Hamas zawiesza porozumienie. Matka zakładnika: „Mój syn jest przykuty łańcuchami”
Zaledwie dwa dni po tym, jak media na całym świecie obiegły zdjęcia trzech wycieńczonych zakładników, Hamas ogłosił, że wstrzymuje sobotnią wymianę, w której uwolnione miały być trzy kolejne żywe osoby. Hamas twierdzi, że Izrael nie dotrzymuje warunków porozumienia poprzez opóźnianie powrotu mieszkańców na północ Strefy Gazy, ciągłe naloty i ostrzeliwanie oraz utrudnianie dostaw pomocy humanitarnej. Hamas nie zwolni zakładników, dopóki Izrael nie wypełni zobowiązań i nie zrekompensuje praw naruszonych w ostatnich tygodniach, w dodatku z mocą wsteczną.
Prawdopodobnie w ten sposób Hamas chce wywrzeć nacisk na rozmowy w sprawie tzw. drugiej fazy porozumienia. W poniedziałek z Kataru wróciła delegacja izraelska, która dostała od premiera jedynie zgodę na ustalenie „szczegółów technicznych”, a we wtorek gabinet ma rozmawiać o kontynuacji rozmów. Problem w tym, że do drugiego etapu porozumienia w ogóle może nie dojść, co więcej, zagrożony jest pierwszy etap. Minister obrony Israel Katz już ogłosił, że decyzja Hamasu to „całkowite naruszenie rozejmu i umowy w sprawie uwolnienia zakładników”. Dla Netanjahu może to być jednak wygodny pretekst do wznowienia wojny, co jest warunkiem pozostania w rządzie ministra Becalela Smotricza i powrotu do niego Itamara Ben-Gwira.
Czytaj też: Jest porozumienie Izraela z Hamasem! Nareszcie. Ale co ono oznacza?
493 dni w tunelu
Dla 76 zakładników znajdujących się wciąż w Gazie i ich rodzin jest to jedna z najgorszych perspektyw. Sobotnie zdjęcia Ora Levy′ego, Elego Sharabiego i Ohada Ben Amiego wywołały głębokie poruszenie w Izraelu. Levy dopiero w sobotę dowiedział się, że jego żona zginęła 7 października, podobnie jak Sharabi, którego poinformowano, że zabito także jego żonę i dwie nastoletnie córki. Rodziny innych zakładników oskarżały Netanjahu o spędzanie weekendu w luksusowym hotelu w Waszyngtonie na koszt podatnika i kosztem zakładników, których wygląd przyrównywano do tego, jak wyglądały ofiary obozów koncentracyjnych.
W poniedziałek „Polityka” brała udział w spotkaniu z matką Alona Ohela, jednego z porwanych z festiwalu Supernova, który 10 lutego obchodził 24. urodziny, drugie w niewoli. W niedzielę wieczorem Idit Ohel dowiedziała się od izraelskiej armii, że jej syn był przetrzymywany z Orem Levy′m i Eli Sharabim: – Dowiedziałam się, że żyje, ale nie mogę pogodzić się z informacjami o tym, w jakich warunkach go trzymają. Mój syn jest torturowany – mówi Idit Ohel. – O mało nie zemdlałam, słuchając tych wiadomości.
Z informacji dostarczonych przez uwolnionych zakładników wynika, że Alon ma odłamki pocisku w oku, ramieniu i barku, przez cały czas jest przykuty łańcuchami, nie może się poruszać. Od 493 dni przetrzymywany jest w tunelu, bez dostępu do światła słonecznego. – Od tylu dni nie jest w stanie odróżnić dnia od nocy. Mężczyźni spali na gołej podłodze, nie mieli materacy: – Mieli tylko małe dywaniki służące do modlitwy ich oprawcom, na których czasem się kładli – opowiada matka. – Próbowali się wzajemnie wspierać, Alon ponoć cały czas zachowuje hart ducha, codziennie musi jednak walczyć o swoje życie. Dwa dni temu moja córka Inbar miała urodziny i Alon przez Elego Sharabiego przekazał jej życzenia, co jest niesamowite – głos matki załamuje się. – Nie możemy poddać się i musimy zrobić wszystko, by doszło do drugiej fazy porozumienia i powrotu wszystkich zakładników, zwłaszcza że wiemy, że wielu z nich żyje. Nie rozumiem, czym mój syn różni się od tych 33 osób z pierwszej fazy, dlaczego wprowadzono takie podziały?
Idit zapewnia, że jej syn nie był żołnierzem, służbę wojskową skończył przed porwaniem. 7 października przed godziną 6 przyjechał do Re′im na festiwal. Po usłyszeniu syren alarmowych ukrył się w schronie przeciwbombowym, znanym teraz jako schron śmierci, ponieważ z 27 osób, które tam były, przeżyło tylko siedem osób, cztery zostały porwane do Gazy, wśród nich Alon. Syn Idit z Anerem Shapirą i innymi osobami próbowali wyrzucać granaty wrzucane do schronu przez napastników, jeden z nich jednak wybuchł, raniąc i zabijając znajdujące się w środku schronu osoby.
Skrajne niedożywienie uwolnionych zakładników wynika zapewne z braku odpowiedniego pożywienia, mężczyzn karmiono wyłącznie niewielkimi ilościami chleba. – Pradziadek Alona był w Auschwitz, po wyjściu z obozu ważył 30 kilo. Udało mu się jednak przyjechać do Izraela i założyć wspaniałą rodziną. Alon ma siłę po dziadku, wierzę, że to pomoże mu przetrwać – mówi Idit. – Od poczatku nie dopuszczam do siebie innej myśli niż ta, że Alon wróci żywy.