1336. dzień wojny. Jak wygląda państwo upadłe i dlaczego Rosja ma taki plan na Polskę?
Biały Dom poinformował, że planowane spotkanie szefów resortów spraw zagranicznych USA i Rosji jednak nie odbędzie się w tym tygodniu. Mówi się o tym, że sekretarz stanu Marco Rubio rekomendował, by Trump nie spotykał się z Putinem. Jednocześnie bowiem amerykańską administrację rozczarował szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow, który odrzucił żądanie natychmiastowego, bezwarunkowego przerwania ognia (na co przystał prezydent Zełenski), sugerując, by Amerykanie raczej skupili się na pierwotnych przyczynach wojny. Ponieważ „pierwotne przyczyny wojny” to rosyjskie żądanie, by Ukrainę Moskwie podporządkować, nikt już nie traktuje poważnie takich stwierdzeń, nawet amerykańska administracja. A zatem nic nie wskazuje na to, by w rozmowach pokojowych miał nastąpić jakiś postęp. Władimir Putin ugrał, co chciał, wstrzymano sprzedaż pocisków Tomahawk do Ukrainy, więc po co podejmować rozmowy pokojowe?
Ukraińska 3. Brygada Szturmowa właśnie otrzymała amerykańskie kołowe transportery opancerzone M1117 Armored Security Vehicle (ASV), znane też jako Guardiany. To nowa wersja sprawdzonych pojazdów V-150 Commando. Świadczy to o dwóch rzeczach: Ukraina nadal otrzymuje amerykańskie uzbrojenie (a nie tylko amunicję), choć obecnie dostawy są opłacane przez państwa europejskie, a po drugie – wciąż jest zapotrzebowanie na pojazdy pancerne na polu walki.
Ze względu na uporczywe rosyjskie ataki na infrastrukturę energetyczną w Ukrainie znów uruchomiono specjalne miejsca, gdzie działa internet, można się ogrzać, naładować telefony i powerbanki. Według doniesień w obwodzie zaporoskim i chersońskim Rosjanie używają nawet stosowanych na polu walki dronów FPV do atakowania stacji transformatorowych.
Na Węgrzech doszło do pożaru w rafinerii Százhalombatta, niedaleko Budapesztu. Przyczyna wielkiego pożaru w tej należącej do MOL rafinerii nie jest znana. Czyżby kolejne nieszczęście z cyklu tych, jakie spotkały Nord Stream 2? Na szczęście w wybuchu i następującym po nim pożarze nie ma poszkodowanych.
Rosjanie wprowadzili do użycia zmodyfikowaną bombę FAB-500, nie tylko zamienioną w zestaw KAB-500 poprzez montaż modułu szybującego i kierowania UMPK, ale też z dodatkowym silnikiem rakietowym, który ma zwiększyć jej zasięg nawet do 200 km. Nie podano tylko, o jaką wysokość zrzutu chodzi. Nawet jeśli przy zrzucie z małej wysokości zasięg będzie o połowę mniejszy, to i tak jest to bardzo dobry rezultat. Jeśli broń ta będzie działać poprawnie, może się okazać bardzo groźna.
Czytaj też: Świat na zakręcie. Przegląd „Polityki”: Tomahawki były iluzją. Hołownia ambasadorem? O co tu chodzi
Rosyjska dezinformacja zdemaskowana
Łotewskie służby specjalne w ramach akcji SIMCartel przeprowadziły nalot na nielegalne serwerownie, gdzie działały wielkie farmy trolli. Za pomocą botów i sztucznej inteligencji grupa ludzi sympatyzujących z Rosją opłacana przez rosyjskie służby prowadziła blisko 50 mln fejkowych kont w różnych mediach społecznościowych. Ich liczba pokazuje niesamowity rozmach i ogromną skalę, na jaką prowadzona jest putinowska dezinformacja. W ten sposób ogłupia się obywateli, by doprowadzili własne państwo do upadku i nie sprzeciwiali się włączeniu w rosyjską strefę wpływów.
Zapewne wspomniane farmy działały w różnych krajach, a rosyjska propaganda także w Polsce wkracza w nową fazę. Już nie wystarczy samo wzbudzanie niechęci, a następnie wrogości wobec Ukraińców. Teraz pora na przedstawianie ich jako „wrogów gorszych od Rosjan”. Cała ten przekaz jest bardzo niebezpieczny, bo stopniowo toruje drogę prorosyjskim sympatiom, dzięki czemu Rosja zamiast czołgami podbija nas Facebookiem.
W swojej przestrzeni medialnej Rosjanie wciąż zapewniają, że wojna w Ukrainie będzie prowadzona aż do pełnego zwycięstwa i że żadne inne rozwiązanie nie będzie przez Kreml zaakceptowane. W rosyjskiej propagandzie wewnętrznej nie ma śladu przygotowań do jakichkolwiek negocjacji pokojowych, bo najwyraźniej takie w ogóle nie są planowane. Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Siergiej Szojgu, który przez większą część wojny pełnił funkcję ministra obrony, stwierdził 20 października w wywiadzie dla rosyjskiej państwowej agencji informacyjnej TASS, że okupowane tereny ukraińskie nie powinny być uważane za „nowe regiony” Rosji, lecz za „stare regiony” Rosji, które „historycznie” do Rosji należały.
Na frontach tymczasem mimo walk większych zmian nie ma. Żadna ze stron nie uzyskuje przewagi i żadna nie wykazuje oznak osłabienia bądź rychłego upadku. Wydaje się, że Rosja doszła do ściany i nie jest w stanie dziś posunąć się dalej. Nie w sensie terytorialnym, ale w sensie łamania ukraińskiego kręgosłupa. Wciąż jest daleka od zwycięstwa i nic nie wskazuje, by to się miało w najbliższym czasie zmienić. Niewątpliwie największą przeszkodą dla Rosji jest niezłomna zachodnia pomoc i Moskwa bardzo tu liczy na zmianę władz w najważniejszych państwach europejskich. Wybory czekają nas we Francji i w Polsce (za dwa lata), a w obu przypadkach Rosja ma nadzieję na zwycięstwo skrajnych, nacjonalistycznych i antyukraińskich polityków, którzy podejmą decyzję o zatrzymaniu pomocy dla Ukrainy.
Czytaj też: Jak Donald Trump walczy z kartelami narkotykowymi Ameryki Środkowej
Państwo upadłe. Czym jest?
Państwo upadłe to takie, w którym instytucje państwa nie działają na części lub całości jego terytorium. Poziom takiego stanu może być różny. W pewnym sensie Ukraina w 2014 r. stała się państwem (na szczęście czasowo) upadłym, bowiem legalne instytucje państwa nie miały żadnej realnej władzy na zbuntowanych terenach Donbasu, w Ługańskiej i Donieckiej Republice Ludowej, w których całość ukraińskich instytucji została zastąpiona lokalnymi. Pojawiła się tam całkowicie nowa władza o charakterze samozwańczym, tak wykonawcza, jak i ustawodawcza, zaś lojalna policja i inne resorty siłowe, w tym nawet ukraińskie wojsko, nie miały wstępu na teren owych „republik”. Ukraina nie miała więc żadnej faktycznej jurysdykcji nad oderwanymi od państwa terenami.
Na pozostałych terenach bywało różnie. Służby teoretycznie działały, straż pożarna gasiła pożary, funkcjonowała służba zdrowia, a nawet policja, która normalnie pilnowała porządku i ścigała złodziei, morderców i wszelkich innych przestępców pospolitych. Jednak tam, gdzie wybuchały bunty na tle politycznym, tam władze w Kijowie mogły liczyć na niewielką część policji i wojska, które nie chciały toczyć walk z lokalnymi bojówkami separatystycznymi.
Najgorsza sytuacja panowała w okresie od ucieczki Wiktora Janukowycza do Moskwy do wyboru Petra Poroszenki na nowego prezydenta Ukrainy, czyli od lutego do czerwca 2014 r. Wtedy większość wojska i policji po prostu czekała, jaka opcja zwycięży, nie chcąc opowiadać się po żadnej ze stron. Za to Marynarka Wojenna na przykład niemal w całości przeszła na stronę separatystów, a wręcz nawet na stronę rosyjską, wstępując do służby w rosyjskiej Marynarce Wojennej, gdzie wypłacano pensje na czas i gdzie nie było problemów finansowych ze szkoleniem, a także nie brakowało wyposażenia i sprzętu. Większość marynarzy pochodziła z południowych i południowo-wschodnich części Ukrainy oraz z Krymu, gdzie ogólnie panowało bardzo prorosyjskie nastawienie, stąd ich decyzja.
Powstaje teraz pytanie, czym może być spowodowane takie nieposłuszeństwo wobec władz? Wiosną 2014 r. trudno się dziwić, bowiem legalnie bądź co bądź wybrany prezydent został obalony siłą, więc jakakolwiek władza, jaka zawiązała się potem, mogła być kwestionowana. Trudno więc się dziwić funkcjonariuszom służb państwowych, że nie byli pewni, czy opowiadać się po tej, czy po tamtej stronie sporu, skoro nie wiadomo, kto wygra i jakie potem spotkają człowieka konsekwencje. Taka niestabilność państwa i niepewność co do legalności działań władzy i samego jej pochodzenia to prosty przyczynek do rozkładu instytucji i paraliżu – nikt nie chce się „wychylać”, dopóki sytuacja się nie wyklaruje.
Mamy więc niejako trzy poziomy takiego rozkładu, który jest wstępem do upadku państwa lub już jego upadkiem.
Po pierwsze, kiedy służby państwowe w kwestiach spornych (tłumienie demonstracji i strajków, likwidacja samozwańczych bojówek itp.) działają bardzo opieszale, niechętnie i zachowawczo. Dochodzi do aktów sabotażu, podburzania do przemocy, a nawet samej przemocy, ale nieprzekonani funkcjonariusze działają niespiesznie, ostrożnie i asekurują się na wszystkie strony. A pewnych „układów”, o których wiadomo, że działają na rzecz potencjalnego wroga państwa, najlepiej w ogóle nie ruszać, bo mogą z tego wyniknąć same kłopoty, jak nie teraz, to w przyszłości.
Wyższy stopień rozkładu to taki, w którym państwo funkcjonuje w sprawach bieżących, niepolitycznych, czyli pogotowie przyjeżdża do wypadków, a straż pożarna gasi pożary, policja łapie złodziejaszków, ale gdy w grę wchodzą demonstracje czy strajki, gdy działają zorganizowane bojówki, kiedy obca agentura prowadzi niemal otwartą działalność, wówczas władze państwa mogą liczyć na bardzo niewielką część lojalnych funkcjonariuszy. Inni albo pozostają bierni, albo wprost przyłączają się do protestujących. Oczywiście prowadzi to do bałaganu, destabilizacji, władze mają związane ręce, a obywatele są zdezorientowani wrogą dezinformacją i manipulacją.
Najgorszy stan upadku państwa to taki, kiedy wszelkie jego funkcje zostają przejęte przez samozwańcze bojówki, które są silniejsze od organów państwa i mają pełną swobodę działań. Rozkład osiągnie taki poziom, że nikt już nie będzie się przejmował zwykłym pilnowaniem porządku czy funkcjonowaniem urzędów.
Właśnie taki poziom chce osiągnąć Rosja przed wkroczeniem militarnym do państw bałtyckich czy Polski. Raczej nie mają racji ci, którzy twierdzą, że Rosja nie wkroczy do nas militarnie, bo nie ma na to siły. Owszem, teraz nie ma, ale kiedy swoimi działaniami poniżej progu wojny, w tym głównie niezwykle skuteczną dezinformacją i manipulacją oraz poprzez agenturę wpływu, doprowadzą do powstania państwa upadłego na poziomie trzecim lub głębokim drugim – wówczas wkroczą militarnie. Wkroczą, bo już wiedzą, że koniecznie trzeba postawić kropkę nad „i”, że bez tego się nie da.
Ukraina też była w 2014 r. państwem upadłym, ale bez zdecydowanej interwencji wojskowej podniosła się i w 2022 r. okazała się państwem zwartym, zintegrowanym, normalnie funkcjonującym i mającym lojalne służby i resorty siłowe. Dlatego sekwencja zdarzeń będzie taka: doprowadzenie do stanu upadku środkami poniżej progu wojny i kiedy taki stan zostanie osiągnięty – użycie środków militarnych do dokończenia dzieła wobec kompletnego paraliżu państwa, niedziałania jego resortów i ludności wrogo nastawionej do rzeczywistych sojuszników, których pomoc w takiej sytuacji okaże się symboliczna bądź żadna.