Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

1447. dzień wojny. Nie czekajmy na upadek rosyjskiej gospodarki. To nie nastąpi szybko

Mroźna zima w Kijowie, 8 lutego 2026 r. Mroźna zima w Kijowie, 8 lutego 2026 r. Efrem Lukatsky / AP Photo / East News
Celują w tym zachodni analitycy. Przykładają do Rosji własną logikę i czekają na załamanie ekonomiczne, społeczne albo oba naraz. A tu nic...

Zakład lotniczy w Komsomolsku nad Amurem dostarczył ponoć kolejną partię Su-57. Rosyjskie „partie” to zwykle dwa samoloty, produkcja idzie opornie. Zresztą Su-57, który miał być pierwszym rosyjskim samolotem trudno wykrywalnym, istną Wunderwaffe, stał się kolejną „car puszką”. Do tego stopnia, że równolegle powstają tradycyjne, łatwo wykrywalne Su-30SM, Su-35S i bombowce Su-34M.

Su-57 z „czapką niewidką” miał się swobodnie wdzierać w przestrzeń przeciwnika, by demolować elementy systemu obrony powietrznej, torując drogę swoim. Tymczasem nie zbliża się do ukraińskiego frontu, jeśli już, to odpala z daleka uzbrojenie, m.in. leciwe rakiety Ch-59M Owod. Film z Komsomolska, owszem, ładny, samoloty startują z gromkim hukiem i odlatują w siną dal, na zachód. Ciekawe, czy jak spadają, to też z hukiem?

Koncern Kałasznikowa wprowadza za to do uzbrojenia nowy typ amunicji krążącej, która wygląda jak odmiana dobrze znanego Lanceta o zasięgu nawet 50 km. Oczywiście tylko jeśli nad własnym terenem lata wysoko dron transmitujący łączność między operatorem a lecącym daleko nad wrogiem Lancetem. Lancet jest w całości sterowany przez operatora, który opiera się na obrazie z kamery drona. Nowy RUS-PE ma natomiast możliwość działania w pełni automatycznego, korzysta z systemów AI. Ciekawe, jak to będzie funkcjonować w praktyce. Autonomiczny atak dronowy wykracza poza prawo międzynarodowe: kto będzie odpowiadał za ataki wyczerpujące znamiona zbrodni wojennej? Przecież nie żołnierz odpowiada za to, co sobie komputer wybierze do ataku. Jeśli to coś w ogóle będzie działać choćby na zadowalającym poziomie.

Tymczasem ukraińskie drony trafiły dobrze w duży magazyn pod Rostowem nad Donem i puściły z dymem ponad 6 tys. dronów FPV. W skali masowego użycia to może nie jest dużo, ale zawsze coś.

Reklama