Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

„Trucizna w każdym buchu”. Kanada walczy z paleniem papierosów

W tej chwili papierosy pali regularnie zaledwie 13 proc. populacji Kanady. W tej chwili papierosy pali regularnie zaledwie 13 proc. populacji Kanady. Kruscha / Pixabay
Rząd w Ottawie jest zdania, że ostrzeżenia graficzne, nawet najbrutalniejsze, nie zniechęcają wystarczająco do konsumpcji nikotyny. Dlatego zmienia strategię, do zdjęć dodając napisy o groźbie śmierci przez palenie.

Konsultacje publiczne w sprawie treści pisemnych ostrzeżeń rozpoczęły się w miniony weekend 11 czerwca i potrwają 75 dni. Rząd ma nadzieję wprowadzić nowe przepisy już w drugiej połowie 2023 r. Tak zdecydowane podejście do tematu może nawet nieco dziwić, biorąc pod uwagę bieżące statystyki na temat palenia papierosów w Kanadzie. Według danych StatCan, tamtejszego urzędu statystycznego, w tej chwili regularnie nikotynę w ten sposób konsumuje zaledwie 13 proc. populacji. To wynik nie tylko niski w liczbach bezwzględnych, ale też znacznie lepszy niż jeszcze kilka dekad temu – w 1998 r. odsetek ten wynosił 28 proc., a więc ponad dwa razy więcej. W dodatku coraz mniej palą najmłodsi Kanadyjczycy, a więc część społeczeństwa najbardziej podatna na uzależnienia. W grupie wiekowej 15–19 lat uzależnionych od papierosów jest tylko 4 proc. obywateli, czyli co 25. osoba.

Cel: 5 proc. palaczy

Mimo to władze uznały, że walkę z paleniem trzeba przyspieszyć. Po części z powodu presji, którą same na siebie nałożyły. Kanadyjski rząd lata temu zobowiązał się do zredukowania całkowitego odsetka palaczy w społeczeństwie do zaledwie 5 proc. do 2035 r. Została więc nieco ponad dekada, a wynik wciąż jest blisko trzy razy wyższy względem określonego celu. Uznano więc, że bieżące techniki, oparte głównie na graficznych, czasami wręcz drastycznych, zdjęciach zdeformowanych płuc czy innych zdrowotnych konsekwencji palenia nie zdają egzaminu. Albo zwyczajnie się już palaczom opatrzyły. To właśnie bowiem Kanada była pierwszym krajem na świecie, który na przełomie wieków wprowadził obrazki na paczkach papierosów, zapoczątkowując w ten sposób globalny trend. Same obrazki nie były jednak aktualizowane od dekady, co może po części tłumaczyć zmianę strategii.

Nie wiadomo jeszcze, co dokładnie znajdzie się na nowych paczkach. W tej chwili oficjalną rządową propozycją jest poison in every puff, czyli „trucizna w każdym buchu”. Taką kandydaturę przygotowało ministerstwo zdrowia i uzależnień. Szefowa resortu Carolyn Bennett powiedziała, że ma nadzieję na kolejną globalizację kanadyjskiej kampanii walki z paleniem papierosów. W czasie ubiegłotygodniowej konferencji prasowej przyznała, że jej zdaniem groźby słowne mogą stać się takim samym hitem międzynarodowym, jakim wcześniej były drastyczne obrazki.

Czytaj także: Jak Szwedzi rzucają palenie

Może lepiej zakazać palenia?

Postronni obserwatorzy mogliby jednak zapytać, dlaczego Kanadyjczycy do problemu podchodzą tak bardzo naokoło. Skoro są jednoznacznymi przeciwnikami palenia, czemu nie zakażą sprzedaży papierosów całkowicie? Nie byłoby to, wbrew pozorom, posunięciem bardzo rewolucyjnym. W końcu Nowa Zelandia już w ubiegłym roku przygotowała strategię zupełnego wygaszania palenia w społeczeństwie, tak żeby osoby urodzone po 2008 r. nie były w stanie papierosów kupić w ogóle. Kanada aż tak radykalna być jednak nie zamierza. Na oficjalnej rządowej stronie programu Unsmoke, realizującego plan redukcji odsetka palących do 5 proc. w ciągu najbliższych 13 lat, rząd tłumaczy się z tej decyzji. Pisze, że całkowity zakaz nie jest dobrym pomysłem, bo rynek znalazłby sposób, żeby wypełnić powstałą niszę. Inne produkty nikotynowe szybko zajęłyby miejsce tradycyjnych papierosów. Zamiast tego lepiej Kanadyjczyków zniechęcać, niż czegokolwiek im zakazywać. W ten sposób decyzja będzie należeć do społeczeństwa, a nie do polityków.

