez dostępu do drogi.

Czytaj też: Żelazem i mięsem. Chaos i okrucieństwo rosyjskiej armii

Jak to robią w NATO

W czasie II wojny światowej taką podstawową samodzielnie działającą jednostkę tworzono na bazie pułku. Pułkowa grupa bojowa miała trzy poruszające się pieszo bataliony, które rozchodziły się po okolicy, starając się nie tracić ze sobą kontaktu (choć potrafiły odrywać się od pułku na odległość do 5 km, by w jego ramach wykonać jakieś na wpół samodzielne działanie wspierające).

Przez kolejne lata i w zmieniających się uwarunkowaniach wszystko zeszło szczebel niżej. Dzisiejsza kompania, w której żołnierze mają strzelające seriami karabinki, nasycona masą granatników, kierowanych rakiet przeciwpancernych i mająca bojowe wozy piechoty z własnym uzbrojeniem, ma siłę dawnego batalionu. Dlatego powierza się jej dziś takie zadania, jakie kiedyś wykonywał właśnie batalion, tym samym zmniejszając nasycenie pola walki żołnierzami, co bardzo ogranicza ich straty.

Podstawą organizacji jest dziś nie pułk, lecz częściowo samodzielny batalion mający odpowiednie wzmocnienie. Dopiero trzy lub cztery takie bataliony łączy się w brygadę lub pułk. Jaka jest różnica? Brygada jest samodzielnym związkiem taktycznym, może prowadzić długotrwałe działania w danym pasie, nie potrzebując wsparcia z zewnątrz, choć często jest ono jej przydzielane. Pułk jest oddziałem o ograniczonej samodzielności, działa w składzie dywizji, która ma trzy–cztery pułki manewrowe, pułk artylerii, pułk przeciwlotniczy, batalion rozpoznawczy, batalion saperów, batalion łączności i całą rozbudowaną logistykę. Brygada zaś, choć najczęściej też wchodzi w skład dywizji, poza trzema–czterema batalionami manewrowymi (piechoty zmechanizowanej, czołgów, powietrzno-desantowy), ma wiele dodatkowych, usamodzielniających ją elementów: kompanię saperów, kompanię medyczną, kompanię rozpoznawczą, jeden czy dwa dywizjony artylerii, dywizjon przeciwlotniczy, a nade wszystko – batalion logistyczny.

Właśnie tak zorganizowane są wszystkie armie NATO: w samodzielne brygady, wystawiające na wpół samodzielne batalionowe grupy bojowe. Brygady łączy się w dywizje, których dowództwa koordynują ich działania.

Bryc: Zagadka niemocy rosyjskiej armii? Korupcja

Ale oczywiście Rosja jest inna

Bo tu mamy i brygady, i tradycyjne dywizje, pełny miszmasz. Te ostatnie stają się dość ociężałe, bowiem dowódcy mają tendencję, by zgodnie z doktryną działały one pułkowymi, a nie batalionowymi grupami bojowymi. A wpakowanie dziś pułku w osi jednej drogi kończy się tym, że nikt nie jest w stanie dowieźć mu zaopatrzenia. Kiedy ustawimy na jednej szosie kolumnę pułku mającą 300 pojazdów (po 60 w czterech batalionach i ok. 60 w pododdziałach wsparcia), z odstępami 30–50 m między nimi, jej czoło jest tak jakby w Pruszkowie, a ogon mamy za Grodziskiem Mazowieckim. Jak tym manewrować? Jak odwrócić front w bok, by np. pułk skierować w kierunku Nadarzyna? Wypadałoby na czoło skierować kompanię rozpoznawczą. Ale ta jest w Pruszkowie. Jak ma stamtąd wrócić, gdy pod Milanówkiem czołowy batalion czołgów pobiera paliwo z cystern, które tu właśnie przyjechały i blokują przeciwległy pas ruchu?

Posiadanie tradycyjnych dywizji złożonych z pułków to przeżytek, który się na Rosjanach mocno mści. Ich wojska są jak wieloryb wyrzucony na plażę – ciężkie, nieruchliwe i w dodatku niesterowalne, bo łączność nie jest mocną stroną orkowskiego wojska.

O dalszych konsekwencjach błędnej rosyjskiej struktury i organizacji – jutro, bo to temat rzeka.

Thomas Piketty: To jest wojna imperialna z poprzedniej epoki

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Nowe szaty tyrana. Dlaczego Putin zaatakował i co go dziś przeraża?

Sergei Guriev, profesor ekonomii, były doradca prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i były główny ekonomista EBOiR, o tym, co może czekać Putina i Rosję pod jego dyktatorskimi rządami.

Jacek Żakowski
16.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną