Pochłonął nas gniew
Były premier Izraela dla „Polityki”: Będę robił wszystko, by odsunąć Netanjahu od władzy
AGNIESZKA ZAGNER: – Kto wygrał tę wojnę?
EHUD OLMERT: – Tu nie ma prostej odpowiedzi. 70 proc. budynków w Strefie Gazy jest zrównanych z ziemią, setki tysięcy Palestyńczyków straciło domy, dorobek życia, wszystko. Zginęło 60–80 tys. ludzi, niektórzy mówią nawet o 100 tys. Z pewnością jest to druzgocąca klęska Hamasu. Ale sposób, w jaki ta wojna się rozpoczęła, był niezwykłą porażką Izraela, która jeszcze przez lata będzie miała dla nas swoje konsekwencje. Palestyńczycy również przegrali. Jeśli ich celem było podważyć pozycję Izraela na Bliskim Wschodzie, to stało się odwrotnie: Syria – rozpadła się, jemeńscy Huti – nie są prawdziwym graczem, Hamas – zniszczony, Iran – utracił swą wcześniejszą siłę odstraszania, poważnie osłabiony przez izraelskie ataki. Więc oni wszyscy także przegrali.
W takim razie czy Izrael wygrał?
Patrząc dziś na status Izraela na świecie – nie. Stracił pozycję kraju atrakcyjnego, pozytywnie postrzeganego przez społeczność międzynarodową. Najbardziej wymownym przykładem był szczyt w Szarm el-Szejk, dokąd zaproszono połowę Europy, kraje arabskie. Jednego kraju nie zaproszono – Izraela. Dlaczego? Bo gdyby został zaproszony, inni by nie przyjechali.
Może to jest właśnie zwycięstwo Hamasu? Wniósł sprawę palestyńską na poziom międzynarodowy.
Można tak powiedzieć. Ale trzeba też zadać pytanie, jakim kosztem.
Kto ma tę krew na rękach? Hamas czy Izrael?
Winny jest Hamas, bo to oni zaczęli. Bez tego nie byłoby rozlewu krwi ani po jednej, ani po drugiej stronie. Można natomiast kwestionować proporcjonalność działań. Prezydent Joe Biden powiedział kiedyś w Izraelu: „Po 11 września w Ameryce byliśmy tak rozjuszeni, że straciliśmy poczucie proporcji.