Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

72. dzień wojny. Rosjanie utknęli. Czy zdesperowany Putin użyje broni jądrowej?

Prorosyjskie siły w Ługańsku, 6 maja 2022 r. Prorosyjskie siły w Ługańsku, 6 maja 2022 r. Stanislav Krasilnikov/TASS / Forum
Już nawet Aleksandr Łukaszenka przyznaje, że rosyjska operacja specjalna nie idzie zgodnie z planem. Baćka, który już szykuje transporty pomocy humanitarnej dla Polski z solą i kaszą gryczaną, przyznał, że Rosjanie utknęli. Mnie natomiast martwi, jak bardzo zdesperowany może być Władimir Putin, kiedy zostanie już totalnie w Ukrainie skompromitowany.

Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka, który opowiada swojemu społeczeństwu, jak to wygłodniali Polacy przyjeżdżają na granicę prosić o sól i kaszę gryczaną, nagle w wywiadzie dla Associated Press zdobył się na bardzo niemiłą Putinowi wypowiedź. Stwierdził mianowicie, że nie jest co prawda zorientowany, ale „specjalna operacja” w Ukrainie zatjanułas, czyli coś pomiędzy „przeciąga się” a „utknęła”. Takie rzeczy dla zgniłego Zachodu!

Ale co prawda, to prawda. Chociaż soli to ci u nas na razie dostatek, to jednak Rosjanie w Ukrainie ugrzęźli sromotnie. Nie ustaje co prawda wściekły ostrzał ukraińskich pozycji, co świadczy o tym, że musieli usprawnić logistykę (skąd by inaczej wzięli taką liczbę naboi do dział?). Dostawy wyglądają na dość regularne, amunicja jest dostarczana koleją do stacji w Kupiańsku, stamtąd przeładowywana na ciężarówki i wożona pod Izium lub pod Zariczne nieco dalej na zachód. W obliczu wzrastania potencjału artyleryjskiego wojsk ukraińskich bardzo jestem ciekaw, na jak długo Rosjanom to starczy.

Zbrodniarze z Buczy obrywają w lesie

Ich kolejne natarcia nie mogą się jakoś przebić. Na południe od Iziuma rzucili siły ponad 20 batalionowych grup bojowych, jak obliczyli zachodni specjaliści, wypełniając normy 2-3-kilometrowego pasa natarcia dla batalionu, ale wobec ataków ponawianych na te same, umocnione pozycje ponoszą dość poważne straty. Do tego stopnia, że według doniesień Sztabu Generalnego SZ Ukrainy Rosjanie wycofali do Rosji 106. Tulską Dywizję Powietrzno-Desantową Gwardii (podobno zredukowaną ze stanu dziewięciu batalionów bojowych do ekwiwalentu dwóch) i na wpół rozbitą 4. Kantemirowską Dywizję Pancerną Gwardii. Oczywiście straty ponoszą obie strony, nie należy mieć co do tego złudzeń, ale atakujący są zawsze w trudniejszej sytuacji od okopanych obrońców. Szczególnie jeśli atakującym zabrakło zdecydowania i woli walki…

Czytaj także: Ostatni akord walki o Mariupol. Kto chce zaszkodzić Putinowi?

Pojawiają się też doniesienia, że Ukraińcy rozpoczęli jakiś kontratak na zachód od miasteczka Izium. Podobno nawet przekroczyli tam Doniec i walczą w dość sporym lesie w łuku tej rzeki, w trójkącie Izium–Zawody–Protopopiwka. Jest taka aplikacja udostępniana przez NASA, na której można na całym świecie podejrzeć miejsca pożarów. I właśnie na tejże aplikacji od dwóch dni na zachód od Iziuma pojawiają się wykryte przez satelity pożary, wczoraj trochę więcej, dzisiaj ciut mniej. I jedno z dwóch: albo jest to ostrzał ukraińskiej artylerii, albo rzeczywiście ich kontratak. Tak czy siak, dobrze tak stacjonującym tu orkom, w tym także niesławnej 64. Rzeźnicko-Buczańskiej Brygadzie Zmechanizowanej Gwardii, którą ukraińskie wojska z przyjemnością zlikwidują całkowicie, jak tylko będzie ku temu stosowna okazja. Las ten trzymają m.in. zbrodniarze z Buczy i zapewne teraz nieźle obrywają.

