Na kolano przed Milano!
Na kolano przed Milano! To najbardziej niewłoskie z włoskich miast. Polakom czegoś tu brakuje
Przy okazji zimowych igrzysk olimpijskich Włosi znów udowodnili, że są mistrzami spektaklu. Co prawda wielu krytyków orzekło, że podczas ceremonii otwarcia Mariah Carey sprofanowała włoski przebój „Volare”, ale za magiczne uznano wykonanie hymnu narodowego „Bracia Włosi” przez rodzimą gwiazdę Laurę Pausini oraz zakończoną dobrą wróżbą dla sportowców (Vincerò! – „Zwyciężę!”) arię z opery „Turandot” Pucciniego w interpretacji Andrei Bocellego.
Głównym hasłem imprezy, rozgrywanej również w alpejskim kurorcie Cortina d’Ampezzo, była „harmonia” stanowiąca odniesienie do polifonicznej historii i kultury Włoch – „kraju tysiąca dzwonnic”, jak określiła go w swym przemówieniu premier Giorgia Meloni.
Jedną z najsłynniejszych włoskich „dzwonnic” jest zaś niewątpliwie katedra w Mediolanie, mieście o rodowodzie rzymskim (Mediolanum), z ugruntowaną świadomością wieków własnej państwowości (wolna republika kupiecka opierająca się cesarzom i papieżom, a potem księstwo Viscontich i Sforzów). A nad wszystkim góruje z najwyższej iglicy katedry słynna Madonnina, złoty posąg Matki Boskiej, opiewana w znanej piosence w dialekcie lombardzkim jako ta, która „rządzi Mediolanem”, a „u jej stóp przeżywa się życie”. I igrzyska.
Czytaj też: Koń św. Franciszka. Meloni przywraca narodowe święto
Witajcie na Północy!
Współczesny Mediolan kojarzy się jednak pozostałym Włochom, zwłaszcza tym z południa, podobnie jak Polakom Warszawa, a Amerykanom – Nowy Jork.