Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Ani coca-coli, ani Toma Cruise’a. Rosjanie są skazani na podróbki

Nowe rosyjskie napoje gazowane Nowe rosyjskie napoje gazowane Sergei Savostyanov / TASS / Forum
Reanimacja reliktów ZSRR, wszechobecne podróbki, kradzież zachodnich maszyn i przymykanie oczu na łamanie praw autorskich świadczą o tym, że Kreml chce za wszelką cenę podtrzymać iluzję stabilności.

Otwarcie pierwszego w ZSRR McDonalda było wydarzeniem epokowym. 31 stycznia 1990 r. na placu Puszkina aż do ulicy Twerskiej (wcześniej Gorkiego) ciągnęła się kolejka na ponad 5 tys. osób. Przecinano czerwoną wstęgę, a telewizja prowadziła transmisję na żywo. Rosjanie przeczuwali, że nadciąga wolność, liczyli na nowe, lepsze życie. To był ich namacalny związek z Zachodem, który skończył się 32 lata później: 16 maja McDonald sprzedał 850 swoich restauracji w Rosji syberyjskiemu biznesmenowi Alexandrowi Goworowi, współwłaścicielowi firmy naftowej NefteKhimServis. Zostaną otwarte przed wakacjami, ale pod nową nazwą – donosi RIA Nowosti. Pozostaje 120 franczyz, które nie planują się zamykać. Ale bez półproduktów i po wyczerpaniu zapasów i one znikną z rynku.

Czytaj też: To miała być szybka wojna. Jak długo Rosja wytrzyma?

Cool-cola i Moskwicz

Znika także oryginalna coca-cola. Choć w sklepach nadal można ją znaleźć, jej cena wzrosła co najmniej dwukrotnie i z czasem podzieli los kultowego fast foodu. Zamiast coli, fanty czy sprite’a producenci już dziś proponują rodzime substytuty. Lukę na rynku jako pierwszy zaczął wypełniać moskiewski kombinat napojów bezalkoholowych Oczakowo słynący raczej z klasyków, takich jak kwas chlebowy czy niskoalkoholowy napój miodowy medowucha. Teraz produkuje także „Cool Colę” o „kultowym smaku coli” – tak reklamuje się w sieci. Fantę ma zastąpić Fancy o smaku pomarańczowym, a sprite’a limonkowy Street.

Naśladowców jest zresztą więcej. Slavda Group, dalekowschodni producent napojów, wprowadził na rynek Grink Colę, Syktyvkarpivo – Komi Colę. Oba zamienniki Rosjanie przyjęli bez entuzjazmu, mimo że RIA Nowosti podała, że „popyt na lokalny napój gazowany rośnie z każdym dniem”. Galina Szarikowa, główna technolog firmy, przyznaje, że w odróżnieniu od oryginału napój jest „mało gazowany i nie za słodki”.

Symbolem przynależności do zachodniej cywilizacji są i były dla Rosjan także zagraniczne auta. Po wycofaniu się Francuzów z rynku aktywa Renault zostały znacjonalizowane przez państwo, o czym 16 maja informował Minpromtorg (resort przemysłu i handlu). Fabryki w Moskwie przejęły więc władze miasta, a jego mer Siergiej Sobianin zapowiedział powrót Moskwicza.

Jak ożywić radzieckiego trupa

Rosjanie prowadzą teraz negocjacje z chińskimi firmami – doniosły niedawno dzienniki „Wiedomosti” oraz „Izwiestia”. Poszukiwania mają szeroki charakter, w rozmowach uczestniczą m.in. koncerny JAC Motors, FAW i BYD. „Jeśli do porozumienia z Chinami nie dojdzie, rosyjski KamAZ sam przejmie produkcję. Ale na efekt przyjdzie czekać znacznie dłużej, bo producent nie ma własnych certyfikowanych modeli w segmencie pasażerskim” – ostrzega jeden z rozmówców „Izwiestii”.

Trudno jednak oszacować popyt na słynnego Moskwicza, a eksperci są sceptyczni – nie tylko wobec współpracy z Chińczykami, lecz generalnie pomysłu „ożywiania trupa”. Jak przypominają, zakłady Moskwicz zakończyły produkcję w 2010 r., bo auta nie cieszyły się wielką popularnością. Co innego Wołga. W ocenie specjalistów to w tę markę państwo powinno zainwestować, bo byłoby to tańsze, nadal działa zakład GAZ, jest linia produkcyjna, są inżynierowie, biuro konstrukcyjne. Wadzi tylko Oleg Deripaska. Już w 2019 r. wielu zagranicznych partnerów zrezygnowało ze współpracy z Rosją w obawie przed wciągnięciem ich na listy sankcyjne USA.

Urzędnicy mają nadzieję, że produkcja Moskwicza rozpocznie się w stołecznej fabryce Awtowaz, gdzie do niedawna 67 proc. udziałów miała Grupa Renault. Przedtem należałoby się jednak przestawić na rodzimą myśl inżynieryjną i krajowych dostawców części. Zachodni producenci dostarczali nowoczesne i standardowe systemy ABS, poduszki powietrzne, napinacze pasów itd. Tymczasem modele, które opuszczą rosyjskie montownie, będą pozbawione części spełniających aktualne normy europejskie. Jakie są alternatywy? Rynek wtórny, znacznie droższy import przez Gruzję, Turcję i Armenię oraz marki azjatyckie, które w międzyczasie znacznie podrożały.

Czytaj też: Zachodnie marki uciekają z Rosji. Szlachetny gest czy konieczność?

Samoloty do demontażu

Na rosyjskim rynku motoryzacyjnym dominują używane auta. Jest ich ok. 44 mln, mają średnio 14 lat. Problemem będzie teraz dostęp do części zamiennych, zwłaszcza do ukochanych przez Rosjan modeli: BMW, Mercedesa, Audi i VW. Nie wspominając już o markach klasy premium, jak Bentley, Rolls-Royce, sportowe Lamborghini, Porsche, Ferrari itd. Udział importowanych części szacowany był na połowę rynku. Przy czym oryginalne części z Europy to ok. 40 proc. (Bosch, SWAG, Grupa Volkswagena), skopiowane zamienniki w 55 proc. pochodzą zaś z Chin, reszta sprowadzana jest z Turcji, Indii i Tajwanu. Brakuje zwłaszcza oryginalnych złożonych komponentów elektronicznych: systemów ABS, układu rozrządu, drążków kierowniczych, układów hamulcowych, mikroprocesorów, skrzyń biegów itp.

Jeszcze trudniejsza jest sytuacja na rynku lotniczym. Sankcje, które odcięły rosyjskie linie od zagranicznych części, spowodują, że Aeroflot już latem będzie musiał demontować własne maszyny. Przed wybuchem wojny miał jedną z najmłodszych flot na świecie – notował 23 maja rosyjski portal RBC. Tymczasem po agresji na Ukrainę Boeing i Airbus wstrzymały serwis rosyjskich samolotów. Obie firmy zażądały zwrotu wydzierżawionych maszyn. Rosja odmówiła i najpewniej wkrótce będzie ich używać bezprawnie.

Ratunkiem ma być doposażenie rosyjskich linii modelem Superjet 100, ale nie uzyskał on jeszcze certyfikacji. Poza tym koncern Suchoj, gdzie prototyp powstał, korzysta z silnika stworzonego we współpracy z francuską firmą Safran. Teraz nawet nie wiadomo, czy maszyna trafi na rynek.

Czytaj też: Rosja bankrutem? Nie tak szybko

Kopia Toma Cruise′a

Rosjanie nie zobaczą też kultowej historii pilota myśliwca „Top Gun: Maverick” z Tomem Cruise′em w roli głównej. Na ten film widzowie czekają od dwóch lat. I obejrzą go, jeśli kina w Rosji zdecydują się wyświetlić pirackie kopie. Od początku wojny z Ukrainą nie ma w kraju premier hollywoodzkich, a przedtem stanowiły 70 proc. wpływów z kas – przyznał niedawno przedstawiciel Mirage Cinema.

Pierwszy dystrybucję w Rosji wstrzymał Pixar, później Sony, Warner Bros., Paramount i Universal. Nie było tu oficjalnych premier takich hitów jak „Morbius”, „Batman” czy nowy „Doktor Strange”. Kopie pokazywane są nielegalnie w Moskwie, Jekaterynburgu, Iwanowie, Czycie. Obawiając się ewentualnych procesów, pokazów formalnie nie organizują kina, ale firmy, które wynajmują sale. Rosyjskie Stowarzyszenie Właścicieli Kin 26 kwietnia wydało oficjalne oświadczenie potępiające pirackie praktyki. Przestrzegło też przed serią bankructw, a wręcz „zapaścią całej branży”.

Dlatego nie dziwi, że pojawiają się różne karkołomne pomysły, np. rozwinięcia importu równoległego: kina otwierałyby konta w rosyjskich bankach i tą drogą opłacały poszczególne licencje. W ten sposób wypożyczałyby zagraniczne filmy bez ubiegania się o zgodę wytwórni. Portal Moika78 wysłał pytania do służb prasowych dwóch największych rosyjskich banków, czy byłyby gotowe otworzyć takie rachunki – zarówno Alfa-Bank, jak i VTB odmówiły jednak komentarza.

Reanimacja reliktów ZSRR, wszechobecne podróbki, wykradanie zachodnich maszyn i przymykanie oczu na łamanie praw autorskich świadczą o tym, że Kreml chce za wszelką cenę podtrzymać iluzję stabilności. Ale niezależnie od tego, jak bardzo ukryje rzeczywistość, radziecki pudrowany trup i tak wypadnie z szafy.

Czytaj też: Wojna uwięziła rosyjskich turystów za granicą

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Kultura

W hamaku i na leżaku. Wybraliśmy 12 książek na lato

Latem można nadrobić zaległości z całego roku, dlatego proponujemy starannie wybrany zestaw 12 gorących powieści, kryminałów i książek non-fiction z ostatnich miesięcy. Wciągających, poruszających, odkrywczych.

Jakub Demiańczuk, Justyna Sobolewska, Aleksandra Żelazińska
02.07.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną