Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Chiński ambasador wypalił z grubego kalibru. W co Pekin gra? Sporo wariantów

Lu Shaye jest doświadczonym dyplomatą, obecnie ambasadorem ChRL we Francji. Lu Shaye jest doświadczonym dyplomatą, obecnie ambasadorem ChRL we Francji. Bardos Florent / ABACA / Abaca Press / Forum
Lu Shaye w wywiadzie dla francuskiej telewizji LCI podważył suwerenność państw powstałych po rozpadzie ZSRR. Trwa próba zrozumienia, co się właściwie stało. Wariantów jest sporo. Lapsus i gadulstwo? Niekompetencja? Nadmierna szczerość? Zaplanowany scenariusz?

O chińskim ambasadorze we Francji powinniśmy myśleć z pewną wdzięcznością. Lu Shaye jest doświadczonym dyplomatą, wcześniej był ambasadorem w Kanadzie. Zaliczył kilka poważnych stanowisk krajowych, w tym w komitecie centralnym partii komunistycznej. Jeszcze przed wybuchem pandemii był m.in. zastępcą burmistrza Wuhanu, znanego jako startowisko covid-19. Na pewno wie, na ile może sobie pozwolić w publicznych wypowiedziach. Zresztą cieszy się reputacją jednego z wojowników wilczej dyplomacji, jak określa się tych przedstawicieli Chin, którzy w asertywny lub mało dyplomatyczny sposób starają się oddać wzrastające znaczenie ChRL i chińskie poglądy na przeobrażenia w środowisku międzynarodowym.

Lu Shaye podważa status państw

W ostatnich miesiącach Lu mówił więc o „wypranych mózgach” mieszkańców Tajwanu, których trzeba poddać reedukacji. O „obcych siłach”, które w grudniu zeszłego roku „weszły do gry” już drugiego dnia bezprecedensowych protestów przeciw drakońskim obostrzeniom epidemicznym. Radził Finlandii i Szwecji, by nie przystępowały do NATO, bo „obiektywne obserwacje wskazują”, że nie pomoże im to w żaden sposób wzmocnić bezpieczeństwa, więcej korzyści daje im natomiast neutralna postawa. Teraz w wywiadzie dla francuskiej telewizji informacyjnej LCI podważył suwerenność państw powstałych po rozpadzie Związku Radzieckiego. Powielił rosyjskie uzasadnienie dla aneksji Krymu i podzielił się stwierdzeniem, że „według prawa międzynarodowego kraje byłego ZSRR nie mają czynnego statusu, bo nie ma międzynarodowej umowy, która by potwierdzała ich status jako suwerennych państw”.

Europa zareagowała zdecydowanie. Szef litewskiego MSZ Gabrielus Landsbergis wskazał wywiad jako probierz prawdziwych chińskich intencji, np. w sprawie pośrednictwa pokojowego w Ukrainie. I jako ilustrację powodów, dla których Litwa Chińczykom nie ufa. Do ministerstw spraw zagranicznych w Wilnie, Rydze i Tallinie zostali wezwani chińscy przedstawiciele. Kierujący unijną dyplomacją Josep Borrell stwierdzenia Lu uznał za „niedopuszczalne”. Francuskie MSZ wyraziło solidarność z państwami bałtyckimi. Osiemdziesiątka posłanek i posłów do Parlamentu Europejskiego wezwała francuski rząd, by Francja wydalił ambasadora.

Czytaj też: Trzecia kadencja Xi. Chiny stają się coraz mniej przewidywalne

Ambasador trochę się zapędził

Lu wystąpił przed weekendem, w poniedziałek odcięło się od jego rewelacji chińskie MSZ. Na stronie paryskiej ambasady zawisło oświadczenie objaśniające, że wypowiedzi były „wyrazem osobistych poglądów” ambasadora. Komentator dziennika „Global Times”, nakierowanego na zagranicę nacjonalistycznego głosu komunistów, apeluje do francuskiego rządu, by otoczył ambasadora ochroną w ramach wolności słowa.

Lu mógł się trochę zapędzić. Na co dzień nie zajmuje się kwestiami ukraińskimi, po szczegółowym pytaniu pozwolił sobie na ogólne uwagi. Co by nie powiedział, to na całokształt podejścia Chin wobec państw byłego ZSRR składa się wiele oświadczeń z minionych lat, które wspólnie tworzą chińskie stanowisko. Jedna wypowiedź nie powinna „podlegać nadinterpretacji”. Na dodatek dziennikarz prowadzający długi wywiad zadawał „agresywne pytania”, a ambasador odpowiadał „bardzo uprzejmie”. Czyli nic takiego się nie stało.

Przy czym Lu nie jest sam. Kontrowersje wzbudziły ostatnie wypowiedzi Fu Conga, przedstawiciela Chin przy Unii Europejskiej, który w wywiadzie z chińskim portalem thepaper.cn wyraził nadzieję, że na stosunki Chin z UE nie będzie mieć wpływu sytuacja w Ukrainie. Namawiał też Europę do odwagi i mądrości w zachowaniu „strategicznej autonomii” w związkach ze Stanami Zjednoczonymi oraz by nie pogłębiać partnerstwa z Ameryką kosztem animozji z Chinami.

Skądinąd Chińczycy od lat prowadzą próby rozbijania europejskiej jedności i umiejętnie wbijają kliny między państwa członkowskie, to z nimi wolą pielęgnować stosunki, a nie z całym blokiem, który ma kłopot z wypracowaniem jednolitego stanowiska wobec ChRL.

Czytaj też: Macron w Chinach zaszokował. Błądzi, ale trochę racji ma

Europa Chinom nie ufa

UE nie wie, co zrobić choćby z CAI, chińsko-europejską umową inwestycyjną negocjowaną od dekady. Kanclerz Niemiec Olaf Scholz jest na tak. Prezydent Francji Emmanuel Macron nie widzi sensu reanimacji umowy, która nie przejdzie ratyfikacji w Parlamencie Europejskim. Po pierwsze, przez krytykę jej ustaleń, które m.in. w niewielkim stopniu pomogą europejskim inwestycjom w Chinach. A po drugie, z powodów politycznych: europosłowie braliby pod uwagę całokształt chińskich działań. I tu wraca ambasador Lu i jego wypowiedzi.

Wywiady z ambasadorami bywają ryzykowne, ale zazwyczaj bardziej dla dziennikarzy, bo przedstawiciele dyplomatyczni z mikrofonem pod nosem nie mają za wiele do powiedzenia. Tym razem Lu wystrzelił z grubego kalibru i trwa próba zrozumienia, co się właściwie stało. Wariantów jest sporo. Lapsus i gadulstwo? Niekompetencja? Nadmierna szczerość sugerująca, co myśli się w wewnętrznych kręgach chińskich władz o dynamice w przestrzeni posowieckiej? A może Lu realizuje jakiś starannie zaplanowany scenariusz?

Zdecydowana reakcja Europy nie przynosi odpowiedzi na te pytania, ale jest okazją, by pokazać Chińczykom skalę europejskiej nieufności. Chiny przedstawiają siebie jako gołębia pokoju, który do ostatniej kropki szanuje wszystkie postanowienia Karty Narodów Zjednoczonych. Spora część świata ma kłopot, by w to wierzyć. Zwłaszcza gdy patrzy się na bliskie totalitarnym porządki w kraju czy zapowiedzi podboju Tajwanu.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Nauka

Kleszcz: pospolity, łąkowy, afrykański. Dlaczego nam grożą i jak się ich pozbyć

Wiktoria Romanek z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego opowiada „Polityce” o tym, jak rozróżnić kleszcze, o Narodowym Kleszczobraniu oraz tym, co robić, gdy znajdziemy kleszcza wbitego w nasze ciało lub ciało naszego czworonożnego przyjaciela.

Maciej Jaźwiecki
16.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną