Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

USA naciskają na Chiny w sprawie Rosji. Zwycięży wilcza dyplomacja?

Na Chińczyków starają się naciskać Stany Zjednoczone, w piątek 17 marca w rozmowie telefonicznej z liderem ChRL Xi Jinpingiem będzie to zapewne robił prezydent Joe Biden. Na Chińczyków starają się naciskać Stany Zjednoczone, w piątek 17 marca w rozmowie telefonicznej z liderem ChRL Xi Jinpingiem będzie to zapewne robił prezydent Joe Biden. Carlos Garcia Rawlins / Reuters / Forum
Trwa poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, jak w sprawie ataku Rosji na Ukrainę zachowają się Chiny. Stany Zjednoczone starają się naciskać, by nie pomagały Rosjanom w kluczowych obszarach objętych zachodnimi sankcjami.

Wnioski o jakimś przełomie czy wręcz gwałtownej zmianie kursu Chin próbowano wysnuć z doniesień niemieckiego dziennika „Bild”, według którego samolot rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa był już w drodze do Pekinu, ale po przeleceniu 2,8 tys. km został zawrócony nad Nowosybirskiem. Na Chińczyków starają się naciskać Stany Zjednoczone, w piątek 17 marca w rozmowie telefonicznej z liderem ChRL Xi Jinpingiem będzie to zapewne robił prezydent Joe Biden. Amerykanie nie chcą, by Chińczycy pomagali Rosjanom w kluczowych obszarach – tych, które są objęte sankcjami Ameryki, Australii, Japonii, Tajwanu, Unii Europejskiej i szeregu innych państw. Chińczycy się bronią: nie można straszyć ich przedsiębiorstw sankcjami i jednocześnie oczekiwać, że Pekin wesprze wysiłki Zachodu, a zapomni o Rosji, z którą wiąże je strategiczne partnerstwo.

Bryc: Rosja nie chce być „junior partnerem” Chin

Chinom wojna w Ukrainie nie służy?

Stanowisko swojego państwa na sytuację w Ukrainie przedstawił na łamach dziennika „Washington Post” Qin Gang, ambasador Chin w USA. Zarzeka się, że Chiny nie wiedziały o rosyjskich planach działań zbrojnych. Nie zwracały się także, by Rosja wstrzymała się do zakończenia igrzysk olimpijskich w Pekinie. Takie twierdzenia są czystą dezinformacją. Co więcej, 24 lutego w Ukrainie przebywało 6 tys. chińskich obywateli. Do tego Chiny są największym partnerem handlowym zarówno dla Rosji, jak i Ukrainy. Są także największym importerem gazu ziemnego i ropy naftowej na świecie, zatem konflikt między Rosją a Ukrainą, który wywindował ceny surowców, Chinom nie służy. Gdybyśmy wiedzieli o zbliżającym się kryzysie – pisze Qin – zrobilibyśmy wszystko, co w naszej mocy, by mu zapobiec.

Faktycznie, eksperci śledzący chińską reakcję zwracają uwagę, że 25 lutego Chiny wstrzymały się podczas głosowania rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w sprawie potępienia inwazji. Głosowanie „za” odpadało, ale niezagłosowanie „przeciw” ma być przesłanką sugerującą, że Pekin miał do Moskwy jakiś żal. Zarazem zwraca się uwagę na sformułowania, jakich używają Xi, szef jego dyplomacji, wysocy funkcjonariusze partii komunistycznej czy urzędnicy. Dotąd sięgano po możliwie neutralnie brzmiące słowa, „wojną” szermowano oszczędnie. Teraz Qin „wojny” nie unika, stosuje ją wymiennie z „konfliktem między Rosją a Ukrainą” i „kryzysem”.

Qin podkreśla, że Chiny dokładają starań, by prowadzono rozmowy pokojowe, w tej sprawie Xi dzwonił do Putina już drugiego dnia konfliktu itd. Tylko czy można reprezentantowi Chin w USA ufać? Cóż, pisze też o ChRL, że jest „orędowniczką sprawiedliwości”. Ujgurzy, Tybetańczycy, mieszkańcy Hongkongu, dysydenci, krytycy partii uznawani przez nią za wrogów czy rywali mieliby pole do polemiki, gdyby dostali szansę na jej prowadzenie.

Czytaj też: Imperium znów atakuje. Co jest ostatecznym celem Putina?

Nowa wilcza dyplomacja Chin

Stanowisko ambasadora ma prorosyjski przechył. Qin może i apeluje, by szanować suwerenność i integralność terytorialną wszystkich państw, także Ukrainy, ale szybciutko dodaje, że „uzasadnione obawy dotyczące bezpieczeństwa wszystkich krajów muszą być traktowane poważnie”. To pewnie odniesienie do rosyjskich żądań w sprawie nowego rozdania strategicznego w Europie Wschodniej i wyrysowania stref wpływów tym razem bardziej na korzyść Rosji, a kosztem Ukrainy. Qin przypomina też, że pokój Europie zapewni przestrzeganie zasady niepodzielności bezpieczeństwa. W skrócie chodzi o to, by żadne państwo nie rozwijało np. swoich sił zbrojnych w stopniu, który zestresuje innych, zwłaszcza sąsiadów. Rosja tuż przed inwazją na Ukrainę zwracała uwagę, że zasada niepodzielności bezpieczeństwa jest łamana, według niej do tego sprowadzało się rozszerzenie NATO i aktywność wojskowa u jej granic.

Czego tu brakuje? Oczywiście potępienia wojny. O dowody potwierdzające, że Rosjanie w Ukrainie zabijają cywilów, atakują cywilne cele, w tym teatr w Mariupolu oznakowany napisem „dzieci”, dziennikarze spytali rzecznika MSZ Zhao Lijiana. To przedstawiciel nowego pokolenia w resorcie, gwiazda tzw. wilczej dyplomacji, uprawianej z mocarstwową butą zwłaszcza w mediach społecznościowych. Odpowiedział pytaniem: czy zachodni dziennikarze tak samo przejmowali się mieszkańcami Iraku, Syrii, Afganistanu, Palestyny, Serbii? Jeśli wtedy Zachód nie dbał o los cywilów, to nie ma prawa oskarżać Chin. Tym bardziej że Stany Zjednoczone, NATO i niektóre zachodnie media są hipokrytami, zamiast słać Ukrainie amunicję, trzeba – jak to robią Chiny – budować pokój.

Czytaj też: Beznadziejna agonia rubla

Co Pekin może dać Moskwie

Inną kwestią jest to, czego Rosja chce od Chin i co one mogą jej dać. Rosyjska lista, spisywana przez zachodnią prasę na podstawie przeczucia, spekulacji i przecieków płynących od anonimowych źródeł z Waszyngtonu, obejmuje rozmaite typy broni (zwłaszcza drony) i racje żywnościowe dla wojska. Te rewelacje przedstawiciele Chin dementują, ale równocześnie podkreślają niezależność Chin.

W każdym razie Pekin będzie wiedział, co robić, gdy już zdecyduje się wesprzeć Putina środkami, które bezpośrednio usprawnią inwazję w Ukrainie lub ulżą sankcjom. Od dawna pomaga przecież pozostającym w teoretycznej izolacji Iranowi i Korei Północnej. W przypadku Rosji zdaje się kalkulować, czy taka operacja – wobec amerykańskich zapowiedzi – będzie opłacalna.

Czytaj też: Wojna na wyczerpanie. Czy Ukraina ma szanse?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Świat

Franciszek szokuje, gdy mówi o wojnie. O co mu chodzi?

Papież Franciszek wprowadził pół świata w osłupienie swoimi komentarzami na temat wojny w Ukrainie. Kręci, lawiruje i nie chce wprost nazwać najeźdźców – najeźdźcami, a ofiar – ofiarami agresora. Trudno też pojąć, czemu Franciszek chce jechać do Moskwy, do której i tak go nie zapraszają, i rozmawiać z Putinem. Bo tylko on ma klucze do bram pokoju?

Adam Szostkiewicz
12.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną