Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Chłodna, ale szczera miłość. Co Elżbietę II łączyło ze Szkocją?

Królowa Elżbieta II i książę William podczas Ceremonii Kluczy w Edynburgu, 28 czerwca 2021 r. Królowa Elżbieta II i książę William podczas Ceremonii Kluczy w Edynburgu, 28 czerwca 2021 r. Jane Barlow / Press Association / EAST NEWS
Elżbieta II zmarła w jednej ze swoich ulubionych rezydencji w Balmoral. Często bywała w Szkocji i lubiła Szkotów, ale o ich ambicjach politycznych wypowiadała się raczej powściągliwie.

Zacznijmy od kwestii pochodzenia. Elżbieta II wywodziła się ze szkockiej rodziny. Jej matka była spadkobierczynią posiadłości Glamis Castle w Angus na północ od Dundee, pałacu, w którym William Shakespeare umieścił scenę zabicia króla w „Makbecie”. Elżbieta spędzała tu w dzieciństwie sporo czasu i korespondowała z babcią, do której zamek formalnie jeszcze należał. W zbiorach pałacu Buckingham zachowały się niektóre z pocztówek i listów, w których wychwalała otaczającą posiadłość przyrodę i zapowiadała swoje wizyty.

Lato często spędzała na północy, dzieląc czas między Glamis i Balmoral, rezydencję dziadków od strony ojca Jerzego VI. Jako nastolatka zadebiutowała tu publicznie – w 1944 r. wygłosiła przemowę na otwarcie budynku Królewskiego Klubu Żeglarskiego w Aberdeen, oddalonym od Balmoral o ok. 70 km.

Czytaj też: Zamki i pałace. Sześć najważniejszych rezydencji Windsorów

Królowa, która szanowała Szkotów

Zawsze czuła się tu dobrze, a o Szkotach wypowiadała się ciepło. Po jej śmierci brytyjska prasa wypełniła się zresztą relacjami ludzi, którzy przez 70 lat jej panowania mieli z nią różny kontakt. Zwłaszcza podczas pobytów w Balmoral i ona, i inni członkowie rodziny królewskiej korzystali z usług miejscowych rzemieślników i producentów żywności. Mieszkańcy hrabstwa Aberdeenshire wspominają ją jako osobę skracającą dystans, skromną, ale zawsze rzeczową. Choć komentatorzy spodziewają się rozniecenia na nowo debaty o niepodległości Szkocji z powodu zmiany na tronie, na razie przynajmniej takie głosy nie padły. Opinia publiczna wspomina teraz królową, która szanowała Szkotów – z wzajemnością.

Mogło być inaczej. Kiedy Elżbieta II została koronowana, w Szkocji podniosły się głosy, że nie ma prawa do tego imienia. W końcu Elżbieta I z Tudorów królową Szkocji nigdy nie była. Niektórzy nacjonaliści z północy zażądali nawet, by monarchini przyjęła dwa imiona i w Szkocji posługiwała się innym. Do tej tytularnej rebelii ostatecznie nie doszło, ale niesmak pozostał i był podstawą cichych antagonizmów.

Czytaj też: Widowiskowa monarchia brytyjska

Szkocka secesja i brexit

Przez kolejne lata w Szkocji umacniały się prądy niepodległościowe, w Londynie z kolei obawiano się o przyszłość monarchii, również z powodu konfliktu w Irlandii i terrorystycznej aktywności IRA. Kwestia ewentualnego referendum wracała od końca lat 70., mimo że Szkocja nie miała nawet własnych władz z realnymi prerogatywami – wprowadził je dopiero Devolution Act rządu Tony’ego Blaira z 1999 r. Dwie dekady wcześniej, w czasie obchodów ćwierćwiecza na tronie, Elżbieta II w Edynburgu wyraziła „zrozumienie dla politycznych aspiracji Szkotów”. Jak szybko dodała, „nie może zapominać, że była koronowana jako królowa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej”. Choć nie powiedziała tego wprost, wszyscy zrozumieli: zgody na secesję nie będzie.

Ten stanowczy ton po latach nieco złagodniał. Od czasów decentralizacji władz i ustanowienia parlamentów w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej Elżbieta II jeździła na północ, by osobiście spotykać się w Edynburgu z każdym pierwszym ministrem. Rozumiała wiejący wiatr zmian. W 1999 r. w szkockim parlamencie powiedziała, że „wierzy w rozsądne decyzje” Szkotów na temat ich przyszłości. W tym samym roku niemal identyczne słowa wygłosiła pod adresem Australijczyków i ich ruchu republikańskiego.

Referendum w sprawie szkockiej niepodległości rozpisano w 2014 r., ale królowa nie zajęła stanowiska (tak się zresztą przyjęło), tak samo jak cztery lata później w sprawie brexitu. Miała jednak nadzieję, że „Szkoci bardzo uważnie przemyślą swoją przyszłość”, i można to uznać za lekkie wskazanie na „nie”. Ostatecznie wygrała opcja zjednoczeniowa, ale zwolennicy niepodległości uzyskali 44,7 proc. głosów. Za dużo, żeby ich ignorować i zakładać, że temat nie wróci.

Czytaj też: Ile i jak zarabia monarchia brytyjska

Westminster ważniejszy niż Windsor

Może właśnie teraz? Szkoci stracili królową, którą lubili – niektórzy nawet kochali – i przy Londynie trzymać ich będzie jeszcze mniej sentymentów. Ale okoliczności nie pomagają sprawie secesji. Królowa zmarła w Balmoral, więc świat znów spojrzał na Szkocję przez pryzmat monarchii, przypomniał sobie, że stanowi integralną część Królestwa, a monarchini czuła się związana z obiema rezydencjami. Trumna z ciałem królowej najpierw trafiła do Edynburga, a potem do Londynu.

Wywołana do tablicy Nicola Sturgeon, szefowa szkockiego rządu i przewodnicząca Szkockiej Partii Narodowej (SNP) opowiadała głównie o żałobie i smutku. Nie wspomniała przy tej okazji rzecz jasna, że chce przenieść stolicę na północ. SNP to ugrupowanie niepodległościowe, choć o stricte liberalnej orientacji, powoli wygryzające partie z południa: Laburzystów i Liberalnych Demokratów.

Ale kwestia niepodległości z monarchią ma akurat niewiele wspólnego. Sturgeon wielokrotnie podkreślała, że nawet w przypadku secesji ustrój kraju pozostałby niezmieniony. Czyli to brytyjski monarcha byłby nadal głową państwa, tak jak w Kanadzie czy Australii. Oczywiście zakres obowiązków pierwszego ministra, pewnie już nazywanego premierem, byłby nieporównywalnie większy, ale król czy królowa nie zniknąłby całkowicie z przestrzeni publicznej, monet, banknotów czy znaczków. Ważniejsze dla politycznej przyszłości Szkocji są rzeczy, które dzieją się w Westminsterze, niż historie z Windsoru i Buckingham.

Karol III. Ostatni król Szkotów?

Karol III w sprawy Szkocji będzie zapewne zaangażowany jeszcze bardziej niż jego matka – właśnie dlatego, żeby do secesji nie dopuścić. Dziennik „The Herald” w niedzielnym wydaniu na okładce umieścił jego zdjęcie z prowokacyjnym pytaniem: „Zbawca Unii czy ostatni król Szkotów?”. Ta druga opcja wydaje się teraz mało prawdopodobna. Już zresztą trwa kampania przypominająca, że ze Szkocją wiele go łączy. Dość wspomnieć, że w Balmoral spędził z Dianą miesiąc miodowy.

W dłuższej perspektywie układ sił może się oczywiście zmienić. Niemniej to bieżąca brytyjska polityka, sytuacja gospodarcza i relacje z resztą świata (Liz Truss raczej chce się od niej izolować, niż z nią współpracować) ostatecznie odegrają ważniejszą rolę w decyzji o ewentualnym referendum. Monarchia jest dziś dla Szkotów odległym, ale przez to niegroźnym i mimo wszystko partnerem, a nie wrogiem. Ta chłodna, ale szczera miłość jeszcze pewnie długo się utrzyma.

Podkast: Jaka była Elżbieta II, jaki będzie Karol III

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Historia

Orgazm, pianole i supertorpedy. Czyli jak powstała superbroń

Ona nazywała się Hedy Lamarr i zanim została twarzą Hollywood, zasłynęła jako autorka pierwszego ekranowego orgazmu. On, George Antheil, zanim zaczął komponować muzykę, był autorem artystycznych skandali. Połączyła ich superbroń.

Andrzej Fedorowicz
06.10.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną