Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Noga boga

Noga boga. Dlaczego mundial działa na Argentynę jak antydepresant

Lionel Messi dołączył na olimpie do Diego Maradony. Lionel Messi dołączył na olimpie do Diego Maradony. Luis Robayo/AFP / EAST NEWS
Zwycięstwo argentyńskiej drużyny na mundialu jest antydepresantem dla społeczeństwa poturbowanego przez dotkliwy kryzys. I wielkim haustem nadziei. Innej nie ma.
Mit Maradony był dla Messiego ciężarem.Markus Ulmer / imago sport/Forum Mit Maradony był dla Messiego ciężarem.

Inflacja w Argentynie osiągnęła w mijającym roku 90 proc. Pocovidowy zastój i bieda rozkładają codzienne żywoty 4 na 10 Argentyńczyków. Dolar znowu ma podwójny kurs – oficjalny i czarnorynkowy. Wróciła plaga kradzieży i drobnych napadów. W rozmowach między znajomymi często pada: „mamy przejebane”. Albo że Argentyna to „gówniany kraj”.

Ale – jak w dobrej opowieści literackiej lub filmowej – gdy nieszczęścia napędzają się nawzajem, a rzeczywistość sięga dna, przychodzi ratunek. Albo choć zdarzenie, które zmienia nastrój, społeczną chemię. A przede wszystkim zmienia opowieść. Oto po 36 latach wyczekiwania reprezentacja narodowa Argentyny wygrywa finał mistrzostw świata. Jesteśmy mistrzami! Może nie jest z nami tak źle?

Piłka jest opowieścią, ale w żadnym kraju nie aż taką, jak w Argentynie. Tak nostalgiczną i pełną egzaltacji. Tak ważną i tak romantyczną. A w centrum opowieści jest dwóch idoli, ba! dwóch bogów. Diego Maradona i Lionel Messi.

Maradona doczekał się iście religijnego kultu. Śpiewano o nim ballady, wznoszono kapliczki, powołano obrazoburczo-kpiarski Kościół Maradoniański. Łączył piłkarski geniusz, życiowe upadki, estetyczne piękno i tandetę w jednym. Jego życie było dramatem i kiczem, a on sam sentymentalnym macho i uroczym zakapiorem, który często krzywdził – najbardziej samego siebie. Walczył z całym światem, a świat walczył z nim. Przeciw byli kibice, policjanci, mafiozi. Rasiści i klasiści. Sędziowie na boisku i ci w sądach. Nieraz najbliżsi, których ranił.

Gdy upadał, dokopywano mu jeszcze bardziej – nie tylko na boisku. W świecie, który uważał za wrogi, często zasadnie, sięgnął po największy triumf brudnym trikiem – osławioną „ręką boga” (to właśnie ręką zdobył gola w meczu z Anglią, po którym poprowadził Argentynę do mistrzostwa w 1986 r.

Polityka 1/2.2023 (3396) z dnia 27.12.2022; Świat; s. 84
Oryginalny tytuł tekstu: "Noga boga"
Reklama