Tutaj będzie Portoryko?
Wenezuela będzie jak Portoryko? Dlaczego Caracas wcale nie tańczy po interwencji USA
ARTUR DOMOSŁAWSKI: – Dlaczego Caracas po amerykańskiej interwencji nie tańczy?
BORIS MUŃOZ: – Bo chaviści [obóz polityczny porwanego przez USA Nicolása Maduro i jego żony Cilii Flores – red.] nadal sprawują władzę. A ich rządy opierają się na inwigilacji i represji. Maduro pozostawił „cukierek z cyjankiem” – dekret o stanie wyjątkowym z powodu zagrożenia zewnętrznego, który pozwala urzędnikom, przede wszystkim Delcy Rodríguez [tymczasowej prezydentce] i Diosdado Cabello, szefowi MSW i aparatu bezpieczeństwa, robić praktycznie wszystko. Oznacza to, że nie obowiązują konstytucyjne gwarancje praw obywatelskich. Jeśli masz pecha i zatrzyma cię policja lub któraś z formacji bezpieczeństwa – a jest ich kilka – różne rzeczy mogą się przydarzyć. Zwolnieniom więźniów politycznych towarzyszy głęboko tkwiący w ludziach lęk.
To mówią ci, z którymi ma pan kontakt?
Tak. Wychodząc z domu, ludzie albo zostawiają telefon, albo kasują zawartość swoich mediów społecznościowych. Jeśli zatrzymują cię na ulicy, sprawdzają twoje konta i gdy znajdą wypowiedź przeciw rządowi, mogą cię zatrzymać i oskarżyć o rozpowszechnianie „mowy nienawiści”. To tworzy aurę strachu, która nie zniknie, dopóki nie zostanie odsunięty Cabello i nie zdemontuje się formacji bezpieczeństwa i uzbrojonych kolektywów chavistowskich. Nie widać, żeby miało to nastąpić.
Wyjaśnijmy, dlaczego nie jest pan w Caracas.
Wyjechałem z Wenezueli w 2009 r. na prestiżowe stypendium dziennikarskie na Uniwersytecie Harvarda. Byłem przekonany, że chavizm przekształca się w reżim oparty na sile, a Hugo Chávez [ówczesny prezydent i założyciel obozu politycznego, zm. w 2013 r.