W szczelnie wypełnionej ludźmi mediów watykańskiej Auli im. Pawła VI nowego papieża powitały oklaski. Pojawił się w białej sutannie w asyście kilku duchownych ok. godz. 11. Dziennikarze powstali. Leon pozdrowił ich na stojąco i usiadł w białym fotelu. Odczytał z kartki krótkie przemówienie po włosku.
Leon XIV mówił innym tonem
Kościół, jak każda korporacja w polityce czy biznesie, jest znany z nieufności do mediów, na które nie ma żadnego wpływu. Leon XIV przemówił zupełnie innym tonem. W duchu swych apeli o pokój. Podziękował dziennikarzom za służbę prawdzie, także na frontach wojen. Wyraził solidarność z tymi, którzy za swój trud ustalenia prawdy zostali uwięzieni. Wezwał do ich uwolnienia. Nie atakował liberalnych przecież idei wolności słowa i prasy, lecz nazwał je cennym darem. Zaznaczył, że ceni sobie próby wychodzenia przez media poza schematy i stereotypy dotyczące wiary i Kościoła. Powiedział, że wierzy w taką komunikację w mediach, tradycyjnych i cyfrowych, która pomaga ludziom „wyjść z wieży Babel”, czyli rozbroić agresję i nienawiść, a „dozbroić” przekaz na rzecz pokoju.
Gdy skończył, sala powstała ponownie. Papież Leon XIV udzielił zebranym błogosławieństwa, po czym zszedł z podwyższenia ku ludziom. Zaczęto mu przedstawiać pracowników tzw. dykasterii do spraw komunikacji, centralnego organu koordynującego media watykańskie. Przywitał się z tymi, którzy kształtują oficjalną narrację watykańską.
Pytań do papieża Prevosta scenariusz zdarzenia nie przewidywał. Miał mówić do mediów i o mediach. I mówił przyjaźnie. Ale okazji, by posłuchać, co one mają do powiedzenia, tym razem mu nie dano. Leon XIV zbliżył się jednak do pierwszych rzędów, które zajęli wysłannicy mediów z całego świata relacjonujący wydarzenia związane z papiestwem, Watykanem i Kościołem.