Kanadyjczycy zdają się bardzo optymistycznie podchodzić do nowej strategii antynikotynowej. Cytowany przez agencję Associated Press prof. Geoffrey Fong z University of Waterloo, ekspert w zakresie badań nad uzależnieniami i ewaluacją polityk publicznych w tym zakresie, uważa, że pisemne ostrzeżenia będą „bardzo mocną interwencją” w życie palaczy i mogą wyraźnie zmienić ich nastawienie do nikotyny. Jest też w nowej strategii element dumy narodowej, bo Kanada, już raz będąc w tej kwestii światowym pionierem, znowu próbuje robić coś jako pierwsza. Twórcy nowej strategii nie ukrywają, że to też element narodowego marketingu. Jeśli projekt okaże się sukcesem, Ottawa wygodnie umości się na tronie globalnego lidera w walce z paleniem papierosów.

Do tego jeszcze jednak daleka droga. Najpierw społeczne konsultacje, które potrwają do 25 sierpnia. Każdy zainteresowany będzie mógł się wypowiedzieć w sprawie ewentualnej treści pisemnych ostrzeżeń, swoją propozycję wysyłając mailem. Rząd zapewnia, że wzięte pod uwagę zostaną wszystkie propozycje, choć ta obecna, mówiąca o truciźnie, zjednała sobie nie tylko polityków, ale i środowisko akademickie. Wymowny jest zwłaszcza fragment mówiący o każdym „buchu”, truciźnie przy każdym zaciągnięciu się. Rob Cunningham z Kanadyjskiego Stowarzyszenia Badań nad Rakiem uważa, że właśnie dzięki temu prostemu, ale uniwersalnemu przekazowi nowa polityka ma szansę przebić się do masowej świadomości wszystkich palaczy.

Czytaj także: Pożegnanie z mentolami

Papierosy stają się reliktem przeszłości

Jeśli Kanadyjczykom się uda, dołączą do grona krajów, w których palenie będzie zjawiskiem marginalnym. W podobnym kierunku zmierza wspomniana już Nowa Zelandia. Tam jednak problem był zakorzeniony jeszcze głębiej. Pod koniec ubiegłego wieku odsetek palących papierosy nastolatków kończących szkoły drugiego stopnia, a więc dzieci w wieku 14–15 lat, wynosił aż 25 proc. Problemem było zwłaszcza palenie wśród młodych, którzy mieli do nikotyny bardzo łatwy dostęp. Nałóg uderzał też w społeczeństwo bardzo nierówno pod względem klasowym. Do dzisiaj co roku przedwcześnie w wyniku chorób związanych z paleniem papierosów ginie rocznie 5 tys. Nowozelandczyków. W tej grupie nadreprezentowani są Maorysi, przedstawiciele rdzennej mniejszości etnicznej, często żyjący na marginesie społeczeństwa. Polityka premierki Jacindy Ardern ma więc na celu nie tylko powstrzymanie nastolatków przed wpadnięciem w nałóg, ale też spłaszczenie struktury społecznej, w pewnym sensie nawet – ograniczenie istniejących w niej nierówności.

Papierosy powoli stają się reliktem przeszłości, kulturowym artefaktem XX w., dla którego dzisiaj nie ma już miejsca w przestrzeni publicznej. Przykład kanadyjski warto obserwować również dlatego, że jest on oparty na bezpośredniej, nieskomplikowanej idei. Nie narusza obywatelskich wolności, daje ludziom wybór. Lojalnie jednak informuje o bardzo prawdopodobnych konsekwencjach zdrowotnych. To podejście tyleż racjonalne, co typowe dla dojrzałej demokracji, gdzie relacje społeczeństwa z władzą opierają się na dialogu, a nie zakazach czy nakazach. Z tego punktu widzenia więc, bez względu na wynik końcowy, Kanadyjczykom można zwyczajnie pogratulować.

Czytaj także: Co zrobić, żeby nie palić? Istnieje alternatywa?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną