1280. dzień wojny. Trzy nowe miasta twierdze. Ukraińcy bronią ich heroicznie, kradną Rosji czas
Na jednej ze stacji kolejowych na Krymie, przypuszczalnie słynnym węźle Dżankoje, ukraińskim siłom udało się wywołać potężny pożar cystern paliwowych. Nie był to ponoć atak dronów, ale grup specjalnych, które użyły małych bezpilotowych aparatów latających.
W Estonii znaleziono ukraiński dron, jeden z tych, który atakował rosyjski port Ust-Ługa położony niedaleko miasta Narwa. Został przypuszczalnie zakłócony przez rosyjskie systemy walki radioelektronicznej lub uszkodzony przez systemy obrony powietrznej i zboczył z trasy. Przy takiej ilości ataków dronowych z obu stron takie incydenty będą się zdarzały.
Rosjanie mają inną koncepcję
W wyniku kolejnego kontrataku pod Dobropolem Ukraińcy zajęli dwie wioski, Nowe Szachowe i Zapowidne. Całkowicie opanowali też Kuczeriw Jar, oczyszczając go z rosyjskich wojsk i punktów oporu. To wszystko w ramach likwidacji wrogiego włamania na blisko 30 km w głąb obrony na przełomie lipca i sierpnia. Rosjanie nie zamierzali wykorzystywać tego sukcesu, by przejść do działań manewrowych, których raczej unikają, zresztą nie są do nich przygotowani. Nie mają dość sprzętu pancernego ani zapasów logistycznych.
Przyjęli inną koncepcję strategiczną: prowadzą działania na wyniszczenie, by zmusić Ukrainę do wyczerpania zasobów mobilizacyjnych. Jako takie nie wyczerpią się łatwo, ale do wojska trafiają już rekruci, którzy tylko szukają okazji, by zdezerterować. Trudno oceniać ludzi, którzy chcą przeżyć, ale faktem jest, że nowo zwerbowani nie stanowią już takiej siły jak ochotnicy, a wartość bojowa całej armii po prostu systematycznie słabnie.