Wykryte pożary pojawiają się też po obu stronach miejscowości Liman, w Rubiżnem i w Popasnej, a także po obu stronach Siewierodoniecka, przy czym więcej po stronie zajmowanej przez rosyjskie wojska, co wygląda na coraz silniejszy ostrzał ukraińskiej artylerii. Pali się też dość mocno w okolicach na południowy zachód Chersonia, ale znów głównie po stronie rosyjskiej. Dla porównania popatrzyłem na Polskę, ale tutaj NASA nie zarejestrowała żadnego dużego pożaru. Za to wzdłuż rejonu walk ukraińsko-rosyjskich w Donbasie – całkiem sporo.

Pod Charkowem ukraińskie wojska coraz bardziej upokarzają nieszczęsną 6. Armię, która obrywa cios za ciosem. Ukraińska 92. Brygada Zmechanizowana wbija się klinem wzdłuż zachodniego brzegu Dońca i doszła już do miejscowości Stary Sałtiw, na północny wschód od Charkowa. W większości wojska rosyjskie zostały tu odepchnięte od centrum Charkowa na ok. 40 km, przez co zdolność do jego ostrzeliwania przez Rosjan została mocno ograniczona.

Czytaj też: To są ci najlepsi rosyjscy dowódcy?

Moskwa nie wierzy łzom

Tymczasem z Moskwy płyną pohukiwania i groźby, pokazywanie jądrowej szabelki. Jakby rosyjscy przywódcy nie dostrzegli faktu, że skala cierpień, jakie zadali narodowi ukraińskiemu, morze łez wylanych przez rodziny zabitych, wywołały nieprawdopodobną falę współczucia w całym cywilizowanym świecie. Dlatego świat, a szczególnie Sojusz Północnoatlantycki, który graniczy przez państwa bałtyckie i Polskę z Rosją bezpośrednio, tudzież z Białorusią, która choć współczuje Polakom z powodu braku soli i kaszy gryczanej, to jednak wcale przyjazna nam nie jest, z całych sił wspiera Ukrainę. Bowiem tylko tak można powstrzymać rosyjską agresję, tylko tak można doprowadzić do sytuacji, w której w Rosji wydarzy się coś takiego, co da światu nadzieję na zmianę sytuacji.

Długo nie dostrzegano rosyjskiego imperializmu, zmylił nas wszystkich rozpad Związku Radzieckiego. Okazało się jednak, że to nie sam komunizm uczynił z Rosjan agresora. Rosja zawsze tworzyła imperium, z którym liczył się świat. Jak płytko się zarysował komunizm w umysłach ludzi radzieckich, przekonał się pewien Gruzin – Josif Wisarionowicz, używający pseudonimu „Koba” i bardziej znanego: „Stalin”. Kiedy Niemcy zaatakowali ZSRR w czerwcu 1941 r., niezwyciężona Robotniczo-Chłopska Armia Czerwona dała drapaka, porzucając broń, a nawet czołgi, których Sowieci mieli wówczas osiem razy tyle, co Niemcy. Znacznie bardziej odporna na niemiecki ogień od nowoczesnego czołgu T-34 okazała się rozpadająca się ciężarówka ZIS-5 z drewnianą kabiną (ZiS-Piat’, wniz jechat’, w goru tołkat’ – ZiS-Piat’, z góry jechać, pod górę pchać). Czołgów tych stracono aż 90 proc., a ciężarówek jedynie 30 proc. Czego wyjaśnienie okazało się banalnie proste: czołgiem tak dobrze się nie nawiewało jak ciężarówką, Niemcy mogli dogonić…

Kiedy więc ludzie radzieccy nie mieli zamiaru umierać za władzę radziecką, Stalin odwołał się do rosyjskiego patriotyzmu. I to właśnie zadziałało, dla matuszki Rosiji ludzie byli gotowi na największe poświęcenia. Co ciekawe – tak Rosjanie, jak i Białorusini, tudzież wówczas Ukraińcy, spośród których najbardziej znany był chyba marszałek ZSRR Siemion Timoszenko. Ukraińcem był też czołowy lotniczy as sowiecki Iwan Kożedub, pochodzący spod Czernihowa późniejszy marszałek lotnictwa. Wszyscy oni – wyróżniani przywróconymi w 1942 r. carskimi odznaczeniami Suworowa i Kutuzow – byli gotowi na bohaterskie czyny w imię imperium.

Stalin nie zapomniał upokorzenia z 1941 r. Stalin zawiódł się na swojej Armii Czerwonej. W wyniku II wojny światowej imperium zyskało niewiele, trochę państw Europy wschodniej i ledwie ćwierć Niemiec. A przecież miało być tak pięknie, cała Europa miała być Stalina! Dla Stalina żadnego zwycięstwa nie było, dlatego nie prowadził osobiście defilady zwycięstwa w 1945 r. w Moskwie ani nawet nie miał zamiaru jej przyjmować. Cisza nad tym grobem… Defiladę kazał poprowadzić marszałkowi Rokossowskiemu, a odbierać – marszałkowi Żukowowi. Po czym obu wywalił na zesłanie z Moskwy, Rokossowskiego do Polski, a Żukowa nawet dalej, do Berlina, do okupowanych Niemiec. A Armię Czerwoną w 1946 r. przemianował na Armię Radziecką. Nie miała prawa nosić dumnej nazwy Robotniczo-Chłopska Armia Czerwona, okazała się jej niegodna.

Czytaj także: 9 maja, dzień imperialnej iluzji Rosji. Co Putin ogłosi w tym roku?

Wybuch atomowy – co to znaczy

Wygląda na to, że historia lubi się powtarzać. Zamiast całej Ukrainy Rosja ma ochłapy – jakieś tam fragmenty Donbasu, może jeszcze część obwodu chersońskiego, by móc ustanowić niepewne lądowe połączenie z Krymem. Tylko gdzie postawić Mur Berliński? W Chersoniu? Bo to, że Ukraińcy będą pruli na zachód, to więcej niż pewne, podobnie jak enerdowcy wyfruwali do Berlina Zachodniego, do wolności i demokracji.

Taki blamaż, takie upokorzenie! Jak tu się pokazać jako silny przywódca, człowiek z żelaza, ze stali jak sam „stalowy” Stalin. Po pyrrusowym zwycięstwie w II wojnie światowej zapomniano o człowieku ze stali, Stalinie. Zaczęto przezywać go Żopalin, czyli Dupalin. Dupa, nie przywódca. Ciekawe, co wymyślą na Putina?

Wściekłość rosyjskiego wodza może być irracjonalna, niepohamowana. Najgorzej, gdy każe złamać opór Ukrainy taktycznymi uderzeniami jądrowymi. A broń jądrowa jest straszna, jej działanie niewyobrażalne. Nawet jeśli to będzie tylko uderzenie na wojska ładunkiem taktycznym – takim z 10 kT – na rakiecie Iskander wycelowanej w podejścia do Słowiańska. Tę wyrażoną w kilotonach moc można porównać do fali uderzeniowej, jaką wywołuje 10 tys. ton trotylu. Widzieliście kiedyś 10 tys. ton trotylu? To 250 wagonów kolejowych, dziesięć pociągów! W granacie ręcznym trotylu jest ze 20 deko, a jak potrafi huknąć! W pocisku artyleryjskim mamy mniej więcej 10 kg – potrafi rozerwać dom jednorodzinny na strzępy, a w bloku wybić wielką dziurę. W takim ładunku taktycznym są ilości zdolne do rozwalenia wszystkiego w drobny mak w promieniu ponad kilometra.

Ale to nie wszystko. Wybuch atomowy, nazywany też jądrowym, wywołuje potężną falę ciepła. W samym epicentrum może to być nawet 1 mln st. C. Stal topi się w temperaturze ok. 1,7 tys. st. C. A przy ilu wrze, paruje? Ok. 3,4 tys. st. C. Wybuchem jądrowym możemy odparować stalowy most, nie mówiąc już o czołgach. Przy wybuchu 10 kT w promieniu jakiś 3 km wywołuje się masę pożarów. Bliżej epicentrum gasi je fala uderzeniowa, ale dalej przez kolejne kilkaset metrów jest morze ognia. Jak to powiedział kiedyś pewien wykładowca z Akademii w Rembertowie – pali się wszystko, a szczególnie mienie wojskowe.

