Huragan nad Hawaną
Huragan nad Hawaną. Czy Biały Dom ma plan na Kubę? Trump szuka kogoś, kto „wykona zadanie”
Przerwy w dostawach prądu Kubańczycy znają od dobrych kilku lat – a okresowo zdarzały się już dawniej. Niedobory paliwa w obecnej skali to nowość, choć i one mają już kilka lat. Po przejęciu przez Biały Dom kontroli nad Wenezuelą – sojuszniczką, która dostarczała Kubie ropę m.in. w zamian za usługi kubańskich lekarzy – kawał życia społecznego i gospodarczego wyspy został sparaliżowany. Trump rozkazał: żadnej ropy dla Kuby, od zaraz! Brakuje żywności i lekarstw.
Najnowsze nieszczęście to epidemia arbowirusów – tych przenoszonych przez komary, meszki, kleszcze. Zaczyna się od wysokiej gorączki, potem są wymioty, biegunka, bóle głowy. Zakażeni budzą się pewnego ranka ze spuchniętymi dłońmi i kolanami. Dokuczają im bóle stawów, niektórzy ledwo chodzą. Wirusy dengi, chikungunya, oropouche, grypy, Covid-19 i innych atakujących układ oddechowy zjednoczyły się i uderzyły jednocześnie. Mówimy prawdopodobnie o setkach tysięcy chorujących. Według oficjalnych komunikatów zmarło kilkadziesiąt osób, a przypuszcza się, że dużo więcej.
Władze początkowo głosiły, że to choroby typowe w tropikach, które Kubańczycy znają. Przyczyny tej konkretnie epidemii – którą rząd w końcu uznał – są specyficzne dla momentu w najnowszej historii Kuby. Wylęgarnią moskitów są wysypiska śmieci, niepoddawane dezynsekcji z powodu braku niezbędnego do jej przeprowadzania paliwa. Ale nie tylko paliwa – skoro brakuje niemal wszystkiego, to jakim cudem miałoby nie brakować środków owadobójczych? Sytuacja wymknęła się spod kontroli.
Pozycje na listach niedoborów uderzają najbardziej w chorych. Brakuje odczynników, brakuje lekarzy – a to profesja, którą porewolucyjna Kuba szczyciła się od dziesięcioleci. Lekarzy „eksportowano” do krajów globalnego Południa i bywało, że zajmowali pierwsze miejsce w rankingu źródeł dewiz, jakie otrzymywała wyspa.