Poza tym – promieniowanie, ów niewidzialny zabójca. Promieniowanie zabija jeszcze dalej niż fala uderzeniowa i pożary, przy 10 kT nawet 4 km od centrum wybuchu. A i dalej może porazić, człowiek może ciężko to przechorować. W dodatku mamy jeszcze opad promieniotwórczy. Wybuch wyrzuca w powietrze nieprawdopodobne ilości ziemi, piasku, pyłu. Tworzą one charakterystyczny grzyb, do którego gorące powietrze pędzi z rykiem silnika odrzutowego. Potem z tego grzyba tworzy się chmura, przemieszcza się z wiatrem i sypie radioaktywnym pyłem, przez kilkadziesiąt kilometrów płynąc z wiatrem. Na kogo padnie, tego bęc – ciężka, bolesna choroba popromienna.

Jest jeszcze impuls elektromagnetyczny, kilkadziesiąt kilometrów wokół wybuchu wyłączymy światło i spalimy samochodowe rozruszniki, cała elektronika będzie bezużyteczna. Broń jądrowa to najstraszniejsze, co wymyślił człowiek.

Czy to realny scenariusz? W styczniu, gdyby ktoś mi powiedział, że istnieje jakieś prawdopodobieństwo użycia broni jądrowej, to bym go wyśmiał. Ale dziś mi nie do śmiechu. To oczywiście wciąż mało prawdopodobne, ale niestety – niewykluczone. Oczywiście Putin nie jest aż tak zdesperowany, by zaatakować NATO. To byłoby dla niego samobójstwo. Ale może w desperacji użyć broni jądrowej w Ukrainie. To całkiem wykluczone nie jest. O możliwej reakcji NATO – jutro.

Czytaj także: Broń nie do obrony: zakazana, ale nadal używana. Przez Rosję też

Polska pancernym płotem chroniona

Nie ma co się jednak bać. Jak napisał Tomasz Sakiewicz na swoim koncie na Twitterze, „decyzja o powstaniu zapory na granicy polsko-białoruskiej zapobiegła temu, że dzisiaj rosyjskie armie nie atakują #NATO”. Od razu odetchnąłem z ulgą. Wyobraźcie tylko sobie, podjeżdżają rosyjskie kolumny pancerne pod granicę, a tu zapora. Rebiata, wycofujemy się! To przeszkoda nie do przebycia! Nie rozwali tego nawet rozpędzony czołg, jego półmetrowy pancerz czołowy rozpadnie się jak kryształ na drobne kawałki. Takiej zapory nie ruszy pocisk z armaty czołgowej o energii rozpędzonej lokomotywy elektrycznej ani pocisk z haubicy 155 mm, jego 10 kg materiału wybuchowego, które wyrwałoby dom jednorodzinny z korzeniami. Naszej zapory nawet nie zarysuje. Nie pomoże nawet haubica S27 Pion kalibru 203 mm. Jej przeciwbetonowy pocisk 3BG11 o masie 110 kg nie ma najmniejszych szans. Ani rakieta kierowana Ch-29 odpalona z samolotu, która przebija 3 m betonu pod 10-metrową warstwą ziemi.

Nie bójmy się zatem. Jesteśmy za tym murem bezpieczni nawet bez NATO. Nawet rosyjscy spadochroniarze z Wojsk Powietrzno-Desantowych odmówią desantu w zakazanej zonie pod Czeremchą, no bo jak tu walczyć za płotem?

Czytaj też: Naddniestrze. Czy rosyjscy generałowie chwycą się brzytwy?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Nowe szaty tyrana. Dlaczego Putin zaatakował i co go dziś przeraża?

Sergei Guriev, profesor ekonomii, były doradca prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i były główny ekonomista EBOiR, o tym, co może czekać Putina i Rosję pod jego dyktatorskimi rządami.

Jacek Żakowski
16.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną